czwartek, 11 grudnia 2014

Rozdział 61 chyba pożegnalny

Violetta
I wyszła to osoba, jak tylko go zobaczyłam chciałam wydrapać mu oczy. Wszystko nagle stało się beznadziejne.
-Pamiętacie Thomasa?-zapytał uradowany Pablo
-A kto by nie pamiętał takiego idioty....-zamruczałam pod nosem, ale chyba nikt nie usłyszał
-Thomas wraca do naszego studia.-dodał nauczyciel, a ja tylko krzywo się uśmiechnęłam
-A i zapomniałem wam jeszcze o czymś powiedzieć.-super, jeszcze jakaś niespodzianka?
-Macie nowe zadanie, które polega na stworzeniu 3 kapel. 2 będą chłopaków i 1 dziewczyn. Musicie stworzyć i wykonać wspólnie piosenkę.-nawet nie jest tak źle
-To wszystko?-spytała Naty
-Tak, możecie iść.-kiedy wszyscy zaczęli się rozchodzić, zostałam zawołana
-Violetto, możemy porozmawiać?-to był narzeczony Angie
-Ta. Jasne.-uznałam
-Jak się czuje Leon?
-Już lepiej, oczywiście wszystko mu przekażę.-i kiedy już chciałam iść złapał mnie za rękę, więc usiadłam
-Najprawdopodobniej twój tata i Angie są zagranicą.-oznajmił, próbując zamaskować ból, jaki odczuwał w tym momencie
-Skąd wiesz?-wypaliłam bez namysłu
-Policja namierzyła telefon Germana. Gdzieś w okolicach Madrytu.
-Pablo! Wiem!-krzyknęłam i aż podskoczyłam
-A co wiesz?-zapytał zdziwiony
-Ojciec, chyba nie sprzedał jeszcze domu w Madrycie! Czyli jest szansa, że tam właśnie są!-mówiłam rozradowana
-Jesteś pewna?-nie wierzył, a w jego oczach pojawiła się radość
-Tak, zaraz spytam Ramallo.-odpowiedziałam i zaczęłam szukać komórki. Kiedy już wyrzuciłam wszystko z torebki, znalazłam ją na samym dnie. Wybrałam numer.... Zawsze odbiera po 2 sygnałach, a teraz co? POCZTA. Spróbowałam jeszcze raz, teraz jednak skutecznie
-Halo! Violetta?-zabrzmiał jego głos
-Cześć Ramallo! Orientujesz się, czy dom w Madrycie został sprzedany?-spytałam bez zastanowienia
-Nie, i od 2 miesięcy stoi pusty. Wcześniej był wynajęty prze...-nie dałam mu dokończyć
-A masz do niego zapasowe klucze?
-Nie, mam nadal swoje klucze, twoje się gdzieś zapodziały, a Olgi chyba leżą w sejfie. Powie...-znów mu przerwałam
-Wszystko wyjaśnię, ale nie teraz. Jak się czuje Leon?
-Dobrze, jest u nas w domu.
-Co?
-Muszę kończyć.-rozłączył się
-Ramallo ma klucze.-oznajmiłam rozpromieniona
-Czyli czeka mnie wycieczka do Madrytu.-stwierdził z nadzieją w głosie Pablo
-Tak!
-Możesz już iść.-oznajmił
-Okay. Do zobaczenia!-pożegnałam się i wyszłam uradowana z sali, idąc korytarzem usłyszałam, że ktoś mnie woła. Odwróciłam się i ujrzałam Ludmiłę.
-Violu, ja przepraszam...-zaczęła i urwała
-Ale za co?-nie do końca rozumiałam o co jej chodzi
-Wtedy... Chciałam Ci powiedzieć, żeby...yyy... Jakoś Cię uprzedzić, ale sama rozumiesz....
-Jak na razie to nic nie rozumiem.
