sobota, 29 sierpnia 2015

Rozdział 70

Leon
-Moi drodzy, poznajcie nowego ucznia.-powiedział dyrektor, a zaraz po jego słowach wyłonił się Roberto.
Pięknie, do prawdy wspaniale! Teraz to już na pewno Fran nie będzie chciała zostać. Kątem oka na nią spojrzałem. Była widocznie zaskoczona i zdezorientowana. Szepnąłem Bridgit kilka słów i ruszyłem w stronę Włoszki. Kiedy byłem na tyle blisko, by tylko ona mnie słyszała zapytałem:
-Wszystko okay?-odetchnęła głęboko po czym zaczęła:
-Leon, powiedz szczerze, wiedziałeś?-głos jej się prawie nie załamywał
-Nie.-pokręciłem jednocześnie głową
-To co? Może pójdziemy się przywitać?-zapytała prawie bezgłośnie
-Czemu nie.-i dołączyliśmy do tłumu otaczającego nowego ucznia. Roberto radośnie rozmawiał z ludźmi, odpowiadając na ich pytania:
-Roberto Verdas.
-Zupełnie jak Leon.
-Jesteśmy kuzynami.
-Ile masz lat?
-19.
-Na czym grasz?
-W zasadzie na wszystkim.
-Jest wirtuozem w grze na moich nerwach.-szepnęła do mnie Fran, a wtedy i on ją zauważył.
-Chcecie, żebym wam coś zagrał?-zapytał jakby nadal wyluzowany, ale ja go znałem. Nerwowo na nią spoglądał. Choć próbował to zamaskować szelmowskim uśmiechem i nonszalanckimi gestami, mnie nie nabrał. Za dobrze go znałem. Jedna ze stojących blisko niego dziewczyn podała mu gitarę. Uśmiechnął się, był najlepszy w grze na tym instrumencie. Chwilę jakby się zastanawiał i zaczął. Świetna kompozycja, ale słowa były jeszcze lepsze:
 
Well you only need the light when it's burning low
Only miss the sun when it starts to snow
Only know you love her when you let her go

Only know you've been high when you're feeling low
Only hate the road when you’re missin' home
Only know you love her when you let her go
And you let her go...
 
Fran miała łzy w oczach już po pierwszych wersach. Nie wytrzymała, musiała wyjść. Chciałem za nią pójść, ale nie mogłem. Czułem się, jakby ktoś przykuł mnie do podłoża. Jego piosenki zawsze były fantastyczne, jednak w tej przeszedł samego siebie. Tekst tak idealnie oddawał naszą sytuację. Były podobne, ale zarazem inne. Z zamyślenia wyrwał mnie mój kuzyn, który odłożył gitarę i pobiegł w stronę drzwi, za którymi zniknęła Włoszka. Ja także postanowiłem opuścić salę. Znalazłem ich na końcu korytarza. Ona płakała, a on siedział obok niej w milczeniu.
-Fran.-podszedłem do niej
-Leon, co ja mam Ci teraz powiedzieć?-powiedziała zapłakanym głosem, usiadłem z drugiej strony.
-Nie płacz, proszę.-chciałem, żeby się uspokoiła
-Nie umiem. To wszystko jego wina.-wskazała na mojego kuzyna
-Fran, zrozum, nie chciałem aby tak wyszło...-zaczął, ale ona nie pozwoliła mu dokończyć
-Jak wyszło? Już nie pamiętasz, jak mnie zdradzałeś? Okłamywałeś? Jak bardzo mnie zraniłeś? Jak zrujnowałeś mi życie? A teraz tak po prostu sobie przyjeżdżasz i znów wszystko niszczysz!-wykrzyczała i nawet go uderzyła. Nic nie zrobił, mimo że na jego policzku pojawił się czerwony ślad.
-To był mój największy błąd. Byłem głupi, ale nie cofnę czasu. Tamtego dnia, kiedy mnie przyłapałaś...-znów nie pozwoliła mu skończyć
-Nie chcę tego słuchać!-zaprotestowała
-Pozwól mu dokończyć.-poprosiłem, a ona skinieniem zezwoliła by mówiła dalej
-Chciałem z nią zerwać, powiedzieć jej, że to nie ma sensu, że to Ciebie kocham. Niestety nie udało mi się. Los chciał, żebyś wtedy właśnie tam przechodziła. I wtedy straciłem Cię na zawsze.-nastała głucha cisza, po czym Roberto dodał:
-Popatrz na to zdjęcie.-poprosił wyjmując z kieszeni marynarki obrazek
-Noszę je od ponad roku, a kiedy mi smutno czytam to co mi na nim napisałaś.-podał jej zdjęcie, a jej oczy prześledziły napis: "Jak wiele jest gwiazd na niebie, tak bardzo ja kocham Ciebie". Po jej policzkach znów zaczęły spływać łzy.
-Nienawidziłam tego zdjęcia. Wyglądam na nim fatalnie.-rzekła prawie z uśmiechem
-To nieprawda, wyglądasz ślicznie...-zaczął, a ja postanowiłem ich zostawić
Violetta
"Roberto Verdas." Faktycznie podobny do Leona. Tak, do niego... Zamknęłam już ten rozdział, choć nadal bolało, pomału dawałam sobie radę. Kiedy wszyscy zaczęli się rozchodzić, razem z Thomasem zdecydowaliśmy pójść na spacer.
-Co sądzisz o tym nowym uczniu?-zapytałam nagle
-To zdolny facet.-stwierdził
-Znasz go?-postanowiłam być dociekliwa, on kiwnął głową. Chyba zrozumiał, że chciałabym się czegoś dowiedzieć o Roberto Verdasie
-Uczył się kiedyś w studio. Był chłopakiem Francesci. Z tego co wiem, to przez cały związek ją zdradzał. Po ich zerwaniu, wyjechał do swojego ojca do Stanów.-kiedy skończył, zauważył mój zaciekawiony wyraz twarzy po czym dodał:
-To wszystko co o nim wiem.-tylko promienie się uśmiechnęłam. Pocałował mnie. To nie był tak piękny pocałunek, jak te, które zdarzały mi się z Leonem, ale było znośnie. Kiedy się od siebie oderwaliśmy zauważyłam mojego ex zbliżającego się po przeciwnej stronie.
-Jak uroczo, aż mnie mdi.-sarknął
-Daruj sobie.-powiedziałam ostro
-Mam sprawę do twojego kochasia.-stwierdził, po czym na chwilę obydwoje się oddalili. Gdy Thomas wrócił był podenerwowany i jakby przestraszony.
-Co się stało?-zapytałam, a to co usłyszałam, zmroziło mi krew w żyłach
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Tak, wiem. Znów taki krótki i mało Leonetty, ale tak jakoś nawet mi się podoba. Jak tam ostatnie dni wolności?
Chcę zadedykować ten rozdział: Asi, Zuzi B i olivi blanco.
Jakby się wam nudziło, zapraszam na mojego 2 bloga. LINK :)
Pozdrawiam, Zuza Ł

czwartek, 13 sierpnia 2015

Rozdział 69

Leon
-O cześć Fran!-przywitałem włoszkę, opartą o framugę drzwi
-Witam Verdas, nie pytam czy tęskniłeś, bo widzę, że nawet nie miałeś czasu....-na całe szczęście nie skończyła swego przepełnionego jadem wywodu, gdyż moja dziewczyna jej przerwała:
-Francesca! Jak ty się zmieniłaś!-rzuciła jej się na szyje. Włoszka odwzajemniła uścisk, ale popatrzyła na mnie wzrokiem: "zabierz ją ode mnie"
-Kochanie. Mogłabyś nas zostawić na chwile samych?-poprosiłem, a ona z miną zbitego psa cmoknela mnie w policzek i opuściła salę, zostawiając mnie i moją maksymalnie wkurzoną przyjaciółką. 
-Co masz mi do powiedzenia?-zaczęła dość agresywnie gestykulując 
-Nic?-zaproponowałem unosząc delikatnie brew
-Błagam, chociaż nie zarywaj durnia.-prychnęła 
-Po prostu powiedz czego chcesz, myślę, że to zaoszczędzi nam obydwum czasu.-postanowiłem byc tak samo wredny jak i ona 
-Darowałbyś sobie. Leon, co ty wyczyniasz?-zdjęła maskę, już była  dawną Fran
-Co chcesz wiedzieć?-ja także znów byłem sobą 
-A jak myślisz?-uśmiechnęła się promiennie siadajac, a ja przysiadłem obok niej
-Violetta?-domyśliłem się, ona nic nie mówiła, tylko kiwnęła głową
-Dlaczego chcesz o tym rozmawiać?-mimo, że znałemodpowiedź nie umiałem powstrzymać tego pytania 
-Jesteście moimi przyjaciółmi. Martwię się.-zapadła chwilka ciszy, to wcale nie było niezręczne, po prostu siedzieliśmy koło siebie. Nagle Fran postanowiła ją przerwać, mówiąc:
-Opowiedz mi o tym.
-Przecież Violetta na pewno już Ci o wszystkim opowiedziała.-zdziwiłem się
-Chcę poznać także twoją wersję.-oświadczyła, co bardzo mnie zdziwiło, ale zrobiłem to, o co mnie mnie prosiła. Kiedy skończyłem, odezwała się:
-Violetta popełniła błąd, ale spróbuj ją zrozumieć. Bardzo Cię kocha i...-nie mogłem tego dalej słuchać i przerwałem jej:
-Przestań, jeśli się kogoś kocha, ma się do niego zaufanie. A co do tego błędu, to Marco także go popełnił, nieprawdaż?-uniosłem brew. Zdawałem sobie sprawę z tego, że zagrałem nie fair, więc w milczeniu oczekiwałem na jej reakcje, która mnie zadziwiła. Nie wściekła się, ani nie zasmuciła. Wzięła tylko głęboki wdechi przerwała ciszę:
-Tak, ale ja mu powiedziałam na początku związku, że nigdy nie będę z kimś kto mnie zdradza. Z reszta chyba się domyślasz dlaczego.
-Roberto?-tylko potrzasnela głową 
-To smutne, że ludzie, których tak wiele łączyło mijają się obojętnie na ulicy.-stwierdziłem lekko ją obejmując. 

