piątek, 20 marca 2015

Rozdział 64

Violetta
-Fran!!!-zawołał jej imię, a ona automatycznie się odwróciła. Jej mina nie wróżyła nic dobrego, jednak nic nie powiedziała, więc on zaczął:
-Fran, proszę wybacz mi... Nie wyjeżdżaj! Zrobię wszystko żebyś była szczęśliwa.-zaczął, lecz ona mu przerwała.
-NIE.-jakby tego nie zauważył, bo dalej mówił:
-BŁAGAM CIĘ! To był błąd. Zrozum! Ona. Nic. Dla. Mnie. Nie. Znaczy.-ludzie już zaczęli się na niech gapić, bo mówili coraz głośniej. Ich ostatnie zdania to był już krzyk.
-Nie, podjęłam już decyzję.-powiedziała, a w jej oczach zaszkliły się łzy
-Proszę.-prawie wyszeptał
-Marco, ja wyjeżdżam. Pogódź się z tym.-poprosiła
-Na jak długo? Poczekam.-zadeklarował
-Nie mam pojęcia, może na tydzień, może dwa, może na miesiąc a może już na zawsze.-wyznała chyba już mocno wzruszona
-A co z nami?-zapytał
-Marco,... Nie ma już żadnych nas. Skreśliłeś nasz związek, całując się z Aną.-po tych słowach chciała już iść, ale podbiegłam do niej
-A ja? Też nic już dla Ciebie nie znaczę?-zapłakałam głośno
-Violu, przecież dobrze wiesz, że jest inaczej. Ja muszę wyjechać. Zrozum.-ona także zapłakała, a ja przytuliłam się do niej. Po chwili każde z nas przytuliło ją na pożegnanie. Odchodziła... Musiałam się z tym pogodzić... Poczułam następną gorzką łzę na moim policzku i przytuliłam się do Leona. Po chwili zobaczyłam, jak do Fran podchodzi Fede i obejmuje ją ramieniem. Z nim także się pożegnaliśmy i patrzyliśmy jak razem idą w stronę samolotu. Przez wielką szybę widzieliśmy jak wchodzą na pokład samolotu, a następnie jak odlatują. Cały czas płakałam, zresztą nie tylko ja. Camilla wraz z Natalią też szlochały. Marco stał osłupiały. Nikt się nie odzywał.
-Moje życie straciło sens.-były chłopak Włoszki przerwał ciszę
-Będzie dobrze.-powiedziała Naty jakby pytająco
-Musi być.-stwierdził Maxi, wróciliśmy do studia. Każde z nas rozeszło się w swoją stronę na inne zajęcia, a ja zaczęłam szukać Ludmiły. Kiedy stanęłam przed jedną z sal, usłyszałam jej głos. Podeszłam bliżej i usłyszałam, że Diego z nią był. Usłyszałam fragment rozmowy:
-Ludmi, spokojnie. Nie płacz.-ona go nie słuchała, nadal łkała
-Cii.. Będzie dobrze.-znów te okropne słowa, wiesz, że nie dasz sobie rady, a wszyscy na siłę chcą Ci wmówić, że będzie inaczej
-Diego, ja... Ja Cię przepraszam.-mówiła przez łzy
-Nie masz za co mnie przepraszać. Rozumiem.-jego głos wydawał mi się dobry, spokojny
-Naprawdę mnie to boli.-wciąż płakała
-Dobrze, tylko już nie płacz.-troszczył się o nią
-W jednej chwili straciłam przyjaciółkę i kogoś, kogo kocham.-załkała głośno
-Próbuję Cię zrozumieć.-głos mu zadrżał
-Ale Ciebie też kocham, wiesz?
-Wiem. Ja Ciebie także bardzo kocham.-pocałował ją w czubek głowy, a ja zapukałam, po odpowiedzi, że mam wejść spytałam:
-Lu, wszystko okay?-Diego zerwał się na równe nogi i wychodząc rzucił:
-To ja was zostawię, żebyście sobie spokojnie porozmawiały.-i już go nie było
-Hej, co jest?-podeszłam do niej i bez wahania ją przytuliłam, uspokoiła się
-Mów co Ci leży na sercu.-poprosiłam, a moja przyjaciółka od razu mi zaczęła wszystko wyjaśniać. Dzieliłyśmy nasze smutki, i trochę nam ulżyło.
-Cześć, mogę?-drzwi się uchyliły, a naszym oczom ukazała się Camii
-Jasne, siadaj.-odpowiedziała Ludmiła, wskazując miejsce koło siebie. Camilla zauważyła nasze zamglone oczy i powiedziała:
-Nam wszystkim jest trudno, ale musimy żyć dalej. Przynajmniej próbować normalnie funkcjonować.-jej głos był ciepły i dodał mi otuchy, zresztą nawet kąciki ust Ludmiły lekko się uniosły.
Po pewnej chwili wpadłyśmy na pomysł ciekawej piosenki. Już sama nie wiem czy to z tęsknoty, ale tekst był o przyjaźni. Spróbowałyśmy zaśpiewać. Po zaledwie kilku nutach na naszych twarzach pojawiły się uśmiechy.
No se imaginan de qué cosas hablamos
Estando en nuestro sitio especial
(CONVERSAR)
De moda, chicos, música y vacaciones
Sueños que se vuelven,
canciones jugando
Secretos entre melodías y
Con mis amigas siempre imaginar
Un mundo mágico ideal