-Chodzi o Thomasa. Widziałam go już w parku i chciałam Ci powiedzieć, ale nie zdążyłam. Przepraszam.-powiedziała wreszcie komunikatywnie i ze skruchą
-Nic się nie stało, nienawidzę go, ale po prostu będę się trzymać z daleka od niego. I tyle. Ludmi, przepraszam, ale lecę do domu...-aż nie mogłam uwierzyć w to co mogłam dodać:
-I do Leona.
-Leon w twoim domu? Brzmi świetnie, do jutra!-pozdrowiła mnie i każda z nas poszła w swoją stronę.
Kiedy tylko przyszłam do domu usłyszałam głos nadopiekuńczej Olgi.
-Ale zjedz coś, bo tak marnie wyglądasz.
-Dziękuję, ale...-Leoś próbował się wykręcić
-Olga! Uspokój się! Skoro mówi, że nie zje to NIE!-Ramallo wkroczył do akcjii
-Cześć wszystkim!-powitałam ich i przytuliłam mojego chłopaka
-O Violettko, wytłumacz temu swojemu chłopakowi, że on musi jeść!-zaczęła Olga, a Leon tylko na mnie spojrzał
-OLGA!-wrzasnął Ramallo
-Zawsze to ja jestem ta zła! Dobrze, już dobrze!-Olga rzuciła szmatką i obrażona poszła do siebie
-Powiesz mi o co chodzi z domem w Madrycie?-zapytał zaciekawiony Ramallo, a ja zaczęłam opowiadać o Angie i tacie, kiedy skończyłam nie wiadomo skąd przyszła Olga
-Moja kochana Angeles! Nareszcie się znalazła!-wykrzyczała
-To jeszcze nic pewnego.-sprostował ją Ramallo, później udałam się na górę wraz z Leonem, opowiedziałam mu o zadaniu, chyba ze sto razy pytałam jak się czuje.
-Prawie bym zapomniała!-rzuciłam nagle
-Tak?-sugestywnie podniósł brew
-Mam Ci coś ważnego do powiedzenia!
-Ja też!-uznał z szelmowskim uśmiechem
-To zacznij.-zaproponowałam
-Nie, ty dokończ, i wtedy ja opowiem.
-Dobrze.-zgodziłam się i po chwili kontynuowałam:
-Nie zgadniesz kto wraca do naszego studia.-on tylko się uśmiechnął
-Nie spróbujesz zgadnąć?-spytałam lekko zawiedziona
-Jennifer Lopez?-zaśmiał się
-NIE! To wcale nie jest zabawne.-skrzywiłam się jak małe dziecko, któremu nie chcą kupić lizaka
-Więc kto?-zapytał przytulając mnie do siebie
-Thomas.
-Nie.-powiedział, kręcąc z niedowierzaniem głową
-Tak, Leon dlaczego?-spytałam smutna
-Damy sobie radę.-miał dziwny głos
-A co chciałeś mi powiedzieć?-całkowicie o tym zapomniałam
-Już nie ważne.-nie do końca podobała mi się ta odpowiedź, ale ponieważ byłam zmęczona to uznałam ją za satysfakcjonującą i poszłam na duł po coś do picia i stanęłam jak wryta.
-Kim jesteś i co tu robisz?-wykrzyczałam widząc nieznajomą kobietę
-Violetto!-odezwał się do mnie Ramallo i co mnie bardzo zdziwiło objął tajemniczą kobietę ramieniem
-Więc to ty jesteś Violetta? Jestem Esmeralda.-stwierdziła
-Cześć, jestem Violetta.-sama nie wiem po co to powiedziałam, przecież już zauważyła jak mam na imię jakoś nie chciało mi się dopytywać kim jest więc udałam się na górę.