Violetta
Już sama nie wiedziałam co robić. Całe moje życie waliło mi się na głowę. Bezradnie opadłam na jedno z krzeseł znajdujących się w pomieszczeniu, w którym właśnie przebywałam. Zaczęłam płakać, nie planowałam nad tym. Kaskady łez spływające po mioch mokrych i zaczerwienionych policzkach znikały na mojej sukience i dłoniach. Kolejny raz tego dnia usłyszałam zgrzyt otwieranych drzwi, a następnie kroki. To była dziewczyna, gdyż stukot obcasów był jedynym dziwiekiem w sali. Stanęła za mną, kładąc mi rękę na ramieniu. Po chwili odezwała się:
-Violu, nie płacz. Proszę.-poprosił przepełniony radością, ale i spokojem oraz zrozumieniem głos. Postanowiłam się odwrócić. Dawno jej nie słyszałam. 
-Nie rozumiesz Fran...- nie dokończyłam bo łzy nie pozwoliły mi dalej mowi. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę z tego, że to ona. Wróciła! Moja najlepsza przyjaciółka. Od razu ją objęłam i przetarłam oczy.
-Już dobrze, spróbuj go zrozumieć i nie płacz więcej. Dobrze?-zaproponowała, a ja wysiliłam się na uśmiech. 
Wszyscy się cieszyli z powrotu Włoszki, jednak choć wiele osób pytało, ona nie chciała zdradzić nikomu na jak długo przyjechała. 
***
Z każdym dniem mój smutek trochę się pomniejszał. Starałam się nie myślec o Leonie, który mimo, iż wrócił do Brigit podrywał wszystkie dziewczyny jakie akurat były w jego pobliżu. Nie rozumiem jak ona to znosiła. Tak samo jak nie rozumiem postawy Thomasa, który od tygodnia znów jest moim chłopakiem. Jest wspaniały i znosi wszystko, nawet gdy zaczynam płakać i mowić jak bardzo cierpię i kocham Leona. 
Co dziwne, Leon przestał głupio komentować wszystko co robię ja, bądź Thomas. 
Od paru dni mamy z dziewczynami wiele prób. Od kąd dołączyła do nas Fran, wszystko brzmi lepiej. Każdej z nas piosenka bardzo się podoba, a na całe szczęście nie wydał się fakt, iż Thomas pomógł nam ją napisać. 
A gdy wydawało mi się, że wszystko się już ułożyło, znów świat zaczął się pomału walić. Zaczęło się od przedstawienia nowego ucznia. 
-Moi drodzy, poznajcie....
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Moi drodzy, króciutko, ale treściwie. Podoba wam się? Mam cichą nadzieję, że tak, bo mam w planach, znów namieszać. Jak tam ostatnie dni wakacji? Wybaczcie wszystkie błędy i to jak graficznie wyglada rozdział, ale uznałam, że jestem wam winna rozdział i został on napisany na telefonie. Chcę go zadedykować wszystkim, którzy czytają mojego bloga. 
Pozdrawiam, Zuza Ł 

środa, 12 sierpnia 2015

Rozdział 68

Violetta 
-Angie!-zawołałam uradowana, gdy tylko zobaczyłam ciotkę i od razu wstałam z łóżka, podbiegłam do niej szybko i mocno ją uściskałam. Poczułam niesamowitą ulgę czując, że ona znów jest ze mną.
-Czuję się niepotrzebny!-rzucił teatralnym głosem Pablo, który stał o krok od swojej narzeczonej, więc jego także uściskałam i podziękowałam mu za odnalezienie Angie.
-Zostawię was same.-stwierdził Pablo
-Ja także już pójdę.-zawtórowała mu Esmeralda podnosząc się ze swojego miejsca
-Nie, zostań. Proszę...-poprosiłam, a ona została. To było takie miłe. Dwie fantastyczne kobiety, rozmawiały ze mną przez prawie całą noc. Powiedziałam im o wszystkim co mnie bolało i poczułam się wspierana przez nie. Zupełnie jakbym miała matkę. A nawet dwie.
Następnego dnia
Wstałam, ogarnęłam się, zjadłam śniadanie i jak codzień udałam się do studia. Do rozpoczęcia zajęć zostało mi jeszcze trochę czasu, więc postanowiłam popracować nad piosenką, ktorą wraz z dziewczynami zamierzamy zaprezentować na bitwie kapel. Wyjęłam nuty i od razu zabrałam się do pracy. Zmieniłam kilka słów i nadałam piosence inne tępo. Po chwili usłyszałam, zgrzyt otwieranych drzwi. Od razu się obróciłam, przerywając granie. W drzwiach stał nie kto inny jak Thomas.
-Mogę wiedzieć co tu robisz?-zwróciłam się do niego niegrzecznie
-Słucham konkurencji.-powiedział z uśmiechem na twarzy, jakby nie usłyszał zdenerwowania w moim głosie.
-Świetnie, wyjdź!-zarzadalam
-Nie tak ostro, to do Ciebie nie pasuje.-uznał, zbliżając się do mnie niebezpiecznie blisko. Byłam przerażona, ale on tylko usiadł koło mnie przy pianinie, spojrzał na nuty i zaczął grać piosenkę, nad którą właśnie pracowałam.
-Nie sądzisz, że to lepiej brzmi?-obniżył jeden dźwięk i musiałam przyznać mu racje, tak było zdecydowanie lepiej.
-Dzięki.-podziękowałam cicho i poczułam wypieki na moich policzkach. Do sali znów ktoś wszedł.
-Nie chcę niszczyć tej niezmiernie romantycznej chwili, jednakże potrzebuje wzmacniacz.-powiedział ironicznie Leon, następnie dodał złośliwie, widząc moją zawstydzoną minę:
-Nie przeszkadzajcie sobie.-chciałam zacząć płakać, jednak Thomas wziął moją dłoń i szepnął cicho:
-Bądź silna.-w tej chwili z zaplecza wyłonił się mój ex ze wzmacniaczem
-Ojoj, jak uroczo. Zakochani, wszędzie ta miłość. No już lecę golabeczki.-po tych słowach zniknął za drzwiami wyjściowymi, a ja się rozplakalam.
-hej, spokojnie. Wszystko będzie dobrze.-Thomas niepewnie i bardzo delikatnie mnie obial
-Ja, bardzo go kocham... I... I rozumiem... Swój błąd... Ale, ale on nie chce tego... Zrozumieć.-strasznie trudno mówiło mi się przez lawinę łez wyplywajacych z moich oczu
-To dureń.-stwierdził Thomas, ale to mi nie pomogło 
-Tylko... Że ja tego durnia.... Bardzo... Kocham.-nadal szlochałam
-Zazdroszczę mu.-wyznał, a ja podniosłam na niego zapłakane oczy. Gdy zauważył moje zdziwienie wytłumaczył:
-Bardzo Cię kocham, ale i staram się zrozumieć. Nic od Ciebie nie chcę, no może tylko zostać twoim przyjacielem.-wciąż byłam zaskoczona
-Proszę.-podał mi chusteczkę, po czym dodał:
-Choć, bo zaraz się spóźnimy na zajęcia.
-Jasne, dziękuje.-wzięłam chusteczkę, otarłam wszystkie łzy i razem wybraliśmy się na zajęcia.
Przed salą już stali zgromadzeni uczniowie. Wśród nich także: Leon, Ludmi, Cami i Andres.
-Hej!-podeszła do nas Ludmiła i przywitała się, obdarzając Thomasa ironicznym uśmiechem
-Cześć!-rzucił jakby od niechcenia, a ja ją przytuliłam
-Mogłybyśmy porozmawiać w cztery oczy?-dokładnie podkreśliła przedostatnie słowo, a po moim skinieniu głową oddaliłyśmy się.
-Możesz wytłumaczyć co ty najlepszego wyprawiasz?-krzyknęła na tyle głośno, że parę osób stojących w pobliżu się odwróciło
-Ciszej.-poprosiłam przykładając jednocześnie palec do ust
-Możesz mi coś wytłumaczyć?-spytała już normalnym głosem
-Oczywiście, tylko powiedz o co chodzi.
-Ty i Thomas.-uniosła lekko brwi, była zdenerwowana
-Ach, więc o to chodzi. Tylko pomógł mi z piosenką. Nic wielkiego, nie wyobrażaj sobie zbyt wiele Lu.-rzekłam pobłażliwym tonem, jednak ona zbladła.
-Coś ty powiedziała?-teraz prawie szeptała
-To chyba żadna zbrodnia. Prawda?
-Najważniejszą zasadą zadania jest fakt, że członkowie przeciwnych kapel nie mogą sobie pomagać.-przypomniała i wtedy i ja pobladłam
-Matko! Na śmierć zapomniałam, czyli dyskwalifikacja?-głos mi się lekko załamał, zawiodłam przyjaciółki
-Ktoś poza nami o tym wie?
-Nie.
-To spokojnie, może się nie wyda.-powiedziała z nadzieją w głosie
-Czekaj! Leon chyba nas słyszał.-przypomniało mi się i złapałam się za głowę. Reakcja blondynki była natychmiastowa, po prostu siarczyście zaklęła.
-No to jesteśmy w dupie!-stwierdziła optymistycznie, a ja spojrzałam w stronę Verdasa. Był otoczony wianuszkiem dziewczyn i z każdą z nich flirtował. Jak to możliwe? To było do niego niepodobne. Moja przyjaciółka chyba zrozumiała na co tak zawzięcie patrzę, gdyż rzekła:
-Nie martw się. To już nie jest dawny Leon. Teraz wraz z innymi naszymi "etatowymi podrywaczami" zakładają się ile panienek zaliczą.-nie mieściło mi się to w głowie. Leon? Ten, którego tak bardzo kochałam?
Z rozmyślań wyrwał mnie Beto, który zaczął nerwowo szukać kluczy do sali. Nawet nie wiem kiedy skończyła się lekcja, na której jedynie byłam obecna ciałem. Cały czas myślałam o Thomasie i Leonie. Postanowiłam porozmawiać z Thomasem, więc poczekałam na niego pod salą, gdyż ustalał chyba jeszcze coś z jednym z członków swojej kapeli.
-Thomas!-krzyknęłam, bo był zamyślony i przeszedł nie zauważając mnie
-Violetta? Wybacz, nie zauważyłem Cię.-wyrwałam go z jego świata
-Możemy pogadać?
-Jasne, stało się coś?-zmartwił się trochę
-Tak jakby. Pomogłeś mi dzisiaj rano z piosenką, mimo...-nie dał mi dokończyć
-Mimo, że nie powinienem? O to chodzi? Czyżby twoja urocza blond przyjaciółka Cię tego uświadomiła?-spytał z lekkim uśmiechem
-Czy ty wiesz czym to grozi?-zapytałam poważnie, a o się roześmiał
-Tak, ale to nie ważne. Ważne, że teraz piosenka jest idealna.-przez jego uśmiech nawet ja zaczęłam się uśmiechać
-Dziękuję. Za wszystko.-powiedziałam i pocałowałam go w policzek, a gdy się odwróciłam, aby odejść zobaczyłam Leona, który co prawda był odwrócony tyłem, jednak jestem pewna, że wszystko widział.
Leon
Rano jeszcze nie byłem pewien, ale teraz już jestem. Violetta i ten gnojek są razem. Nie posłuchał mojej przestrogi, to się doigra! Już ja mu pokażę, zresztą im obydwóm.
-Bridgit!-zawołałem wchodząc do sali z której słyszałem jej głos
-Leoś! Coś ty taki przybity?-zawołała i natychmiast do mnie podbiegła i rzuciła mi się na szyję. Wtedy wymyśliłem świetny plan
-Mogę zadać Ci bardzo ważne pytanie?-postanowiłem wcielić go w życie od razu
-Oczywiście, pytaj o co chcesz.-dobra odpowiedź
-Kochasz mnie jeszcze, choć trochę?-nawet się nie zdziwiła, zupełnie jakby na to czekała
-Tak, i to bardzo. Ale zrozumiałam jak bardzo Cię skrzywdziłam i staram się przez to tłumaczyć twoje flirty z każdą napotkaną dziewczyną.
-To, może zaczniemy od początku?-zaproponowałem, a ona oczywiście się zgodziła. I znów mogłem ją pocałować.
-Verdas! Do cholery, oderwij się od Bridgit bo musimy pogadać!-szlag! Tylko jej tu brakowało!
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Ta dam! Moi kochani, zjedźcie mnie za ten rozdział! Thomas (którego szczerze nie znoszę) wydał mi się nawet uroczy! (co się ze mną dzieje???)
Ten rozdzialik dedykuję osobie, dzięki której powstał. Właśnie wróciłam do Polski i przeczytałam maila! Ale chyba każdemu przydaje się porządny kop w tyłek, który motywuje do pracy.
Napisałam już następny, więc jak się postaracie, to szybko go dodam.
Asiu, jakby co, to dla Ciebie jest ten rozdział.
Pozdrawiam, Zuza Ł