 
 -A może zagramy to z zespołem?-zaproponowała nagle Ludmiła
-A tak właściwie to jakie są zespoły?-zapytałam
-Ludmiła, Ty, Naty i ja.-głos Cami zadrżał
-I Fran.-dodałam szeptem, tak, aby nikt nie usłyszał
-Dobrze, czyli to nasza piosenka?-chciałam się upewnić
-Myślę, że jeśli spodoba się reszcie, to tak.-uznała Lu
-Ale musimy jeszcze nad nią trochę popracować.-dodała Camilla, nagle za dzwonił telefon Ludmiły. To było dość dziwnie, zawsze z uśmiechem a teraz jakby się trochę przestraszyła się.
-Taak?-głos jej zadrżał. Po skończonej rozmowie, roztrzęsiona oznajmiła:
-Kłopoty się zbliżają.

***

Hej, nie mam pojęcia co Zuza by tu teraz napisała. Zacznę od przedstawienia się. Jestem jej kuzynką, a zarazem najlepszą przyjaciółką. Wzięłam jej laptop, i uznałam, że dodam wam to co ona już napisała. Zuza ostatnio ma bardzo mało czasu bo ciągle się uczy do egzaminów. Zostało jej 32 dni. Poza rozdziałem 64, jest jeszcze 65. Myślę, że jeśli zauważy nowe komentarze które podobno pojawiają się na jej emailu, to może wróci do was po egzaminach. Jeśli wam naprawdę zależy, to próbujcie. Co do jej modowego bloga to chyba ze względu na mało czasu i czytających zawiesiła go. Teraz cały wolny czas poświęca przyjaciołom i niedawno założonemu instagramowi.




wtorek, 3 marca 2015

Bardzo mi przykro

Otóż ostatnio przeglądałam bloga i uznałam, że straciłam bardzo, ale to bardzo dużą ilość czytelniczek. Może moje pomysły są po prostu beznadziejne? A może nigdy nie umiałam pisać i tylko łudziłam się, iż jest inaczej? Już nie wiem. Chciałam się dla was postarać i zadeklarowałam, iż rozdziały będą się pojawiały regularnie co 10 dni, ale wy chyba tego już nie chcecie.  Tak jak w tytule, jest mi bardzo przykro. Przez kilka ostatnich dni ciągle zastanawiam się nad sensem tego bloga. Powiem całkowicie szczerze, on już chyba nie ma sensu. Prawda? Nie mieści mi się w głowie, to, że ostatni rozdział miał 150 wyświetleń i tylko 4 komentarze. Bardzo tęsknie za czasem, kiedy pod postem było minimum 15 komentarzy. Chyba po prostu nie nadaję się do pisania bloga.
Nie chciałabym się żegnać w taki sposób, ale chyba będę zmuszona to zrobić.
Ostatnio mam tonę nauki, a skoro czytelniczek jest tak mało, to chyba rezygnuję z dalszego pisania.
Mam już napisany kawałek następnego rozdziału, więc może go opublikuję.
Odchodzę.
Jest mi smutno. Bardzo dużo pracy włożyłam w to opowiadanie, ale trudno. Czasem trzeba odpuścić.
Podacie mi linki do swoich blogów? Skoro kończę pisać, to zacznę czytać.
Jeśli dotrwaliście do końca, to możecie teraz śmiało pisać co szczerze myślicie o mnie i tym blogu.

TRZYMAJCIE SIĘ!