-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Pojawił się i rozdział. Jest krótki i słaby. Wybaczcie...  Przyznajcie się szczerze, ilu osobom zależy jeszcze na tym opowiadaniu? Jeśli wam zależy, komentujcie i zapraszajcie na tego bloga. OBIECUJĘ,ŻE JEŚLI BĘDZIE 10 KOMENTARZY, TO BĘDZIE NOWY ROZDZIAŁ.
Pozdrawiam, Zuza Ł



czwartek, 25 września 2014

Rozdział 60

CZYTAJ CAŁE!

Fran
-Federico?-zapytałam
-Tak, Federico.-odpowiedział, podając mi rękę, żebym wstała
-Co ty tu robisz?-zapytaliśmy jednocześnie
-Chodzę, zbieram myśli.-powiedział pierwszy, a po chwili dodał:
-A ty?-sama nie wiedziałam co mu odpowiedzieć
-Wiesz... Mam problem...-zaczęłam i urwałam
-Chętnie posłucham, ale może usiądźmy gdzieś.-zaproponował
-Eee... No dobrze... To chodźmy...-trochę się zdziwiłam, kiedy dotarliśmy do ławki, usiedliśmy, a ja nadal milczałam
-No śmiało, opowiedz co się stało.-oznajmił, zachęcając mnie do wypowiedzi
-Nie wiem od czego zacząć...-zmieszałam się
-Najlepiej od początku.-uśmiechnął się
-Dobra, nawet nie wiesz jak jest mi ciężko. MarcocałowałsięzAną.-powiedziałam szybko, na jednym wdechu
-Chyba nie zrozumiałem, możesz ciut wolniej?-zapytał, a ja wzięłam głęboki wdech i powtórzyłam:
-M a r c o, P O C A Ł O W A Ł Anę.-poczułam jak łzy kapią z moich oczu
-Nie płacz, na pewno wszystko się wyjaśni,-powiedział i lekko przytulił mnie do siebie, ale ja nadal nie przestawałam szlochać. Moje serce było zranione, bardzo zranione.
-Fede.-powiedziałam pociągając nosem, on tylko na mnie spojrzał
-Powiedz o czym tak myślałeś?-spytałam przez łzy
-O wyjeździe.-odparł całkowicie spokojnie
-O jakim wyjeździe?-wykrzyczałam oniemiała
-Spokojnie, tylko spokojnie. Muszę wyjechać.-nie wierzę! Przytuliłam się jeszcze mocniej
-A.. a dokąd jedziesz?-dopytywałam roztrzęsiona
-Do Włoch.-odparł, gładząc moje włosy
-Do Włoch?-powtórzyłam, a on tylko pokiwał twierdząco głową
-Na jak długo?
-Może na miesiąc, a może już na zawsze.-uznał z powagą
-Ale dlaczego????-wypaliłam bez zastanowienia
-Muszę się ogarnąć, zacząć wszystko od nowa.-odpowiedział, a widząc moją minę dodał:
-Wylatuję za dwa dni.
-Nie wierzę, mam pytanie...
-Dajesz.
-Mogę lecieć z tobą?
-Co?-zdziwił się i skrzywił jednocześnie
-To co słyszałeś.
-Chcesz zostawić wszystko i wracać do ojczyzny?-nie wierzył
-Tak.-powiedziałam i aż podskoczyłam
-Jesteś szalona!-stwierdził
-Wiem.-uśmiechnęłam się promiennie
-Przyjdziesz dziś na mój występ?-zapytałam z nadzieją
-Jasne.-odpowiedział, a ja popędziłam na spotkanie z dziewczynami
Violetta
Kiedy przyszłam na umówione miejsce spotkania z dziewczynami, była tylko Naty. Po krótkiej chwili rozmowy dołączyła do nas Cami. Czekałyśmy około godziny, kiedy dostałam SMSa od Lu:
Nie czekajcie na mnie, źle się czuję
-Co jej jest?-zapytała Camilla
-Nie mam pojęcia,-odpowiedziałam szczerze
-A ja wiem.-stwierdziła zagadkowo Natalia
-MÓW!-nakazałyśmy