 

poniedziałek, 6 lipca 2015

Rozdział 67

Leon
Przez resztę piosenki utrzymywaliśmy kontakt wzrokowy. Jej uśmiech był taki delikatny. Jej blond loki swobodnie opadały na szczupłą twarz. Nawet nie spostrzegłem kiedy zeszła ze sceny.
-Leon!-wykrzyknęła zbiegając ze sceny, nie do końca wiedziałem co zrobić
-Bridgit.-powiedziałem bez entuzjazmu, to było moje szybkie postanowienie. Będę traktował ją na dystans.
-Hej, Leoś. Nie tęskniłeś za mną?-pogładziła mnie po policzku, lecz szybko odepchnąłem jej dłoń. Rękę, która była tak delikatna, zupełnie jak wtedy.
-Względnie.-odpowiedziałem beznamiętnie
-Leon... Wróciłam, znów możemy być razem.-jeszcze rok temu oddałbym wszystko za to jedno zdanie. A co teraz.
-To nie jest takie łatwe.-próbowałem jakoś się wymigać.
-Rozumiem, zraniłam Cię, ale błagam nie skreślaj nas.-(NAS) rozbrzmiało w mojej głowie i w jednej chwili przypomniały mi się wszystkie wspólne chwile
-Dobrze, daj mi czas. Wszystko stało się tak nagle. Bądźmy na razie przyjaciółmi.-zaproponowałem. Czy ja to naprawdę powiedziałem?
-Jak sobie życzysz!-rzuciła mi się na szyje i wyszeptała mi do ucha:
-Kocham Cię.
Ludmiła
Czy on to naprawdę powiedział? Co z Violettą? O NIE! Właśnie tu weszła i ich zobaczyła. RAZEM!
-Lu...-WOW! Zobaczyła mnie po 15 minutach robienia maślanych oczek do Leona.
-Cześć.
-Siostrzyczko! Tak strasznie tęskniłam!-teraz to mnie prawie udusiła. Jak Leon to wytrzymywał?
-Ta, muszę lecieć.-powiedziałam i szybko wyszłam. Czy to był błąd? Może nie powinnam zostawiać ich samych?
Znalazłam Violettę, była roztrzęsiona. Przytuliłam ją, próbując pocieszyć na milion sposobów. Nic nie pomagało.
-Kim ona jest?-załkała
-To Bridgit...-starałam się nie wchodzić w szczegóły. Siedziałyśmy dość długo, praktycznie w ciszy. Nagle ktoś otworzył drzwi.
-Cześć!-zza drzwi pokazał się mój chłopak
-Ludmi! Możemy pogadać?-poprosił
-Diego, nie teraz.... Muszę zostać z Violą.
-Idź. Później Cię znajdę.-zaproponowała Violetta, a ja poszłam pogadać z Diego.
Violetta
Jak on mógł tak szybko się pocieszyć? Może skłamał mówiąc o tej piosence? Bridgit... Nienawidzę jej! Pobiegłam do domu i rzuciłam się na łóżko. Zaczęłam sprawdzać wiadomości.
FRAN: Co u was?
JA: Nawet nie pytaj... Wszystko się rozwala.
FRAN: Opowiadaj.
                                                    JA: historia z Leonem
FRAN: Nadal nie mogę w to uwierzyć, wiesz kim jest dziewczyna z którą się obściskiwał?
                                                      JA: Ma na imię Bridgit.
FRAN: Czekaj, co?
                                  JA: Bridgit.
FRAN: MASAKRA!
                                                                                      JA: Nic o niej nie wiem. Błagam powiedz co o niej wiesz.................................................
FRAN: Bridgit to starsza siostra Ludmiły, a co ważniejsze była Leona. Bardzo się kochali. Mieli po 17 lat kiedy się poznali. Leon był wtedy chłopakiem Lu, ale nie wściekaj się. Nic do siebie nie czuli. Pewnego dnia, Leon przyszedł po Ludmi, ale zamiast niej spotkał Bridgit. Zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia. Kiedy Lu się dowiedziała, od razu z nim zerwała. A Leon i Bridgit mogli oficjalnie być parą. Byli ze sobą pół roku, ale później ona dostała propozycję wystąpienia w musicalu. Musiała wyjechać. Powiedziała Leonowi, że nie chce związku na odległość, więc wykasowała z jego telefonu swój numer, z tego co wiem nie odpowiadała na jego maile. To tyle.
                                                                       JA: Nie mogę w to uwierzyć. Ale Ludmiła i Leon wciąż się przyjaźnią.
FRAN: Lu naprawdę kochała Leona, ale jak brata, lecz Bridgit nigdy nie wybaczyła.