Pozdrawiam, Zuza Ł
P.S Dodam jeszcze na koniec rozdział nr 64

wtorek, 24 lutego 2015

Rozdział 63+nowe zasady

Violetta
I wtedy zjawili się Leon i Marco.
-Wszystko okay?-zapytał Marco, widząc łzy na mojej twarzy. Nic nie odpowiedziałam, tylko podałam mu list, który odczytał nagłos:
Droga Vilu, 
Bardzo mi przykro, ale wyjeżdżam. Nie powiem Ci gdzie, bo od razu zaczniesz mnie szukać. Nie zmienię decyzji. Odezwę się dopiero, gdy uporządkuję swoje życie.
Kocham, Fran.
Już pod koniec jego głos zadrżał. Kiedy skończył, głęboko odetchnął i usiadł na podłodze. Nadal nie mogłam się opanować i płakałam. Moja najlepsza przyjaciółka nie chce mi zaufać! Co ja jej zrobiłam, że nawet nie zasługuję na wiadomość gdzie wyjeżdża??? To takie niesprawiedliwe.
-Nie płacz, zaraz spróbujemy się dowiedzieć co z nią.-powiedział Leon, obejmując mnie ramieniem
-Ale ona mi nie ufa! Rozumiesz? NIE UFA MI! Moja najlepsza przyjaciółka!-otarł łzy z moich policzków i zaczepił przechodzącą Ludmiłę:
-Lu!-nie odpowiedziała, miała słuchawki na uszach a w ręce niosła nuty, które zawzięcie przeglądała
-LUDMIŁA!-ponowił wołanie, ale ona szła dalej. Po sekundzie Marco chwycił ją za ramię, a ona się przestraszyła. Kiedy się obróciła, w mgnieniu oka zdjęła słuchawki, a po chwili była koło mnie pytając:
-Violu, co się stało?-chłopacy krótko streścili jej o co chodzi oraz podali kartkę papieru zostawioną przez Włoszkę. Moja blondwłosa przyjaciółka nie mogła uwierzyć własnym oczom i uszom. Podobnie jak ja załamała się.
-Ale jak to?-wyjąkała zdziwiona
-Nie wiem....-odparłam prawie szeptem, w tej samej chwili obydwie zaczęłyśmy płakać
-Hej, co z wami? Dziewczyny? Dlaczego płaczecie?-nagle zjawiła się Cami, jej także została opowiedziana cała historia i ona także popadła w rozpacz.
-Słuchajcie, nie możemy tak stać i się nad sobą użalać. Trzeba coś zrobić, wiem, że to trudna sytuacja dla nas wszystkich, ale nie powinniśmy stać bezczynnie.-stwierdził Leon
-Racja.-zgodził się blady jak ściana Marco
-Co robimy?-zapytała Ludmi
-Skoro Fran wyjeżdża, to powinna, przynajmniej teoretycznie powinna poinformować o tym dyrektora.-wszyscy przytaknęli
-Tylko, że Antonio leży w szpitalu, a Pablo jest w Madrycie.-zauważyła Cami
-A wy co wszyscy tacy przygnębieni?-dołączył do nas chłopak Rudej
-Mamy problem, Andres.-poinformował go mój chłopak
-Czyli.... Zostaje nam.... Gregorio?-spytałam z nadzieją, że się mylę
-Niestety.-potwierdził Marco
-To co? Idziemy?-spytał Andres, a my przytaknęliśmy
Kiedy znaleźliśmy się pod gabinetem pełniącego obowiązki dyrektora, zapukaliśmy.
-WEJŚĆ!-usłyszeliśmy aksamitny głoski naszego ukochanego profesorka. Gregorio siedział przy biurku, a jego nogi znajdowały się na blacie.
-Co was do mnie sprowadza?-spytał, a jego głos był przepełniony jadem, Ludmiła jako jedna z niewielu uczennic, które tolerował, wyjaśniła mu sytuację.
-Jest mi niezmiernie przykro,...-urwał, a na jego twarzy ukazał się kpiący uśmieszek. Po chwili kontynuował:
-Ale nie mogę udzielać wam informacji na temat innych uczniów, jeśli jak sama zauważyłaś Francesca nie chce by ktokolwiek wiedział, gdzie się aktualnie znajduje.-chyba każdy z nas się wściekł, a Andres dziwnie odchrząknął, co lekko brzmiało jak: PA-LANT! Odeszliśmy bez jakiejkolwiek informacji na temat mojej najlepszej przyjaciółki. Weszliśmy do jednej z pustych sal, a gdy każdy zajął jakieś miejsce, Lu zabrała głos:
-Słuchajcie, on na 100% coś wie!
-Racja, po jego minie było widać, że jest bardzo szczęśliwy, ponieważ nie udzieli nam żadnej informacji.-zgodził się Leon
-Musimy coś zrobić!-wtrącił się Marco
-Ale co?-spytała Camila
-Chyba mam pomysł.-uznała nagle Blondynka, a wszystkie oczy się w nią wpatrywały
-Co się tak na mnie patrzycie?-zapytała speszona