-Pamiętacie aferę z telefonem?
-Naty, to było zaledwie wczoraj! Jak mamy nie pamiętać!-zauważyła rudowłosa
-Kontynuuj.-poprosiłam
-Ludmi czuje się winna tej sytuacji.
-Ale to nie jej wina!-zaprotestowałam, a Cami pokiwała głową
-Próbowałam jej wytłumaczyć! Ale ona nic nie ogarnia. Diego obiecał, że z nią pogada.
-Świetnie. Może się ruszycie, bo się spóźnimy?-zaproponował znajomy głos
-FRAN!-krzyknęła Cami i zerwała się z miejsca
-Tak, we własnej osobie i na żywo.-sarknęła
-Dobra, lepiej się już zbierajmy.-zaproponowała Naty, a my się zgodziłyśmy. Po kwadransie byłyśmy już w studio
-Nareszcie!-powitał nas zdenerwowany Pablo
-Miałaś być 30 minut temu!-zarzucił Francesce
-Wiem, przepraszam.-powiedziała ze skruchą
-Nie przepraszaj! Masz 10 minut na przebranie i makijaż!-Fran pokiwała głową
-No już! Zabieraj się! Masz tylko 9 minut!-wrzasnął a my pobiegłyśmy pomóc przyjaciółce, po kilku chwilach wszystko było gotowe. Fran wyglądała olśniewająco. Kiedy już miała wychodzić, wpadł niedoszły mąż mojej zaginionej cioci:
-Francesca! Goście się niecierpliwić. -teraz był już trochę milszy
-JUŻ!-krzyknęła włoszka i pobiegła na scenę, żeby wszystkich zachwycić. ŚWIATŁA, MUZYKA i AKCJA! Zaczęła śpiewać. Było dobrze, ale zauważyłam, że coś jest nie tak. Nie była taka jak zawsze. Brak jej było pewności siebie, aż do momentu kiedy, wszedł......
F E D E R I C O? Sala była wypełniona ludźmi, a dopiero kiedy wszedł były chłopak Lu, moja najlepsza przyjaciółka się wyluzowała i zaczęła być sobą? Jak to? Nic nie rozumiałam. I gdzie była Ludmiła?
_Diego, gdzie zgubiłeś swoją dziewczynę?-podeszłam do niego i spytałam
-Nie wiem gdzie jest, myślałem, że jest z wami. Miałem z nią pogadać, ale nie odbiera, więc uznałem, że jest z wami.-o wilku mowa, a wilk za drzwiami, właśnie weszła blondynka.
-Gdzieś ty była?-spytałam bez zastanowienia
-Musiałam przemyśleć parę spraw.-stwierdziła
-To może ja was zostawię same?-zaproponował Diego i się oddalił.
-Vilu....-zaczęła niezbyt pewnie
-Tak?
-Muszę Ci powiedzieć kogo spotkałam w parku i czego się dowiedziałam.-i właśnie w tej chwili, kiedy wszystko miało się wyjaśnić na scenę wkroczył Pablo:
-Dziękujemy za świetny występ Francesco.-artystka się ukłoniła, została pożegnana gromkimi brawami i goście zaczęli się rozchodzić.
-Kogo spotkałaś i czego się dowiedziałaś?-spytałam ponownie, ale nie uzyskałam odpowiedzi
-Poczekajcie, chcę wam kogoś przedstawić.-Pablo dlaczego w takim momencie????? wtedy właśnie pojawiła się tajemnicza osoba. Od tej chwili nic nie było już takie jak wcześniej....
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nie mam pojęcia, czy wam się podoba, i czy chcecie jeszcze czytać tego bloga, ale powiem wam jedno-jakoś wróciła mi wena twórcza i jeśli zbierze się 10 osób, którym na blogu zależy, będę dodawać rozdział raz w tygodniu. ZGODA?
Pozdrawiam, chora Zuza Ł