Zamknęłam laptop i się popłakałam, znów. Usłyszałam, że ktoś wchodzi po schodach. Następnie ktoś otworzył drzwi. Podniosłam wzrok, to była dziewczyna Ramalla-Esmeralda.
-Violetto, przyniosłam Ci kolację.-powiedziała stawiając tacę z jedzeniem na moim biurku.
-Dzięki.-starałam się aby moja odpowiedź była neutralna, ale głos mi się załamywał.
-Co się dzieje? Jeśli nie chcesz to nie mów.-zaproponowała, poczułam, że mogę jej zaufać.
-Nie mam siły znów tego opowiadać...-urwałam
-Oczywiście, rozumiem.-wstała i chciała wychodzić
-Nie o to chodzi, po prostu weź laptop i przeczytaj kilka wiadomości. Naprawdę nie chcę znów tego opowiadać.-po moich słowach Esmeralda zaczęła czytać. Jej oczy znacznie się rozszerzały po każdym przeczytanym zdaniu. Kiedy skończyła, podeszła do mnie i przytuliła mnie.
-To okropne, ale minie Ci.
-A jeśli nie? Jeśli będę go kochała już do końca, tak jak Ramallo kochał Ciebie?-nie mogłam zapanować nad łzami.
-Będzie dobrze.-raczej nie wiedziała co powiedzieć. Może to dziwne, ale przy niej poczułam jakbym miała znów mamę, albo Angie.
-Angie...-wyszeptałam.
-Właśnie!-Esmeralda nagle poderwała się na równe nogi.
-Stało się coś?
-Tak, ale raczej pozytywnego.-odparła z uśmiechem
-Powiesz mi?
-Dzwonił dziś Pablo... Znalazł Angie!
-To fantastycznie!-krzyknęłam. Przez chwilę rozmawiałyśmy. Nawet zrobiło mi się trochę lepiej.
-Ktoś idzie!-powiedziałam, a drzwi się otworzyły. Moje zdziwienie nie znało granic.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mieszam, tak wiem. Mam małe opóźnienie, jednak wy także nie napisaliście 10 komentarzy, jednak postanowiłam dodać choć krótki rozdzialik. Chciałabym go zadedykować osobie która chyba opuściła mnie na pewien czas, ale wróciła i ogromnie jej za to dziękuję. Olivia Blanco, ten rozdział jest zadedykowany właśnie Tobie.
Pozdrawiam, Zuza Ł


niedziela, 28 czerwca 2015

Rozdział 66-czytaj całość!

Violetta
-O co mi chodzi? Ty się jeszcze śmiesz pytać o co mi chodzi?-zaczęłam krzyczeć, ale nadal łzy leciały po moich policzkach. Próbowałam jakoś je powstrzymać, lecz to było silniejsze ode mnie.
-Tak, powiedz mi dlaczego płaczesz.-powiedział tak zwyczajnie. Właśnie, zwyczajnie i chyba to zdenerwowało mnie jeszcze bardziej.
-JAK MOŻESZ?-nic nie powiedział, tylko patrzył na mnie zdziwiony, dopiero po chwili zaczął:
-Wytłumaczysz mi wreszcie o co chodzi?-jeszcze śmie się głupio pytać?
-O to, że mnie zdradzasz!-krzyknęłam tak głośno, że chyba usłyszały to wszystkie osoby w studiu.
-Że co, proszę?-zapytał zdezorientowany
-Nie kłam, słyszałam, jak mówiłeś o NIEJ Andresowi.-wyraźnie podkreśliłam przedostatnie słowo, przyjaciel Leona dostał ataku śmiechu, tylko na niego popatrzyłam i kontynuowałam:
-Widzisz? Andres śmieje się, że dopiero teraz to odkryłam. Dlaczego mi to zrobiłeś?
-Daj mi to wytłumaczyć.-poprosił
-Ale co ty chcesz tu tłumaczyć? Z nami koniec.
-NIE ZDRADZAM CIĘ!-jak on mógł kłamać mi w żywe oczy
-Więc kim jest ta ONA?-zażądałam wyjaśnień
-To piosenka, którą dla Ciebie napisałem, miałem Ci ją zaprezentować za tydzień, bo dokładnie wtedy będzie rok jak się znamy.-o matko! Zrobiło mi się tak strasznie głupio!
-Leon... Ja Cię przepraszam... Naprawdę Cię przepraszam.-nie wiedziałam co powiedzieć
-Okay.-wyczułam chłód w jego głosie. Chciałam go pocałować, ale mnie odepchnął.
-Leon?
-Tak jak powiedziałaś, z nami koniec.
-Ale, ja Cię bardzo przepraszam.
-I co z tego? Już raz mi nie wierzyłaś. Pamiętasz? Mam tego dość. Nie mogę być z kimś, kto mi nie wierzy i ciągle zarzuca zdradę. Z nami koniec.-starałam się nie rozpłakać. Więc tylko rzuciłam:
-Dobrze.-głos mi się załamywał, więc wyszłam. Znów biegłam przed siebie, kiedy dotarłam do sali, z której wyruszyłam, zaczęłam płakać. Wszyscy tam zgromadzeni zebrali się wokół mnie. Ludmiła odezwała się pierwsza:
-Co się stało?-jej głos był zupełnie normalny, taki jak zawsze. Nie słychać w nim było ani trochę załamania czy smutku.
Postanowiłam opowiedzieć im całą sytuację, gdy skończyłam, zauważyłam na ich twarzach zmieszanie. Jakby nie wiedziały co zrobić. Po chwili tzw. "zawieszenia" Lu bez słowa do mnie podeszła i przytuliła mnie.
-Będzie dobrze.-wyszeptała, dziewczyny podeszły do nas także nas przytulając. W sumie to nawet nie wiem kiedy Diego się "ulotnił", zostawiając nas same.
Ludmiła
I jak ja mam jej to teraz powiedzieć? Mówiąc prawdę zranię ją jeszcze bardziej. Mówiąc pół-prawdę także ją skrzywdzę. Muszę jak najszybciej pogadać z Leonem. Powinien wiedzieć, że Bridgit przyjeżdża.
-Dziewczyny muszę coś załatwić, zaraz wrócę.-nie czekałam na ich reakcje, po prostu wyszłam. Przemierzałam studio szukając Verdasa. Usłyszałam Andresa, uznałam, że Leon powinien być tam gdzie jego przyjaciel. Bez pukania weszłam do klasy.
-Andres, zostaw nas samych.... Proszę.
-Cześć Lu! U mnie okay, miło, że pytasz!-zakpił, lecz wściekłam się
-WYJDŹ!-zażądałam
-Spoko, nie denerwuj się!-rzucił na odchodnym
-Co się stało?-zapytał od razu Leon
-Musimy pogadać.-stwierdziłam, podchodząc bliżej niego. Następnie usiadłam. Nie zwracał na mnie uwagi, więc wyrwałam mu zeszyt, który trzymał w rękach.
-Jeśli chodzi o Violettę, to nie mam zamiaru o niej gadać.-powiedział szorstko
-Nie chodzi o nią, a może... Właściwie też trochę o nią...-plątałam się w zeznaniach
-To jest sprawa między mną i nią, więc bądź tak miła i się nie wcinaj.-zaproponował sarkastycznie
-Nie o to chodzi...
-Więc?
-Bridgit przyjeżdża...
-Co?
-To co słyszałeś. Przykro mi.-nie wiedziałam co mu powiedzieć
-Mówiłaś, że nie masz z nią kontaktu!-wściekł się
-Bo nie miałam!
-Dwa lata się nie odzywała i nagle postanowiła tak zwyczajnie wrócić na stare śmieci?-krzyknął żywo gestykulując
-Boli mnie to tak samo jak i Ciebie.-zaczęłam płakać, a on mnie przytulił
-Damy radę. Kiedy tu będzie?-spojrzałam na zegarek
-W zasadzie już powinna tu być.-westchnęłam
-Słyszysz to?-zapytał nagle
-Ten głos...
-To ona!-zawołał i zaczął iść w miejsce z którego dobiegał dźwięk, stwierdziłam, że pójdę za nim.
Leon
Czy to możliwe? DWA LATA! Jej głos jest taki sam... Piękny, melodyjny, niepowtarzalny... Wróciła! Czy to jest jakiś znak? Jeszcze rano byłem szczęśliwy z Violą. A teraz? Wszystko się zmieniło. Wróciła ONA.
Wszedłem do sali i wryło mnie w podłogę. Była jeszcze piękniejsza niż dwa lata temu. Ale jej głos... On wcale się nie zmienił. Spojrzała na mnie. Jej oczy też były takie jak przed laty. Patrzyłem na nią. Na dziewczynę, którą tak bardzo kochałem. Na dziewczynę, która zniszczyła mi życie.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
WRÓCIŁAM! A wraz ze mną rozdział, który cholernie mi się podoba! Napisałam już następny, ale nie mam pojęcia czy go opublikuję.
Są wakacje i mam na nie postanowienie. Obiecuję, że jeśli pod rozdziałem będzie minimum 10 komentarzy, dodam nexta za tydzień. Wszystko zależy od was.
Wszyscy, którzy komentujecie i czytacie jesteście wspaniali. To wy nadajecie sens temu blogu. Są jednak 2 wyjątkowe dziewczyny, którym chcę zadedykować ten rozdział. Asia i Zuzia B są ze mną najdłużej i to właśnie dla nich jest ten rozdział.
Postanowiłam także przez całe wakacje dawać dedykacje pod rozdziałami. Jeśli wam zależy, komentujcie, a może to właśnie wam coś zadedykuję. (Co do Anonimów, podpisujcie się imieniem bądź ksywą, bo też zasługujecie na dedykację)
Jeśli macie jakieś pytania, zadawajcie! Postaram się na nie odpowiedzieć
Pozdrawiam, Zuza Ł

niedziela, 17 maja 2015

Miniaturka Leonetta: Moja była i twój ex będą mieli przepiękny ślub

Mam 20 lat. Jestem spełniona zawodowo. Uwielbiam moją pracę. To właśnie muzyka daje mi szczęście. Gdy śpiewam, nic innego się nie liczy. Cieszę się z każdego koncertu i nowo wydanej płyty. Kochom moją pracę. A rodzina? Moja mama nie żyje od wielu lat, a tata zawsze mnie wspiera, choć na początku nie było łatwo, to pokonaliśmy wszystkie przeciwności losu. Moje przyjaciółki pomagają mi, są cudowne. Zupełnie jakby były moimi siostrami. Czego chcieć więcej?