-Podobno masz jakiś genialny pomysł, więc oświeć nas.-zaproponował Leon
-MAM! Słuchajcie: Musimy dostać się do jego gabinetu i znaleźć papiery dotyczące Fran! Z pewnością znajdziemy jakąś informację o jej wyjeździe.-wszyscy słuchali z niedowierzeniem i zapadła cisza
-A jak chcesz się wkraść niezauważona do gabinetu Gregoria geniuszu?-Andres przerwał chwilę zadumy
-I tu potrzebuję czyjeś pomocy.-zauważyła Lu
-Mianowicie?-pytał zaciekawiony Leon, lekko unosząc brew
-Nie przyjdę na lekcję.-pokiwaliśmy głową na znak, że rozumiemy, więc mówiła dalej:
-Nasz kochany profesorek zawsze zostawia klucze na półce koło sprzętu. Dlatego któreś z was rzuci mi te klucze. Ja wkradnę się i poszukam papierów dotyczących Fran. Co wy na to?-jednak nie dostała żadnej odpowiedzi, po jakimś czasie dokładnie opracowaliśmy każdy punkt planu.
Kiedy już wszystko było dopięte na ostatni guzik, wszyscy poza Ludmiłą i mną udali się na lekcję tańca. Razem z Lu zakradłyśmy się pod salę, a gdy nasi przyjaciele odwrócili uwagę Gregoria, Andres szybko rzucił nam klucz. Gdy tylko Ludmi go złapała, pobiegłyśmy do gabinetu. Przeszukałyśmy wiele teczek, ale dopiero gdy już prawie się poddałam, moja blondwłosa przyjaciółka znalazła odpowiednią.
-JEST!-pisnęła, podskakując w tym samym momencie
-Cii!-uciszyłam ją, dokładając palec do ust
-Dobrze, już dobrze. Patrz.-szepnęła wskazując na kartę z nazwiskiem Fran, dokładnie przeczytałyśmy dokument, a gdy odkładałyśmy teczkę do szuflady, wypadła mi jeszcze jedna karta.
-"Federico"-odczytała Ludmiła, po czym zaczęła lustrować wzrokiem, trzymany kawałek papieru
-Nie wierzę.-wyszeptała po chwili
-Chodź już!-wyszarpnęłam jej dokument, a następnie odłożyłam go na miejsce. Opuściłyśmy gabinet dyrektorski. Podrzuciłyśmy klucz Camii, która odłożyła go na miejsce. Poczekałyśmy na koniec lekcji i wszyscy spotkaliśmy się w parkuj koło studia.
-DOWIEDZIAŁYŚCIE SIĘ CZEGOŚ???-zapytał z nadzieją Marco
-Tak.-zaczęła Blondynka
-Czego???-nalegał Marco
-Fran... Ona wyjeżdża.-dobrze, że Lu umiała coś z siebie wyrzucić
-ALE DOKĄD?-Marco nie odpuszczał
-Do... Do Włoch.-powiedziała prawie szeptem, a ja nie wytrzymałam
-Ale to nie wszystko.-dodałam
-CO JESZCZE????????-Marco był załamany i wściekły w tym samym momencie
-Fede wyjeżdża w tym samym dniu, i.....-Ludmi chyba bała się powiedzieć to na głos
-I co? Nie trzymaj nas w niepewności.-poprosiła Camilla
-I w to samo miejsce.-dokończyłam za nią
-O której wyjeżdża?-zapytał zdruzgotany Marco
-Tego nie wiemy, ale wiemy, że dzisiaj.-odpowiedziała Ludmiła
-Poczekajce chwilkę.-poprosiła Camii, a następnie zaczęła rozmawiać z kimś przez telefon, gdy skończyła powiedziała:
-Jedyny samolot do Mediolanu startuje za półtorej godziny.
-Jesteś pewna?-wtrącił Leon
-Ciotka mówi, że dziś jest to jedyny lot do Włoch.-zakomunikowała
-Jadę na lotnisko!-uznał Marco i poderwał się z miejsca
-Jedziemy z tobą!-krzyknęliśmy chórem
-Ja zostanę...-powiedziała Ludmiła, wiedziałam, że po prostu nie chce się natknąć na Federico. Zebraliśmy się i już po około 25 minutach byliśmy na lotnisku. Dzięki ciotce Camii, bez trudu znaleźliśmy Francescę. Marco od razu do niej pobiegł...
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I jak? Podoba się???? Mam dla was kilka ogłoszeń:
1. Rozdział będzie się pojawiał raz na około 10 dni. PASUJE WAM?
2. Ponieważ postanowiłam usunąć mojego drugiego bloga, będę miała więcej czasu dla tego, więc jeśli macie jakieś pytania, pomysły bądź sugestie, to piszcie.
3. Bardzo wam dziękuję za wszystkie komentarze. Bardzo wiele dla mnie znaczą
Co sądzicie o rozdziale??? Dedykuję go wszystkim, którzy czytają tego bloga i go komentują. Mam nadzieję, że wam się podobał.
Pozdrawiam, Zuza Ł