sobota, 6 września 2014

Rozdział 59 i nowe zasady

CZYTAJ CAŁE
Leon
-O JASNA CHOLERA!-obudziłem się z krzykiem, ale nie miałem pojęcia gdzie właściwie się znajduję.
-Co się dzieje panie Verdas?-zaszczebiotała jakaś długonoga pielęgniarka
-Nic.-zbyłem ją krótko, a ponieważ popatrzyła z niedowierzaniem, to powtórzyłem:
-Nic się nie stało.-pokręciła się po sali, zauważyłem, że jestem w szpitalu.
-Dlaczego się tu znalazłem?-dodałem gdy zbliżyła się do mojej kroplówki
-Miał pan wypadek.-oznajmiła z szerokim uśmiechem i podała mi kilka tabletek
-W Y P A D E K?-znów powtórzyłem po niej
-Tak, ktoś pana potrącił, gdy przechodził pan przez ulicę.-po tych słowach usiadła na moim łóżku, zakładając nogę na nogę, szczerze, to miałem jej już trochę dość, więc rzuciłem niby od niechcenia:
-Czy jest może ktoś na korytarzu, kto chciałby mnie odwiedzić?-zmieszała się
-Ym, no tak jest.-odparła
-A kto?-dopytywałem, a ona szybko wstała
-Jakaś, sama nie mam pojęcia. Chyba ma na imię Violetta.
-Violetta Castillo?-zapytałem lekko się uśmiechając
-Chyba tak.-już miała wychodzić z sali, gdy poprosiłem:
-Może ją pani tu zawołać?
-Tak, oczywiście.-odpowiedziała pośpiesznie, a już po chwili zobaczyłem w drzwiach moją śliczną dziewczynę.
-Cześć! Jak się czujesz?-spytała od razu
-Bywało lepiej. Usiądziesz i posiedzisz ze mną chwilę?-zapytałem
-Jasne.-uśmiechnęła się szeroko i przyniosła sobie krzesło, które ustawiła koło mojego łóżka.
-Długo czekałaś?
-Tylko chwilkę, pamiętasz coś?-spytała
-Przed chwilą, nawet nie wiedziałem, że miałem wypadek. Kompletnie nic nie pamiętam. Wiesz kiedy mogę stąd wyjść?-zapytałem z nadzieją, że szybko.
-Jeśli nic Ci nie będzie przez noc, to już jutro rano. Muszę Ci coś powiedzieć.-nie zapowiada się na nic dobrego
-Tak?-zachęciłem ją do dalszej wypowiedzi
-Nie mogę Cię jutro odebrać ze szpitala, ale przyślę Ramallo. Gniewasz się?-chyba myślała, że się o to obrażę
-No jasne, że nie. Ale pod jednym warunkiem.-uznałem
-Jakim?
-Powiesz mi co będziesz robić.-chwyciłem jej rękę
-Umówiłam się z dziewczynami, bo...-nie dałem jej dokończyć:
-Bo kiedy się dowiedziałaś, że miałem wypadek nie dokończyłyście plot?-lekko uniosłem brew, a ona tylko pokiwała głową, a później zapytała:
-Gniewasz się?
-Jasne, że nie. Jakieś wiadomości o Angie?-tylko przecząco pokiwała głową
-Leon, powiedz mi, czy ty krzyknąłeś kiedy była u Ciebie pielęgniarka?-zmieniła temat, a wtedy opowiedziałem jej o tym okropnym śnie.
Francesca
-Słuchajcie!-krzyknęłam, zaraz po zakończeniu rozmowy z Violettą, a kiedy przestały rozmawiać oznajmiłam:
-Leon już się lepiej czuje, a Viola obiecała, że jutro się spotkamy.-wszystkie wyraziły swoją radość, a później kontynuowałyśmy
-Wiesz widziałam takie śliczne buty!-powiedziała Ludmi
-Jakie?-dopytywałam
-Lu, mówisz o tych co razem oglądałyśmy?-spytała Naty, a blondynka tylko pokiwała głową
-Przecież je fotografowałaś!-zauważyła Cami
-Pokarz, proszę.-poprosiłam
-Zobacz sobie.-powiedziała Ludmiła, podając mi telefon. Poszukałam butów, ale znalazłam coś więcej.
-Co to jest?-zapytałam, pokazując Ludmile zdjęcie, a ona opowiedziała mi całą historię
-Jak mogłaś?-wykrzyczałam prosto w twarz tej podłej blondynie, miałam już łzy w oczach
-Ale Fran...-nie pozwoliłam jej dokończyć
-JESTEŚ PODŁA! Nienawidzę Cię! Dlaczego mi nie powiedziałaś? A może czekałaś na odpowiedni moment, żeby mi zniszczyć życie?-wybiegłam i wpadłam na....
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Widzę, że jak się wkurzyłam to nawet więcej komentarzy się pojawiło. Uprzedzam, że następny rozdział będzie dopiero gdy pod tym pojawi się 10 komentarzy. 
Do następnego, pozdrawiam Zuza Ł

sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział 58, albo ostatni

Jeśli chcesz następny rozdział, przeczytaj WSZYSTKO

Ludmiła
Nie wierzę. Szybko wstałam z ławki i pobiegłam przed siebie, Diego udał się za mną. Zatrzymałam się przy pobliskim drzewie. Nadal nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Nie... To musiało mi się przewidzieć.
-O co chodzi?-zapytał nagle Diego
-Ciiiii.-uciszyłam go błyskawicznie, po czym odpowiedziałam cicho:
-O to chodzi.-wskazałam lekko ręką na Marco i Anę, a właśnie w tej samej chwili chłopak Fran został pocałowany przez swoją byłą. Diego się zmieszał, czyżby coś wiedział? Już chciałam iść w stronę obserwowanej dwójki, kiedy zostałam złapana w pasie.
-Zostań.-poprosił
-Nie.-zaprotestowałam i chciałam się wyrwać, ale miał więcej siły i usadził mnie sobie na kolanach
-Nie mieszaj się. Proszę.-powiedział ciepło, gładząc moje(oczywiście idealnie uczesane)włosy
-To chłopak mojej przyjaciółki!-zdenerwowałam się
-Właśnie. Twojej przyjaciółki, a nie twój.-nie rozumiałam dlaczego tak spokojnie o tym mówi
-Nie będę się wtykać pod jednym warunkiem.-zaproponowałam, a on w odpowiedzi pytająco uniósł brew
-Tylko zrobię zdjęcie. Jeśli Francesca się dowie, będę miała dowód.-to było głupie, no ale cóż
-Niech Ci już będzie.-powiedział lekko zrezygnowany, a ja popędziłam uwiecznić to jakże ,,cudowne" wydarzenie. Na moje szczęście, ta panna znów się do niego przyssała. Kiedy skończyłam, powędrowałam dumnie w stronę mojego chłopaka.

-Już?-zapytał
-Już.-odpowiedziałam
-Jesteś niemożliwa.-stwierdził
-Wiem, i za to mnie kochasz.-oznajmiłam szeroko się uśmiechając
-Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo. Dasz się zaprosić na kawę?-zaproponował
-Z chęcią.-musiałam się wreszcie oderwać od tych wszystkich zmartwień

Violetta
Leon jest naprawdę kochany, ale cały czas byłam jakaś taka inna. Można powiedzieć, że poddenerwowana. Kiedy Fran zadzwoniła proponując piżama party, zgodziłam się bez wahania. To mi na pewno poprawi humor. Więc pożegnałam się z moim chłopakiem, szybko wpadłam do domu, gdzie się spakowałam oraz przepytałam Ramallo czy są jakieś nowe wiadomości o Angie. Kiedy odpowiedział, że nie wiadomo nic nowego, udałam się do mojej przyjaciółki. Cami i Naty już były. Czekałyśmy tylko na Ludmiłę.
-Myślicie, że Diego ją naprawdę kocha?-zapytała nagle Camilla
-Nie mam pojęcia, nie siedzimy w jego sercu.-zażartowała Fran
-Ale musimy przyznać, że się zmienił.-dodała Natalia
-I to bardzo, a Ludmi jest przy nim taka szczęśliwa.-uznałam
-Na szczęście, jakoś się to wszystko poukładało.-powiedziała Naty, a wtedy wpadła Ludmiła, przepraszając za spóźnienie
-Jeszcze raz szalenie was przepraszam, zasiedziałam się z Diego. To co się układa? Włosy?-zapytała moja blond włosa przyjaciółka
-Nie, że nasze losy są okej.-dziewczyna Maxiego szybko ją poprawiła
-Zakochani czasu nie liczą.-uśmiechnęła się ruda
-Nie bądź taka dowcipna, bo pragnę przypomnieć, że ostatnio to od CIEBIE usłyszałam, że nie masz nawet czasu ze mną porozmawiać, bo lecisz na randkę z Andresem.-przypomniała włoszka, a Camilla tylko się zarumieniła
-Mam pytanie.-zaczęła niepewnie Ludmiła
-Dajesz.-zachęciła ją do dalszej wypowiedzi Natalia
-Jak wybaczyć zdradę?-zapytała
-To trudny temat.-zaczęła Fran
-Głównie skierowany do Camilli.-powiedziałam, ale od razu tego pożałowałam, ruda tylko się uśmiechnęła jakby w przebaczeniu
-Ja nie umiałam tego zrobić.-wyznała
-Ja też bym nie potrafiła.-zadeklarowała włoszka
-A ja na szczęście nie mam takiego problemu.-uznała uśmiechając się szeroko Naty, zadzwonił mój telefon.
-Dziewczyny lecę.-powiedziałam gdy tylko skończyłam rozmowę, spojrzały na mnie pytająco
-Leon miał wypadek.-rzuciłam i wyszłam
Leon
Obudziłem się, nawet nie wiedząc gdzie jestem, ani co się stało. Zaraz. Wcale się nie obudziłem, bo nie mogłem otworzyć oczu. Czułem, że głowa strasznie mi ciąży, po chwili usłyszałem dobrze mi znany głos. 
-Leon. Tak bardzo Cię kocham, nie zostawiaj mnie tu.-to była ONA
-Tak bardzo bym chciała, żebyś się teraz obudził i mnie przytulił.-wzięła mnie za rękę 
-Proszę, jeszcze raz Cię proszę nie zostawiaj mnie. Moje życie nie ma sensu bez ciebie.
-Leon.-jej aksamitny głos wypowiedział moje imię, po czym poczułem, że złożyła delikatny pocałunek na moim policzku. Poczułem także, że płakała, bo kilka jej łez spłynęło i na mnie. Teraz już wiedziałem, że mogę odejść spokojnie...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jest dość duża szansa, że jest to ostatni rozdział. Szczerze mówiąc, jeśli mam przestać pisać, to cieszę się, że chociaż odejdę z takim rozdziałem. Jest to jeden z niewielu rozdziałów, który mi osobiście się bardzo, ale to bardzo podoba.
 Kiedy już myślałam, że się ciut poprawiłam literacko, komentarze spadły. Kiedyś było do 30 komentarzy pod jednym postem, teraz nie ma ich nawet 10. Wniosek-słaba ze mnie pisarka.
Komukolwiek jeszcze zależy? Komuś się to podoba? Mam po co pisać? A może was męczy to opowiadanie? Ostatnio chyba nawet nikt nie czytał co zamieszczam pod rozdziałami. Mówię wam szczerze, daliście mi znak, że się nie nadaję do bycia blogerką. 
To już chyba koniec, mam jeszcze jedną prośbę. Powiedzcie mi czy do pisania bloga o modzie też się nie nadaję i skomentujcie http://be-what-you-may-be.blogspot.com/.
Może po raz ostatni,pozdrawiam was Zuza Ł