Właściwie niczego mi nie brakuje, niczego poza miłością. Mój chłopak, a właściwie już ex-chłopak nie odzywał się do mnie od wieków. Zerwał ze mną, gdyż poświęcałam się pracy, więc teraz mam tylko ją, tatę i przyjaciółki.

Jestem Violetta Castillo
 
Tak właśnie skończył się jeden z wielu wpisów w moim pamiętniku. Kiedy go zamknęłam, pojawiły się moje wspaniałe przyjaciółki, które były już spóźnione. Powitałyśmy się serdecznymi uściskami, a następnie Camilla zaproponowała kawę. Po dotarciu do kawiarni oraz złożeniu zamówienia, zaczęłyśmy rozmowę. Jednak Fran nagle spoważniała.

-Coś się stało?-zapytałam zauważywszy jej pobladłą twarz.

-Tak, znaczy nie, to znaczy....-zawiesiła się

-Możesz nam o wszystkim powiedzieć, spokojnie.-Cami starała się ją uspokoić.

-Muszę wam coś powiedzieć, ale błagam Violu obiecaj, że się na mnie śmiertelnie nie wściekniesz.-poprosiła, a ja się zgodziłam. W końcu jak mogłabym się na nią gniewać?

-Więc?-starałam się, aby mój głos był przyjazny i zachęcił ją do zwierzeń

-Ja się z kimś spotykam.-wyjąkała prawie bezdźwięcznie

-TO FANTASTYCZNIE!-wykrzyknęłam razem z Camillą, a wszyscy dookoła się na nas dziwnie spojrzeli.

-Z kim?

-Od kiedy?

-Dlaczego nic nie wiemy?-zaczęłyśmy ją zasypywać milionem pytań.

-Uspokójcie się, zaraz wam wszystko opowiem.-zaproponowała Włoszka

-Ze szczegółami.-zażądała Ruda

-To zaczynaj! A my słuchamy Cię lepiej niż radia.-wszystkie się zaśmiałyśmy

-To trwa od niedawna, ale nareszcie się zakochałam! Myślałam już, że po Leonie to niemożliwe, ale jednak udało mi się!-mówiła, a z każdym jej słowem, uśmiechała się coraz bardziej

-Zdradź nam jego imię.-poprosiła Cami

-To mega trudne, więc jest to...-nie dokończyła, bo przy moim krześle pojawiły się dwie nastolatki

-Violetta Castillo!-zapiszczały, a następnie mówiły dalej:

-Możemy prosić o autograf?-pokornie spełniłam ich prośbę, a po napisaniu autografów i zdjęciach z fankami wróciłam do rozmowy z przyjaciółkami.

-Wybaczcie dziewczyny. Na czym to skończyłyśmy?-było mi trochę głupio

-Fran, powiedz w końcu kim jest ten twój królewicz.-ponaglała ją Camilla

-Diego to mój chłopak.-oznajmiła na jednym wdechu Włoszka

-Że co?-znów mówiłam razem z Rudą

-Błagam, nie wściekaj się....-Nie, nie mogę. Jest moją przyjaciółką, a on moim byłym chłopakiem... Nie mogę się obrazić. Ale ja go chyba nadal kocham

-Nie jestem zła. Cieszę się waszym szczęściem.-stwierdziłam z wymuszonym uśmiechem. Reszta spotkania przebiegła w miłej atmosferze, rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym, a następnie każda z nas udała się w swoją stronę.

Przez pewien czas miałam masę pracy. 5 koncertów, dokończenie piosenek na nową płytę i milion innych spraw, dlatego nie spotykałam się z dziewczynami. Oczywiście codziennie do siebie dzwoniłyśmy, albo pisałyśmy. Pewnego dnia, gdy wróciłam do domu totalnie wykończona, zastałam w skrzynce na listy zaproszenie. Nie było to byle jakie zaproszenie, gdyż informowało o ślubie mojej przyjaciółki i mojego ex chłopaka.

Postanowiłam, że trochę zwolnię. W końcu każdemu należy się odpoczynek. Zaproponowałam Fran pomoc przy organizacji jej "Wielkiego Dnia". Jako Druhna Honorowa miałam masę pracy, ale Diego (nasze stosunki stały się czysto przyjacielskie, mimo, że nadal żywiłam do niego inne uczucie) obiecał, że jego drużba mi pomoże. Moje zdziwienie było niewyobrażalne, gdy okazało się, iż drużbą mojego ex jest były mojej przyjaciółki.

-To jakiś żart?-zapytałam lekko zniesmaczona gdy przed moimi oczami ukazał się nie kto inny jak Leon Verdas

-Mógłbym spytać o to samo.-odparł z iście szelmowskim uśmiechem

-Zabierajmy się do pracy.-chciałam jak najszybciej ukrucić tą wymianę zdań, zarzuciłam Leona robotą i sama także wpadłam w wir przygotowań. Postanowiliśmy nie wchodzić sobie w drogę, sumiennie wykonując swoje zadania, jednak pewnego razu wszystko się zmieniło.

Dzień przed ceremonią zaślubin dekorowałam kościół kwiatami, uznałam, że białe orchidee będą idealne na tą okazję. Oczywiście chciałam by wszystko wyszło perfekcyjnie, więc weszłam na drabinę poprawiając girlandy zwisające z sufitu kościoła. Zachwiałam się na drabinie i spadałam w dół, jednak zamiast na zimną posadzkę świątyni, wpadłam prosto w ramiona Leona.

-Może lepiej nie właź więcej na drabinę, bo następnym razem Cię nie uratuję, gdyż mam zamiar wybrać się do domu i wyspać.-uznał ironicznie. Fakt, było już późno, a on cały czas majstrował przy nagłośnieniu

-Obejdzie się.-odwarknęłam

-Zwykłe dziękuję starczy.-stwierdził z krzywym uśmiechem, ja tylko spiorunowałam go wzrokiem.

-Choć już do domu, jest późno, a zrobiłaś wszystko idealnie. Moja była i twój ex będą mieli przepiękny ślub.-zażartował, a ja się rozpłakałam.

-Hej, nie płacz. Co się stało?-przytulił mnie do siebie. Zapomniałam dodać, że cały czas trzymał mnie w ramionach.

-Ja go chyba nadal kocham...-płakałam, a głos mi się załamywał. Moje łzy zdążyły zmoczyć jego koszulę.

-Chętnie o tym posłucham, ale byłabyś tak miła i zlazła już ze mnie? Może chodźmy coś zjeść, umieram z głodu.-obydwoje nie jedliśmy nic od 10 godzin. Przyjęłam jego propozycję i pojechaliśmy do mnie do domu. Była 23:00! Razem ugotowaliśmy kolację, otworzyliśmy wino. Nawet się nie spostrzegłam kiedy Leon stał mi się bardzo bliski.

-To opowiadaj o tej twojej miłości.-zaczął nagle

-Ja chyba nadal go kocham. Tęsknie za tym jak mnie przytulał gdy wykończona wracałam do domu, i jego ciepłym słowem gdy nie mogłam dokończyć piosenki. Tęsknie za jego wsparciem przed każdym koncertem.-znów się rozpłakałam, a Leon podszedł do mnie i mocno przytulił

-Nie płacz Castillo. Muszę Cię zmartwić, ale to nie jest miłość.-co on gada? Podniosłam na niego moje czerwone od płaczu oczy. Patrzyłam na niego pytająco, a on mówił dalej:

-To nie miłość, doskwiera Ci samotność.-uznał ścierając łzę, która płynęła po moim policzku

-Nigdy tak na to nie patrzyłam, a co z Tobą i Fran?-spytałam ciekawa

-Hmm... Myślę, że ją kocham.-przerwał na chwilę, lecz widząc moje zdziwienie kontynuował:

-Kocham ją najmocniej na świecie... Jak siostrę, nasz związek to nie była prawdziwa miłość. Zwykła chęć stabilizacji i przyzwyczajenie. I właśnie dlatego jesteśmy przyjaciółmi i bardzo cieszy mnie fakt, że znalazła sobie prawdziwą miłość.-nic nie mówiłam

-Czas na mnie, dzięki za świetną kolację. Do zobaczenia jutro.-powiedział wstając, uczyniłam to samo i odprowadziłam go do drzwi. Ubrał swoją skórzaną kurtkę, po czym obrócił się, delikatnie mnie pocałował i wyszedł. Tak po prostu wyszedł, zostawiając mnie zdezorientowaną w drzwiach własnego domu. Stałam tak jeszcze chwilę, po czym poszłam wziąć długą kąpiel i zasnęłam.

Następnego dnia z samego rana ubrałam się, zabrałam wszystkie rzeczy i ruszyłam do mieszkania Fran by pomóc jej się przygotować. Camilla już była. Wszystko poszło nam sprawnie. Makijaż, włosy. Godzinę przed ceremonią byłyśmy gotowe, przyjechała limuzyna, a ja w pośpiechu zgarnęłam jeszcze kopertówkę ze stołu. Wszystko było idealne. Przed kościołem czekał na mnie Verdas. Nie wiedziałma jak się zachować, jednak on tylko szepnął mi do ucha:

-Jeśli naprawdę go kochasz, odwołaj ten ślub. Zrozumieją.-i znikł mi gdzieś w tłumie gości. Po chwili wszyscy byli już na swoich miejscach i wszystko się zaczęło. W moich uszach dudniły słowa Leona. NIE! Pomyślałam, on ma rację, to nie miłość tylko tęsknota za bliskością.