 

poniedziałek, 16 lutego 2015

Rozdział 62

Violetta
Dni mijały szybko, Esmeralda okazała się przemiłą osobą i wpadała do nas często. Z tego powodu Olga chodziła zła i poirytowana. Fajnie, że Ramallo jest zakochany. Leon czuł się znacznie lepiej, więc wrócił do studia. Wszyscy bardzo za nim tęsknili. Wszyscy? NIE. Nigdy nie będzie idealnie, jedna, jedyna osoba skrzywiła się na jego widok... Mianowicie był to mój ex. Znienawidzony przeze mnie Thomas przystawiał się do mnie cały ten czas, gdy Leona nie było w studio. Na całe szczęście w takich sytuacjach zawsze pomagał mi Diego albo Marco.
-Witaj piękna.-powitał mnie Thomas z krzywym uśmieszkiem na twarzy
-Cześć.-odpowiedziałam szorstko, a gdy chciałam odejść chwycił mnie za nadgarstek. I wtedy zaczęłam krzyczeć:
-Puszczaj mnie!-rozkazałam, ale nie posłuchał, tylko mnie pociągnął w stronę drzwi i wpadł na mojego chłopaka.
-Dokąd się wybierasz z moją dziewczyną?-zapytał z kpiącym uśmiechem
-Z daleka od Ciebie.-odparł, Leon złożył ramiona na klatce piersiowej i spytał:
-Spisałeś już testament?
-Nie.-chyba Thomas nie do końca zrozumiał sens pytania
-To radzę Ci szybciutko to zrobić, bo spotkanie moich pięści z twoją twarzą nie będzie należało do przyjemnych.-mój były stał nie odzywając się, za to Leon świetnie się bawił
-Czyżby zabrakło ci języka w gębie? A może znów będziesz chciał mnie przejechać?-o co mu chodzi, mój ukochany kontynuował:
-Już nie pamiętasz? A może jesteś zdziwiony? Policja powiedziała jaki samochód uczestniczył w wypadku, którego zostałem ofiarą. Niestety nie mają dowodów, że to ty, ale dobrze wiem, że to byłeś właśnie TY!
-Thomas? Czy to prawda?-spytałam przerażona
-TAK! I liczyłem, że pozbędę się ciebie raz na zawsze!!!!!!!!!!-nie mogłam w to uwierzyć jak on mógł
-I widzisz, nie wyszło. A wiesz co mnie uratowało? Miłość Violetty. Miłość na którą nigdy nie zasługiwałeś, ta sama miłość którą straciłeś bezpowrotnie. Chodź kochanie.-po skończonym zdaniu podał mi rękę i zostawiliśmy Thomasa sam na sam ze swoimi myślami.
Kiedy byliśmy już w parku niedaleko szkoły zaczęłam dopytywać Leona o więcej szczegółów, ale on nie chciał o tym rozmawiać, więc zakończyłam temat.
-On jest okropny!-wzdychnęłam i wtuliłam się w mojego chłopaka, który mnie objął. W jego ramionach zawsze czułam się bezpieczna.
-Nie martw się, będzie dobrze.
-Kocham Cię.
-Ja Ciebie bardziej. Wiesz, że musimy wracać?-tym pytaniem przywrócił mnie do rzeczywistości
-Nieee....-zamruczałam cicho
-Niestety. Gregorio nas zabije, jak nie przyjdziemy.-stwierdził
-To nie jest przekonujący argument.-uznałam zrezygnowana, a wtedy Leon mnie pocałował, kiedy się od siebie oderwaliśmy spytał z szelmowskim uśmiechem:
-Czy to Ci wynagrodzi trudy lekcji tańca z naszym kochanym profesorkiem?
-Sama nie wiem...-uznałam kręcąc głową, gdy zauważyłam zdziwienie na jego twarzy dodałam:
-Ale to... Powinno.-po tych słowach wpiłam się w jego cudowne usta.
-Może nie w miejscu publicznym?-usłyszeliśmy głos rozbawionego Andresa
-Masz jakiś problem?-spytał Leon
-Ja? Nigdy.-odparł i teatralnie zatrzepotał rzęsami, a ja wybuchłam śmiechem
-Z czego się śmiejesz Violu?-zdziwił się przyjaciel mojego ukochanego
-Z ciebie.-odpowiedziałam nadal się śmiejąc, a wtedy Andres szybko do mnie podszedł, chwycił w pasie, a następnie zarzucił sobie na plecy i zaniósł w stronę pobliskiej fontanny. Wyrywałam się i uderzałam w niego pięściami, ale nic to nie dało. Kiedy już miałam wylądować w zimnej wodzie, poczułam, że w ostatniej chwili łapie mnie Leon.
-Widzisz, twój książę Cię uratował.Co nie zmienia faktu, że nie można się ze mnie śmiać. Zapamiętasz?-stwierdził Andres, a ja twierdząco pokiwałam głową.
-A ty zapamiętaj, że nie można grozić mojej dziewczynie.-wtrącił się mój wybawiciel
-Ależ oczywiście, możemy już iść bo się spóźnimy?-zaproponował Andres, a następnie udaliśmy się do studia.
Niestety trochę spóźnieni wpadliśmy na lekcję Gregoria.
-No proszę, proszę. Koga ja tu widzę? Czyżby jednak najbardziej zakochana para w studio postanowiła zaszczycić mnie swą obecnością na moich zajęciach?-spytał sarkastycznie nauczyciel. Reszta lekcji nie była dla nas zbyt miła, gdyż Gregorio znajdował błąd w każdym naszym ruchu, a nawet sposobie chodzenia czy oddychania. Po skończonej lekcji, nasz ulubiony profesor wygłosił kazanie i byliśmy wolni. Postanowiłam iść z Leonem do kina. Kiedy wychodziłam ze studia, mój ukochany zawzięcie konwersował z Marco.
-Cześć chłopaki!-powiedziałam na przywitanie, oraz podeszłam do mojego chłopaka by pocałować go w policzek, kiedy zauważyłam ich miny, zapytałam:
-Co się stało?-po długim milczeniu odezwał się Marco:
-Wiesz gdzie jest Fran?-zapytał 
-Nie, zadzwonię do niej.-nie odebrała, próbowałam 4 razy i nic!!!
-Nie odebrała.-stwierdziłam ze smutkiem i przytuliłam się do Leona
-Ode mnie też nie odbiera.-wtrącił wyraźnie smutny Marco.
-Bedzie dobrze. Spróbujmy jej poszukać.-zaproponował mój ukochany
-Świetny pomysł.
-Okay, poczekajcie na mnie. Tylko pójdę po pamiętnik do szafki i zaraz do was wrócę.-zakomunikowałam, a następnie udałam się do studia. Otwierając szafkę, wypadł mi z niej list. Po jego przeczytaniu byłam wstrząśnięta. Spojrzałam ze łzami na zdjęcie z moimi przyjaciółkami i.....
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Bardzo długo się zastanawiałam czy dodać ten rodziła. Jest krótki i słaby, ale chciałabym go zadedykować 2 dziewczyną, które dodają mi wiary w pisanie. Mianowicie Asi oraz Zuzi B. 
Jeśli chcecie następny to musi być 8 komentarzy
Pozdrawiam, Zuza Ł 


środa, 24 grudnia 2014


WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!!!