czwartek, 14 sierpnia 2014

Rozdział 57

Violetta
-Wytłumacz mi co to jest?-wycedziłam po raz kolejny machając Leonowi przed oczami znalezioną szminką
-To jest pomadka.-oznajmił z uśmiechem
-DO KOGO NALEŻY?-wrzasnęłam zdenerwowana
-Słuchaj kochanie, jesteś najważniejszą kobietą w moim życiu. Tak?-nic nie odpowiedziałam, ale zrobiło mi się tak jakoś ciepło, Leoś kontynuował:
-Jesteś najważniejszą kobietą, ale nie jedyną. Mam jeszcze matkę.-oznajmił jak gdyby nigdy nic
-Matkę?-zapytałam zdziwiona
-Tak, wiesz to taka kobieta, która mnie urodziła.-uśmiechnął się
-Wiem, ale dlaczego zostawiła tu swoją szminkę?-zapytałam podejrzliwie
-Ponieważ mieszka w innym mieście i gdy przyjeżdża do Buenos Aires w celach biznesowych odwiedza mnie. Jeśli nadal mi nie wierzysz, chodź.-powiedział i wziął mnie za rękę. Byłam osłupiała gdy zobaczyłam w szafie kilka marynarek, spódnic i eleganckich spodni. W innym rogu wisiały idealnie odprasowane koszule, a na dnie stały trzy pary pięknych, lakierowanych szpilek.
-To pokój mojej mamy.-oświadczył Leon, pokazując ręką po pomieszczeniu
-Yyy...Ja...Bardzo....-nie miałam pojęcia co powiedzieć
-Przepraszasz?-z uśmiechem podpowiedział Leon
-Tak.-było mi głupio
-Nic nie szkodzi, fajnie, że jesteś o mnie zazdrosna.-oznajmił radośnie
-Ja zazdrosna?-w odpowiedzi tylko pokiwał głową
-O ciebie?-teraz tylko na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech
-Chyba śnisz.-chciałam się obrócić, ale mój chłopak miał więcej siły i skierował mnie w swoją stronę. Popatrzyłam głęboko w jego oczy, a następnie złożył na moich ustach delikatny pocałunek. Jakby motyl musnął skrzydłami moje usta.
-Czasem warto pomarzyć, bo jest mała szansa, że marzenia się spełnią.-wyszeptał mi do ucha
Ludmiła
Jestem załamana, moje życie się rujnuje, i do tego Antonio jest jeszcze w szpitalu. Nie mam pojęcia co robić. Kilka łez poleciało po moich policzkach, a Diego... Matko jaki on kochany. Nic nie mówiąc przytulił mnie do swojej piersi. Następnie otarł moje łzy, mówiąc:
-Nie smuć się. Kocham Cię.-niestety stać mnie wtedy było tylko na krzywy uśmiech
-Porozmawiajmy.-no nie! pojawił się nie kto inny jak F e d e r i c o.
-Nie mamy o czym.-ucięłam krótko
-A jednak uważam inaczej. Jedna rozmowa i dam Ci spokój.-brzmi dobrze, popatrzyłam pytająco na Diego, a on tylko lekko się uśmiechnął i powiedział:
-Idź.-powiedział to z wymuszonym spokojem, po chwili byliśmy już w parku niedaleko szpitala.
-Czego chcesz?-zaczęłam ozięble
-Porozmawiać.
-To mów co chcesz.-nadal byłam niegrzeczna
-Kocham Cię.
-Przestań!!!-nakazałam, potem bardzo długo mówił jak mnie kocha i że jestem dla niego ważna, że chce do mnie wrócić, a za każdym razem, gdy pytałam o tę drugą laskę, odpowiadał, iż ona się nie liczy. Rozmawialiśmy (jeśli można to rozmową nazwać) bardzo długo.
-Dosyć tego!-powiedziałam, a on wtedy zrobił całkowicie niespodziewany ruch. A mianowicie pocałował mnie, nie mogłam się wyrwać. Nagle poczułam jak po moich policzkach znów ciekną łzy. Niestety, gdy już się od niego uwolniłam zobaczyła nadchodzącego Diega. Pobiegłam w jego stronę, ale powiedział, że chce zostać sam. Poszłam zobaczyć czy nie dowiedzieli się nic nowego na temat stanu zdrowia naszego dyrektora. Kiedy usłyszałam, że nie ma żadnych wiadomości, uznałam, że się przejdę. Cały czas nie mogłam przestać myśleć o tym dziwnym uczuciu kiedy Fede mnie całował. Cały czas myślałam o tej drugiej dziewczynie, czy ją też tak całuje jak mnie? Jak bardzo jest dla niego ważna? Kiedy tak się przechadzałam usłyszałam gitarę i głos Diega.