Kiedy zakochani powiedzieli sobie sakramentalne "TAK", popatrzyliśmy na siebie z Verdasem porozumiewawczo. Wszyscy przenieśliśmy się świętować ten dzień na weselu, które było wspaniałe. Chyba każdy z zaproszonych gości świetnie się bawił. Ja także, tańczyłam (nawet z Panem Młodym) i czułam się wspaniale. Miałam wrażenie, że Leon spogląda na mnie co jakiś czas, siedząc przy stole. Tańczył raczej mało, jeden taniec z Fran, jeden z Cami i jeden ze mną. Wygłosił piękną mowę, co także uczynił Andres, Luca i kuzynka Diega. Niestety wszystko co dobre kiedyś się kończy, tak było również w wypadku wspaniałego wesela. Wyszłam jako jedna z ostatnich, kiedy szłam po schodach zgubiłam mój but. Chyba nawet bym tego nie zauważyła, gdyby nie to, że zbiegł za mną Verdas mówiąc:

-Życie to nie bajka, a gdy zgubisz but o północy oznacza, że jesteś pijana, a nie, iż jesteś księżniczką.-zażartował, podając mi mój but. Tylko się uśmiechnęłam, a on znów się obrócił pocałował mnie i odszedł. Uznałam, że chyba naprawdę jestem pijana, a to wszystko to figle mojej wyobraźćni. Zamówiłam taksówkę i wróciłam do domu.

Moje życie znów wróciło do normy, jednak w moich myślach często gościł Leon. Gdy Francesca zadzwoniła z prośbą, abym zaśpiewała dla jej fundacji (Włoszka prowadziła fundację, wspierającą dzieci chore na raka) zgodziłam się bez zawahania. Pytając o piosenkę, usłyszałam, że to będzie duet, ale dowiem się wszystkiego w swoim czasie.

W dzień występu nadal nic nie wiedziałam, dopiero godzinę przed koncertem poznałam tytuł piosenki. Była to romantyczna ballada.

Wyszłam na scenę, na której stał LEON!!!!! MIałam ochotę się na niego rzucić i wydrapać mu oczy! Co on sobie wyobrażał! Pocałował mnie i tak po prostu odszedł. Bez słowa! DWA RAZY! Jednak zachowałam się profesjonalnie i zrobiłam co do mnie należało. Jako, że historia lubi się powtarzać, ten kretyn znów mnie pocałował i zszedł ze sceny. Udałam się za nim zostawiając zachwyconą publiczność.


-Co ty sobie Verdas do cholery wyobrażasz?-zaczęłam na niego wrzeszczeć, ale on nie odpowiadał

-Najpierw mnie całujesz, a później znikasz! Jesteś...-nie dał mi dokończyć, bo zamknął moje usta gorącym pocałunkiem, i ku mojemu zdziwieniu nie zniknął.

-Kocham Cię.-wyszeptał

-Ja Ciebie też!-powiedziałam zarzucając mu ramiona na szyje

-Wyjdziesz za mnie?-zapytał

-TAK!-krzyknęłam uradowana, a następnie złączyłam nasze usta w następnym pocałunku

Mam 21 lat. Jestem w 100% spełniona. Mam wspaniałą pracę. Cudownego ojca. Świetne przyjaciółki. I oczywiście najlepszego narzeczonego na świecie.

Jestem Violetta Castillo, a za chwilę Verdas.


Skończyła następny wpis w pamiętniku, zamknęłam go i wzięłam wiązankę ślubną. Już czas. Pomyślałam i udałam się przed kościół, w którym za chwilę miałam zostać żoną najcudowniejszego mężczyzny na świecie.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej, wiem, że jestem straszna i w ogóle. Rozdział się pojawi, ale na razie macie OS. Jest on przeznaczony na konkurs u Dove Verdas. Co sądzicie?
Pozdrawiam, Zuza Ł

niedziela, 26 kwietnia 2015

Rozdział 65

Violetta
Ludmiła stała się blada, jak ściana o którą się oparła. Przez dłuższy czas nie wydusiła z siebie nawet słowa. Nic. Po prostu stała wpatrując się w martwy punkt. Na początku żadna z nas nic nie zrobiła, by wyrwać Lu z transu, ale nagle Naty spytała:
-Wytłumaczysz nam o co chodzi?-nie usłyszała odpowiedzi. Ludmiła nadal nie wykrztusiła z siebie ani jednego słowa
-Ludmiła, co się stało? Martwimy się!-ponaglała ją Cami, w końcu nasza przyjaciółka zdecydowała się na krótkie zdanie, które zostało już przez nią wcześniej wypowiedziane, a brzmiało:
-"Kłopoty się zbliżają."-na nic były prośby, błagania i groźby. Nic nam nie powiedziała, nawet Diego nie mógł nic z niej wydusić. Po prostu siedziała w milczeniu, wpatrywała się... Właśnie gdzie? Sama nie wiem. Strasznie mnie to wszystko bolało. Chyba nikt nie wyobraża sobie jak to jest stracić przyjaciółkę, oraz pomału tracić drugą. Tak, tracić. Bo przez 3 godziny nie mogłyśmy nic się od niej dowiedzieć. W pewnym momencie zaczęła płakać, na co jej chłopak zareagował przytuleniem Blondynki.
-Słuchajcie, muszę iść do Leona.-oznajmiłam wstając.
-Dobrze, my zostaniemy z Lu.-stwierdziła Camilla, która jako pierwsza zareagowała
-Jakby Ludmiła chciała wam coś powiedzieć, w ogóle gdyby coś zrobiła...-nie zdążyłam, bo Diego dokończył za mnie:
-Zadzwonimy.-spojrzałam na niego wzrokiem "OBIECUJESZ?" bo po około minucie dodał:
-Obiecuję, idź już.-czy on mnie wygania?
-Leon tęskni.-dodała nagle Naty, którą chyba wyrwaliśmy ze swoich własnych myśli
-I Ty Natalio przeciw mnie?-dodałam teatralnym głosem, obracając się w kierunku drzwi, kiedy wychodziłam z pomieszczenia zauważyłam, że kąciki ust Blondynki lekko się uniosły.
Po chwili przemierzałam już korytarze studia, ale mojego chłopaka nigdzie nie było. Szukałam go chyba wszędzie, ale nigdzie go nie znalazłam. Postanowiłam, że do niego zadzwonię. Nie odbierał, ale zbliżyłam się do sali, której drzwi były lekko uchylone. Miałam wrażenie, że słyszę tam telefon Leona.
-Verdas!-usłyszałam głos Andresa
-Co?-po chwili dało się też wyłapać i głos mojego chłopaka
-Mógłbyś łaskawie zdjąć te słuchawki.-kontynuował najlepszy przyjaciel Leona
-Mów konkretnie o co chodzi.
-Twoja dziewczyna dzwoni geniuszu! Łap.
-Andres! Czy ty czasem myślisz? Nie rzuca się cudzym telefonem!
-Dobra, dobra. Na przyszłość może zapamiętam. I widzisz co zrobiłeś? Przez ciebie Violka przestała dzwonić!
-Oddzwonię do niej później.
-Okay, a teraz mi powiedz jaka ona jest?-Czy ja się przesłyszałam? ONA??? Violetta! Podsłuchiwanie jest karygodne.-mówił wyraźnie głos w mojej głowie. Ale przecież nikt się nie dowie, a ty chcesz wiedzieć kim jest ta O N A-szeptał cichutku drugi. Pokusa była silniejsza i uległam. Bezszelestnie dotarłam pod drzwi i zaczęłam nadsłuchiwać.
-No stary, opowiedz mi o NIEJ w końcu.-nalegał Andres
-Ale co ja mam Ci powiedzieć?
-Cokolwiek.
-Ona, ona jest po prostu genialna, cudowna i fantastyczna.-łzy zaczęły mi napływać do oczu
-Wow, same superlatywy. Violetta się domyśla?
-Nie, i jeśli jej coś powiesz, to gwarantuję, że zrobię Ci coś, jeśli jej powiesz.-jak on tak może?
-Ja? Nigdy! Przecież jesteśmy przyjaciółmi! Ale powiesz jej?
-Jasne, wszystko w swoim czasie.
-W swoim czasie, czyli?
-Za tydzień. Jak myślisz, jaka będzie jej reakcja gdy się dowie?
-Myślę, że będzie zaskoczona!-tego było już za wiele! ON MNIE ZDRAZDA! Ta myśl rozbrzmiewała echem w mojej głowie. Postanowiłam to przerwać. Moje oczy były już czerwone od łez, a po policzkach spływały czarne od rozmazanego tuszu stróżki. Otworzyłam drzwi, weszłam tam, a oni stanęli jak wryci.
-Chciałeś wiedzieć jaka będzie moja reakcja, teraz możesz to zobaczyć szybciej niż za tydzień. ZADOWOLONY?  N I E N A W I D Z Ę  C I Ę! Jak mogłeś?-dlaczego on stał i tylko bezczelnie się na mnie patrzył?
-Nie masz mi już nic do powiedzenia?-zapytałam roztrzęsiona
-O co Ci chodzi?-spytał. Zupełnie jakby nic się nie stało
 
 
 