Obiecuję, że nowy rozdział pojawi się jeszcze przed nowym rokiem:)
Pozdrawiam, Zuza Ł





czwartek, 11 grudnia 2014

Rozdział 61 chyba pożegnalny

Violetta
I wyszła to osoba, jak tylko go zobaczyłam chciałam wydrapać mu oczy. Wszystko nagle stało się beznadziejne.
-Pamiętacie Thomasa?-zapytał uradowany Pablo
-A kto by nie pamiętał takiego idioty....-zamruczałam pod nosem, ale chyba nikt nie usłyszał
-Thomas wraca do naszego studia.-dodał nauczyciel, a ja tylko krzywo się uśmiechnęłam
-A i zapomniałem wam jeszcze o czymś powiedzieć.-super, jeszcze jakaś niespodzianka?
-Macie nowe zadanie, które polega na stworzeniu 3 kapel. 2 będą chłopaków i 1 dziewczyn. Musicie stworzyć i wykonać wspólnie piosenkę.-nawet nie jest tak źle
-To wszystko?-spytała Naty
-Tak, możecie iść.-kiedy wszyscy zaczęli się rozchodzić, zostałam zawołana
-Violetto, możemy porozmawiać?-to był narzeczony Angie
-Ta. Jasne.-uznałam
-Jak się czuje Leon?
-Już lepiej, oczywiście wszystko mu przekażę.-i kiedy już chciałam iść złapał mnie za rękę, więc usiadłam
-Najprawdopodobniej twój tata i Angie są zagranicą.-oznajmił, próbując zamaskować ból, jaki odczuwał w tym momencie
-Skąd wiesz?-wypaliłam bez namysłu
-Policja namierzyła telefon Germana. Gdzieś w okolicach Madrytu.
-Pablo! Wiem!-krzyknęłam i aż podskoczyłam
-A co wiesz?-zapytał zdziwiony
-Ojciec, chyba nie sprzedał jeszcze domu w Madrycie! Czyli jest szansa, że tam właśnie są!-mówiłam rozradowana
-Jesteś pewna?-nie wierzył, a w jego oczach pojawiła się radość
-Tak, zaraz spytam Ramallo.-odpowiedziałam i zaczęłam szukać komórki. Kiedy już wyrzuciłam wszystko z torebki, znalazłam ją na samym dnie. Wybrałam numer.... Zawsze odbiera po 2 sygnałach, a teraz co? POCZTA. Spróbowałam jeszcze raz, teraz jednak skutecznie
-Halo! Violetta?-zabrzmiał jego głos
-Cześć Ramallo! Orientujesz się, czy dom w Madrycie został sprzedany?-spytałam bez zastanowienia
-Nie, i od 2 miesięcy stoi pusty. Wcześniej był wynajęty prze...-nie dałam mu dokończyć
-A masz do niego zapasowe klucze?
-Nie, mam nadal swoje klucze, twoje się gdzieś zapodziały, a Olgi chyba leżą w sejfie. Powie...-znów mu przerwałam
-Wszystko wyjaśnię, ale nie teraz. Jak się czuje Leon?
-Dobrze, jest u nas w domu.
-Co?
-Muszę kończyć.-rozłączył się
-Ramallo ma klucze.-oznajmiłam rozpromieniona
-Czyli czeka mnie wycieczka do Madrytu.-stwierdził z nadzieją w głosie Pablo
-Tak!
-Możesz już iść.-oznajmił
-Okay. Do zobaczenia!-pożegnałam się i wyszłam uradowana z sali, idąc korytarzem usłyszałam, że ktoś mnie woła. Odwróciłam się i ujrzałam Ludmiłę.
-Violu, ja przepraszam...-zaczęła i urwała
-Ale za co?-nie do końca rozumiałam o co jej chodzi
-Wtedy... Chciałam Ci powiedzieć, żeby...yyy... Jakoś Cię uprzedzić, ale sama rozumiesz....
-Jak na razie to nic nie rozumiem.
-Chodzi o Thomasa. Widziałam go już w parku i chciałam Ci powiedzieć, ale nie zdążyłam. Przepraszam.-powiedziała wreszcie komunikatywnie i ze skruchą
-Nic się nie stało, nienawidzę go, ale po prostu będę się trzymać z daleka od niego. I tyle. Ludmi, przepraszam, ale lecę do domu...-aż nie mogłam uwierzyć w to co mogłam dodać:
-I do Leona.
-Leon w twoim domu? Brzmi świetnie, do jutra!-pozdrowiła mnie i każda z nas poszła w swoją stronę.
Kiedy tylko przyszłam do domu usłyszałam głos nadopiekuńczej Olgi.
-Ale zjedz coś, bo tak marnie wyglądasz.
-Dziękuję, ale...-Leoś próbował się wykręcić
-Olga! Uspokój się! Skoro mówi, że nie zje to NIE!-Ramallo wkroczył do akcjii
-Cześć wszystkim!-powitałam ich i przytuliłam mojego chłopaka
-O Violettko, wytłumacz temu swojemu chłopakowi, że on musi jeść!-zaczęła Olga, a Leon tylko na mnie spojrzał
-OLGA!-wrzasnął Ramallo
-Zawsze to ja jestem ta zła! Dobrze, już dobrze!-Olga rzuciła szmatką i obrażona poszła do siebie
-Powiesz mi o co chodzi z domem w Madrycie?-zapytał zaciekawiony Ramallo, a ja zaczęłam opowiadać o Angie i tacie, kiedy skończyłam nie wiadomo skąd przyszła Olga
-Moja kochana Angeles! Nareszcie się znalazła!-wykrzyczała
-To jeszcze nic pewnego.-sprostował ją Ramallo, później udałam się na górę wraz z Leonem, opowiedziałam mu o zadaniu, chyba ze sto razy pytałam jak się czuje.
-Prawie bym zapomniała!-rzuciłam nagle
-Tak?-sugestywnie podniósł brew
-Mam Ci coś ważnego do powiedzenia!
-Ja też!-uznał z szelmowskim uśmiechem
-To zacznij.-zaproponowałam
-Nie, ty dokończ, i wtedy ja opowiem.
-Dobrze.-zgodziłam się i po chwili kontynuowałam:
-Nie zgadniesz kto wraca do naszego studia.-on tylko się uśmiechnął
-Nie spróbujesz zgadnąć?-spytałam lekko zawiedziona
-Jennifer Lopez?-zaśmiał się
-NIE! To wcale nie jest zabawne.-skrzywiłam się jak małe dziecko, któremu nie chcą kupić lizaka
-Więc kto?-zapytał przytulając mnie do siebie
-Thomas.
-Nie.-powiedział, kręcąc z niedowierzaniem głową
-Tak, Leon dlaczego?-spytałam smutna
-Damy sobie radę.-miał dziwny głos
-A co chciałeś mi powiedzieć?-całkowicie o tym zapomniałam
-Już nie ważne.-nie do końca podobała mi się ta odpowiedź, ale ponieważ byłam zmęczona to uznałam ją za satysfakcjonującą i poszłam na duł po coś do picia i stanęłam jak wryta.
-Kim jesteś i co tu robisz?-wykrzyczałam widząc nieznajomą kobietę
-Violetto!-odezwał się do mnie Ramallo i co mnie bardzo zdziwiło objął tajemniczą kobietę ramieniem
-Więc to ty jesteś Violetta? Jestem Esmeralda.-stwierdziła
-Cześć, jestem Violetta.-sama nie wiem po co to powiedziałam, przecież już zauważyła jak mam na imię jakoś nie chciało mi się dopytywać kim jest więc udałam się na górę.