 
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Krótki, ale co zrobić, kiedy jestem beznadziejną autorką i do tego mam ostatnio mega dużo roboty? Jak ogłosiła wam już moja przyjaciółka, zdawałam egzaminy. Bardzo dla mnie ważne, wybaczcie mi tak długą nieobecność.
Pozdrawiam, Zuza Ł

P.S. ROZDZIAŁ POJAWI SIĘ, JEŚLI DACIE RADĘ ZEBRAĆ 10 KOMENTARZY!

piątek, 20 marca 2015

Rozdział 64

Violetta
-Fran!!!-zawołał jej imię, a ona automatycznie się odwróciła. Jej mina nie wróżyła nic dobrego, jednak nic nie powiedziała, więc on zaczął:
-Fran, proszę wybacz mi... Nie wyjeżdżaj! Zrobię wszystko żebyś była szczęśliwa.-zaczął, lecz ona mu przerwała.
-NIE.-jakby tego nie zauważył, bo dalej mówił:
-BŁAGAM CIĘ! To był błąd. Zrozum! Ona. Nic. Dla. Mnie. Nie. Znaczy.-ludzie już zaczęli się na niech gapić, bo mówili coraz głośniej. Ich ostatnie zdania to był już krzyk.
-Nie, podjęłam już decyzję.-powiedziała, a w jej oczach zaszkliły się łzy
-Proszę.-prawie wyszeptał
-Marco, ja wyjeżdżam. Pogódź się z tym.-poprosiła
-Na jak długo? Poczekam.-zadeklarował
-Nie mam pojęcia, może na tydzień, może dwa, może na miesiąc a może już na zawsze.-wyznała chyba już mocno wzruszona
-A co z nami?-zapytał
-Marco,... Nie ma już żadnych nas. Skreśliłeś nasz związek, całując się z Aną.-po tych słowach chciała już iść, ale podbiegłam do niej
-A ja? Też nic już dla Ciebie nie znaczę?-zapłakałam głośno
-Violu, przecież dobrze wiesz, że jest inaczej. Ja muszę wyjechać. Zrozum.-ona także zapłakała, a ja przytuliłam się do niej. Po chwili każde z nas przytuliło ją na pożegnanie. Odchodziła... Musiałam się z tym pogodzić... Poczułam następną gorzką łzę na moim policzku i przytuliłam się do Leona. Po chwili zobaczyłam, jak do Fran podchodzi Fede i obejmuje ją ramieniem. Z nim także się pożegnaliśmy i patrzyliśmy jak razem idą w stronę samolotu. Przez wielką szybę widzieliśmy jak wchodzą na pokład samolotu, a następnie jak odlatują. Cały czas płakałam, zresztą nie tylko ja. Camilla wraz z Natalią też szlochały. Marco stał osłupiały. Nikt się nie odzywał.
-Moje życie straciło sens.-były chłopak Włoszki przerwał ciszę
-Będzie dobrze.-powiedziała Naty jakby pytająco
-Musi być.-stwierdził Maxi, wróciliśmy do studia. Każde z nas rozeszło się w swoją stronę na inne zajęcia, a ja zaczęłam szukać Ludmiły. Kiedy stanęłam przed jedną z sal, usłyszałam jej głos. Podeszłam bliżej i usłyszałam, że Diego z nią był. Usłyszałam fragment rozmowy:
-Ludmi, spokojnie. Nie płacz.-ona go nie słuchała, nadal łkała
-Cii.. Będzie dobrze.-znów te okropne słowa, wiesz, że nie dasz sobie rady, a wszyscy na siłę chcą Ci wmówić, że będzie inaczej
-Diego, ja... Ja Cię przepraszam.-mówiła przez łzy
-Nie masz za co mnie przepraszać. Rozumiem.-jego głos wydawał mi się dobry, spokojny
-Naprawdę mnie to boli.-wciąż płakała
-Dobrze, tylko już nie płacz.-troszczył się o nią
-W jednej chwili straciłam przyjaciółkę i kogoś, kogo kocham.-załkała głośno
-Próbuję Cię zrozumieć.-głos mu zadrżał
-Ale Ciebie też kocham, wiesz?
-Wiem. Ja Ciebie także bardzo kocham.-pocałował ją w czubek głowy, a ja zapukałam, po odpowiedzi, że mam wejść spytałam:
-Lu, wszystko okay?-Diego zerwał się na równe nogi i wychodząc rzucił:
-To ja was zostawię, żebyście sobie spokojnie porozmawiały.-i już go nie było
-Hej, co jest?-podeszłam do niej i bez wahania ją przytuliłam, uspokoiła się
-Mów co Ci leży na sercu.-poprosiłam, a moja przyjaciółka od razu mi zaczęła wszystko wyjaśniać. Dzieliłyśmy nasze smutki, i trochę nam ulżyło.
-Cześć, mogę?-drzwi się uchyliły, a naszym oczom ukazała się Camii
-Jasne, siadaj.-odpowiedziała Ludmiła, wskazując miejsce koło siebie. Camilla zauważyła nasze zamglone oczy i powiedziała:
-Nam wszystkim jest trudno, ale musimy żyć dalej. Przynajmniej próbować normalnie funkcjonować.-jej głos był ciepły i dodał mi otuchy, zresztą nawet kąciki ust Ludmiły lekko się uniosły.
Po pewnej chwili wpadłyśmy na pomysł ciekawej piosenki. Już sama nie wiem czy to z tęsknoty, ale tekst był o przyjaźni. Spróbowałyśmy zaśpiewać. Po zaledwie kilku nutach na naszych twarzach pojawiły się uśmiechy.
No se imaginan de qué cosas hablamos
Estando en nuestro sitio especial
(CONVERSAR)
De moda, chicos, música y vacaciones
Sueños que se vuelven,
canciones jugando
Secretos entre melodías y
Con mis amigas siempre imaginar
Un mundo mágico ideal

 
 -A może zagramy to z zespołem?-zaproponowała nagle Ludmiła
-A tak właściwie to jakie są zespoły?-zapytałam
-Ludmiła, Ty, Naty i ja.-głos Cami zadrżał
-I Fran.-dodałam szeptem, tak, aby nikt nie usłyszał
-Dobrze, czyli to nasza piosenka?-chciałam się upewnić
-Myślę, że jeśli spodoba się reszcie, to tak.-uznała Lu
-Ale musimy jeszcze nad nią trochę popracować.-dodała Camilla, nagle za dzwonił telefon Ludmiły. To było dość dziwnie, zawsze z uśmiechem a teraz jakby się trochę przestraszyła się.
-Taak?-głos jej zadrżał. Po skończonej rozmowie, roztrzęsiona oznajmiła:
-Kłopoty się zbliżają.

***

Hej, nie mam pojęcia co Zuza by tu teraz napisała. Zacznę od przedstawienia się. Jestem jej kuzynką, a zarazem najlepszą przyjaciółką. Wzięłam jej laptop, i uznałam, że dodam wam to co ona już napisała. Zuza ostatnio ma bardzo mało czasu bo ciągle się uczy do egzaminów. Zostało jej 32 dni. Poza rozdziałem 64, jest jeszcze 65. Myślę, że jeśli zauważy nowe komentarze które podobno pojawiają się na jej emailu, to może wróci do was po egzaminach. Jeśli wam naprawdę zależy, to próbujcie. Co do jej modowego bloga to chyba ze względu na mało czasu i czytających zawiesiła go. Teraz cały wolny czas poświęca przyjaciołom i niedawno założonemu instagramowi.




wtorek, 3 marca 2015

Bardzo mi przykro

Otóż ostatnio przeglądałam bloga i uznałam, że straciłam bardzo, ale to bardzo dużą ilość czytelniczek. Może moje pomysły są po prostu beznadziejne? A może nigdy nie umiałam pisać i tylko łudziłam się, iż jest inaczej? Już nie wiem. Chciałam się dla was postarać i zadeklarowałam, iż rozdziały będą się pojawiały regularnie co 10 dni, ale wy chyba tego już nie chcecie.  Tak jak w tytule, jest mi bardzo przykro. Przez kilka ostatnich dni ciągle zastanawiam się nad sensem tego bloga. Powiem całkowicie szczerze, on już chyba nie ma sensu. Prawda? Nie mieści mi się w głowie, to, że ostatni rozdział miał 150 wyświetleń i tylko 4 komentarze. Bardzo tęsknie za czasem, kiedy pod postem było minimum 15 komentarzy. Chyba po prostu nie nadaję się do pisania bloga.
Nie chciałabym się żegnać w taki sposób, ale chyba będę zmuszona to zrobić.
Ostatnio mam tonę nauki, a skoro czytelniczek jest tak mało, to chyba rezygnuję z dalszego pisania.
Mam już napisany kawałek następnego rozdziału, więc może go opublikuję.
Odchodzę.
Jest mi smutno. Bardzo dużo pracy włożyłam w to opowiadanie, ale trudno. Czasem trzeba odpuścić.
Podacie mi linki do swoich blogów? Skoro kończę pisać, to zacznę czytać.
Jeśli dotrwaliście do końca, to możecie teraz śmiało pisać co szczerze myślicie o mnie i tym blogu.

TRZYMAJCIE SIĘ!