-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Pojawił się i rozdział. Jest krótki i słaby. Wybaczcie...  Przyznajcie się szczerze, ilu osobom zależy jeszcze na tym opowiadaniu? Jeśli wam zależy, komentujcie i zapraszajcie na tego bloga. OBIECUJĘ,ŻE JEŚLI BĘDZIE 10 KOMENTARZY, TO BĘDZIE NOWY ROZDZIAŁ.
Pozdrawiam, Zuza Ł



czwartek, 25 września 2014

Rozdział 60

CZYTAJ CAŁE!

Fran
-Federico?-zapytałam
-Tak, Federico.-odpowiedział, podając mi rękę, żebym wstała
-Co ty tu robisz?-zapytaliśmy jednocześnie
-Chodzę, zbieram myśli.-powiedział pierwszy, a po chwili dodał:
-A ty?-sama nie wiedziałam co mu odpowiedzieć
-Wiesz... Mam problem...-zaczęłam i urwałam
-Chętnie posłucham, ale może usiądźmy gdzieś.-zaproponował
-Eee... No dobrze... To chodźmy...-trochę się zdziwiłam, kiedy dotarliśmy do ławki, usiedliśmy, a ja nadal milczałam
-No śmiało, opowiedz co się stało.-oznajmił, zachęcając mnie do wypowiedzi
-Nie wiem od czego zacząć...-zmieszałam się
-Najlepiej od początku.-uśmiechnął się
-Dobra, nawet nie wiesz jak jest mi ciężko. MarcocałowałsięzAną.-powiedziałam szybko, na jednym wdechu
-Chyba nie zrozumiałem, możesz ciut wolniej?-zapytał, a ja wzięłam głęboki wdech i powtórzyłam:
-M a r c o, P O C A Ł O W A Ł Anę.-poczułam jak łzy kapią z moich oczu
-Nie płacz, na pewno wszystko się wyjaśni,-powiedział i lekko przytulił mnie do siebie, ale ja nadal nie przestawałam szlochać. Moje serce było zranione, bardzo zranione.
-Fede.-powiedziałam pociągając nosem, on tylko na mnie spojrzał
-Powiedz o czym tak myślałeś?-spytałam przez łzy
-O wyjeździe.-odparł całkowicie spokojnie
-O jakim wyjeździe?-wykrzyczałam oniemiała
-Spokojnie, tylko spokojnie. Muszę wyjechać.-nie wierzę! Przytuliłam się jeszcze mocniej
-A.. a dokąd jedziesz?-dopytywałam roztrzęsiona
-Do Włoch.-odparł, gładząc moje włosy
-Do Włoch?-powtórzyłam, a on tylko pokiwał twierdząco głową
-Na jak długo?
-Może na miesiąc, a może już na zawsze.-uznał z powagą
-Ale dlaczego????-wypaliłam bez zastanowienia
-Muszę się ogarnąć, zacząć wszystko od nowa.-odpowiedział, a widząc moją minę dodał:
-Wylatuję za dwa dni.
-Nie wierzę, mam pytanie...
-Dajesz.
-Mogę lecieć z tobą?
-Co?-zdziwił się i skrzywił jednocześnie
-To co słyszałeś.
-Chcesz zostawić wszystko i wracać do ojczyzny?-nie wierzył
-Tak.-powiedziałam i aż podskoczyłam
-Jesteś szalona!-stwierdził
-Wiem.-uśmiechnęłam się promiennie
-Przyjdziesz dziś na mój występ?-zapytałam z nadzieją
-Jasne.-odpowiedział, a ja popędziłam na spotkanie z dziewczynami
Violetta
Kiedy przyszłam na umówione miejsce spotkania z dziewczynami, była tylko Naty. Po krótkiej chwili rozmowy dołączyła do nas Cami. Czekałyśmy około godziny, kiedy dostałam SMSa od Lu:
Nie czekajcie na mnie, źle się czuję
-Co jej jest?-zapytała Camilla
-Nie mam pojęcia,-odpowiedziałam szczerze
-A ja wiem.-stwierdziła zagadkowo Natalia
-MÓW!-nakazałyśmy
-Pamiętacie aferę z telefonem?
-Naty, to było zaledwie wczoraj! Jak mamy nie pamiętać!-zauważyła rudowłosa
-Kontynuuj.-poprosiłam
-Ludmi czuje się winna tej sytuacji.
-Ale to nie jej wina!-zaprotestowałam, a Cami pokiwała głową
-Próbowałam jej wytłumaczyć! Ale ona nic nie ogarnia. Diego obiecał, że z nią pogada.
-Świetnie. Może się ruszycie, bo się spóźnimy?-zaproponował znajomy głos
-FRAN!-krzyknęła Cami i zerwała się z miejsca
-Tak, we własnej osobie i na żywo.-sarknęła
-Dobra, lepiej się już zbierajmy.-zaproponowała Naty, a my się zgodziłyśmy. Po kwadransie byłyśmy już w studio
-Nareszcie!-powitał nas zdenerwowany Pablo
-Miałaś być 30 minut temu!-zarzucił Francesce
-Wiem, przepraszam.-powiedziała ze skruchą
-Nie przepraszaj! Masz 10 minut na przebranie i makijaż!-Fran pokiwała głową
-No już! Zabieraj się! Masz tylko 9 minut!-wrzasnął a my pobiegłyśmy pomóc przyjaciółce, po kilku chwilach wszystko było gotowe. Fran wyglądała olśniewająco. Kiedy już miała wychodzić, wpadł niedoszły mąż mojej zaginionej cioci:
-Francesca! Goście się niecierpliwić. -teraz był już trochę milszy
-JUŻ!-krzyknęła włoszka i pobiegła na scenę, żeby wszystkich zachwycić. ŚWIATŁA, MUZYKA i AKCJA! Zaczęła śpiewać. Było dobrze, ale zauważyłam, że coś jest nie tak. Nie była taka jak zawsze. Brak jej było pewności siebie, aż do momentu kiedy, wszedł......
F E D E R I C O? Sala była wypełniona ludźmi, a dopiero kiedy wszedł były chłopak Lu, moja najlepsza przyjaciółka się wyluzowała i zaczęła być sobą? Jak to? Nic nie rozumiałam. I gdzie była Ludmiła?
_Diego, gdzie zgubiłeś swoją dziewczynę?-podeszłam do niego i spytałam
-Nie wiem gdzie jest, myślałem, że jest z wami. Miałem z nią pogadać, ale nie odbiera, więc uznałem, że jest z wami.-o wilku mowa, a wilk za drzwiami, właśnie weszła blondynka.
-Gdzieś ty była?-spytałam bez zastanowienia
-Musiałam przemyśleć parę spraw.-stwierdziła
-To może ja was zostawię same?-zaproponował Diego i się oddalił.
-Vilu....-zaczęła niezbyt pewnie
-Tak?
-Muszę Ci powiedzieć kogo spotkałam w parku i czego się dowiedziałam.-i właśnie w tej chwili, kiedy wszystko miało się wyjaśnić na scenę wkroczył Pablo:
-Dziękujemy za świetny występ Francesco.-artystka się ukłoniła, została pożegnana gromkimi brawami i goście zaczęli się rozchodzić.
-Kogo spotkałaś i czego się dowiedziałaś?-spytałam ponownie, ale nie uzyskałam odpowiedzi
-Poczekajcie, chcę wam kogoś przedstawić.-Pablo dlaczego w takim momencie????? wtedy właśnie pojawiła się tajemnicza osoba. Od tej chwili nic nie było już takie jak wcześniej....
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nie mam pojęcia, czy wam się podoba, i czy chcecie jeszcze czytać tego bloga, ale powiem wam jedno-jakoś wróciła mi wena twórcza i jeśli zbierze się 10 osób, którym na blogu zależy, będę dodawać rozdział raz w tygodniu. ZGODA?
Pozdrawiam, chora Zuza Ł