Pozdrawiam, Zuza Ł
P.S Dodam jeszcze na koniec rozdział nr 64

wtorek, 24 lutego 2015

Rozdział 63+nowe zasady

Violetta
I wtedy zjawili się Leon i Marco.
-Wszystko okay?-zapytał Marco, widząc łzy na mojej twarzy. Nic nie odpowiedziałam, tylko podałam mu list, który odczytał nagłos:
Droga Vilu, 
Bardzo mi przykro, ale wyjeżdżam. Nie powiem Ci gdzie, bo od razu zaczniesz mnie szukać. Nie zmienię decyzji. Odezwę się dopiero, gdy uporządkuję swoje życie.
Kocham, Fran.
Już pod koniec jego głos zadrżał. Kiedy skończył, głęboko odetchnął i usiadł na podłodze. Nadal nie mogłam się opanować i płakałam. Moja najlepsza przyjaciółka nie chce mi zaufać! Co ja jej zrobiłam, że nawet nie zasługuję na wiadomość gdzie wyjeżdża??? To takie niesprawiedliwe.
-Nie płacz, zaraz spróbujemy się dowiedzieć co z nią.-powiedział Leon, obejmując mnie ramieniem
-Ale ona mi nie ufa! Rozumiesz? NIE UFA MI! Moja najlepsza przyjaciółka!-otarł łzy z moich policzków i zaczepił przechodzącą Ludmiłę:
-Lu!-nie odpowiedziała, miała słuchawki na uszach a w ręce niosła nuty, które zawzięcie przeglądała
-LUDMIŁA!-ponowił wołanie, ale ona szła dalej. Po sekundzie Marco chwycił ją za ramię, a ona się przestraszyła. Kiedy się obróciła, w mgnieniu oka zdjęła słuchawki, a po chwili była koło mnie pytając:
-Violu, co się stało?-chłopacy krótko streścili jej o co chodzi oraz podali kartkę papieru zostawioną przez Włoszkę. Moja blondwłosa przyjaciółka nie mogła uwierzyć własnym oczom i uszom. Podobnie jak ja załamała się.
-Ale jak to?-wyjąkała zdziwiona
-Nie wiem....-odparłam prawie szeptem, w tej samej chwili obydwie zaczęłyśmy płakać
-Hej, co z wami? Dziewczyny? Dlaczego płaczecie?-nagle zjawiła się Cami, jej także została opowiedziana cała historia i ona także popadła w rozpacz.
-Słuchajcie, nie możemy tak stać i się nad sobą użalać. Trzeba coś zrobić, wiem, że to trudna sytuacja dla nas wszystkich, ale nie powinniśmy stać bezczynnie.-stwierdził Leon
-Racja.-zgodził się blady jak ściana Marco
-Co robimy?-zapytała Ludmi
-Skoro Fran wyjeżdża, to powinna, przynajmniej teoretycznie powinna poinformować o tym dyrektora.-wszyscy przytaknęli
-Tylko, że Antonio leży w szpitalu, a Pablo jest w Madrycie.-zauważyła Cami
-A wy co wszyscy tacy przygnębieni?-dołączył do nas chłopak Rudej
-Mamy problem, Andres.-poinformował go mój chłopak
-Czyli.... Zostaje nam.... Gregorio?-spytałam z nadzieją, że się mylę
-Niestety.-potwierdził Marco
-To co? Idziemy?-spytał Andres, a my przytaknęliśmy
Kiedy znaleźliśmy się pod gabinetem pełniącego obowiązki dyrektora, zapukaliśmy.
-WEJŚĆ!-usłyszeliśmy aksamitny głoski naszego ukochanego profesorka. Gregorio siedział przy biurku, a jego nogi znajdowały się na blacie.
-Co was do mnie sprowadza?-spytał, a jego głos był przepełniony jadem, Ludmiła jako jedna z niewielu uczennic, które tolerował, wyjaśniła mu sytuację.
-Jest mi niezmiernie przykro,...-urwał, a na jego twarzy ukazał się kpiący uśmieszek. Po chwili kontynuował:
-Ale nie mogę udzielać wam informacji na temat innych uczniów, jeśli jak sama zauważyłaś Francesca nie chce by ktokolwiek wiedział, gdzie się aktualnie znajduje.-chyba każdy z nas się wściekł, a Andres dziwnie odchrząknął, co lekko brzmiało jak: PA-LANT! Odeszliśmy bez jakiejkolwiek informacji na temat mojej najlepszej przyjaciółki. Weszliśmy do jednej z pustych sal, a gdy każdy zajął jakieś miejsce, Lu zabrała głos:
-Słuchajcie, on na 100% coś wie!
-Racja, po jego minie było widać, że jest bardzo szczęśliwy, ponieważ nie udzieli nam żadnej informacji.-zgodził się Leon
-Musimy coś zrobić!-wtrącił się Marco
-Ale co?-spytała Camila
-Chyba mam pomysł.-uznała nagle Blondynka, a wszystkie oczy się w nią wpatrywały
-Co się tak na mnie patrzycie?-zapytała speszona
-Podobno masz jakiś genialny pomysł, więc oświeć nas.-zaproponował Leon
-MAM! Słuchajcie: Musimy dostać się do jego gabinetu i znaleźć papiery dotyczące Fran! Z pewnością znajdziemy jakąś informację o jej wyjeździe.-wszyscy słuchali z niedowierzeniem i zapadła cisza
-A jak chcesz się wkraść niezauważona do gabinetu Gregoria geniuszu?-Andres przerwał chwilę zadumy
-I tu potrzebuję czyjeś pomocy.-zauważyła Lu
-Mianowicie?-pytał zaciekawiony Leon, lekko unosząc brew
-Nie przyjdę na lekcję.-pokiwaliśmy głową na znak, że rozumiemy, więc mówiła dalej:
-Nasz kochany profesorek zawsze zostawia klucze na półce koło sprzętu. Dlatego któreś z was rzuci mi te klucze. Ja wkradnę się i poszukam papierów dotyczących Fran. Co wy na to?-jednak nie dostała żadnej odpowiedzi, po jakimś czasie dokładnie opracowaliśmy każdy punkt planu.
Kiedy już wszystko było dopięte na ostatni guzik, wszyscy poza Ludmiłą i mną udali się na lekcję tańca. Razem z Lu zakradłyśmy się pod salę, a gdy nasi przyjaciele odwrócili uwagę Gregoria, Andres szybko rzucił nam klucz. Gdy tylko Ludmi go złapała, pobiegłyśmy do gabinetu. Przeszukałyśmy wiele teczek, ale dopiero gdy już prawie się poddałam, moja blondwłosa przyjaciółka znalazła odpowiednią.
-JEST!-pisnęła, podskakując w tym samym momencie
-Cii!-uciszyłam ją, dokładając palec do ust
-Dobrze, już dobrze. Patrz.-szepnęła wskazując na kartę z nazwiskiem Fran, dokładnie przeczytałyśmy dokument, a gdy odkładałyśmy teczkę do szuflady, wypadła mi jeszcze jedna karta.
-"Federico"-odczytała Ludmiła, po czym zaczęła lustrować wzrokiem, trzymany kawałek papieru
-Nie wierzę.-wyszeptała po chwili
-Chodź już!-wyszarpnęłam jej dokument, a następnie odłożyłam go na miejsce. Opuściłyśmy gabinet dyrektorski. Podrzuciłyśmy klucz Camii, która odłożyła go na miejsce. Poczekałyśmy na koniec lekcji i wszyscy spotkaliśmy się w parkuj koło studia.
-DOWIEDZIAŁYŚCIE SIĘ CZEGOŚ???-zapytał z nadzieją Marco
-Tak.-zaczęła Blondynka
-Czego???-nalegał Marco
-Fran... Ona wyjeżdża.-dobrze, że Lu umiała coś z siebie wyrzucić
-ALE DOKĄD?-Marco nie odpuszczał
-Do... Do Włoch.-powiedziała prawie szeptem, a ja nie wytrzymałam
-Ale to nie wszystko.-dodałam
-CO JESZCZE????????-Marco był załamany i wściekły w tym samym momencie
-Fede wyjeżdża w tym samym dniu, i.....-Ludmi chyba bała się powiedzieć to na głos
-I co? Nie trzymaj nas w niepewności.-poprosiła Camilla
-I w to samo miejsce.-dokończyłam za nią
-O której wyjeżdża?-zapytał zdruzgotany Marco
-Tego nie wiemy, ale wiemy, że dzisiaj.-odpowiedziała Ludmiła
-Poczekajce chwilkę.-poprosiła Camii, a następnie zaczęła rozmawiać z kimś przez telefon, gdy skończyła powiedziała:
-Jedyny samolot do Mediolanu startuje za półtorej godziny.
-Jesteś pewna?-wtrącił Leon
-Ciotka mówi, że dziś jest to jedyny lot do Włoch.-zakomunikowała
-Jadę na lotnisko!-uznał Marco i poderwał się z miejsca
-Jedziemy z tobą!-krzyknęliśmy chórem
-Ja zostanę...-powiedziała Ludmiła, wiedziałam, że po prostu nie chce się natknąć na Federico. Zebraliśmy się i już po około 25 minutach byliśmy na lotnisku. Dzięki ciotce Camii, bez trudu znaleźliśmy Francescę. Marco od razu do niej pobiegł...
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I jak? Podoba się???? Mam dla was kilka ogłoszeń:
1. Rozdział będzie się pojawiał raz na około 10 dni. PASUJE WAM?
2. Ponieważ postanowiłam usunąć mojego drugiego bloga, będę miała więcej czasu dla tego, więc jeśli macie jakieś pytania, pomysły bądź sugestie, to piszcie.
3. Bardzo wam dziękuję za wszystkie komentarze. Bardzo wiele dla mnie znaczą
Co sądzicie o rozdziale??? Dedykuję go wszystkim, którzy czytają tego bloga i go komentują. Mam nadzieję, że wam się podobał.
Pozdrawiam, Zuza Ł