Dime el ritmo ponte a bailar 
Ven conmigo déjate besar 
Yo sé te va a gustar, 
mi estilo te va a conquistar 
Mis pies te mueve al compás,
se que no lo puedes evitar
No intentes luchar , 
Mi estilo te va a Conquistar 
Y es que yo soy así 
Mi vida es alocada 
Sin red y voy a mil 
Mi ley es doble o nada 
Y es que yo soy así
Con solo una mirada 
Vas a quedar de mi 
Por siempre enamorada


-Hej!-powitałam go, nie miałam pojęcia czy będzie chciał ze mną porozmawiać
-Cześć!-nawet nie wyczułam niechęci
-Możemy porozmawiać?-zapytałam już pewniejszym głosem
-Jasne. O co chodzi?-zapytał całkiem normalnie, jakby wszystko było ok
-Bardzo Cię przepraszam, ja..-przerwał, czyli chyba się nie gniewa, może zostaniemy choć przyjaciółmi
-Chciałaś przeprosić?-zapytał, a ja pokiwałam głową
-Rozumiem, to on Cię pocałował. Zresztą chyba chciałaś się wyrwać, ale mocno Cię trzymał.-jaki on kochany
-Bardzo Cię przepraszam.-powiedziałam, orazm chciałam go przytulić, ale mnie lekko odepchnął. Był zły. To zrozumiałe, byłam głupia. A już po chwili zrobił coś niemożliwego. Pocałował mnie. To był dużo lepszy pocałunek niż ten z Federico.
-To znaczy, że mi wybaczasz?-spytałam zestresowana
-Oczywiście.-powiedział
-Dzięki. Mogę mieć pytanie?
-Jasne.
-Dlaczego grałeś właśnie tutaj?
-To oczywiste. Tu poraz pierwszy rozmawialiśmy jak nie wrogowie. I powiem Ci, że myślałem o nas.
-Podzielność uwagi.-zaśmiałam się
-Ta, ty też możesz mi coś powiedzieć?
-Jasne.
-Federico jest nadal dla Ciebie ważny?
-Tak, choćbym bardzo chciała, moje serce podzielone jest między was dwóch. Przepraszam.
-Nic nie szkodzi, cieszę się, że choć połówka twojego serca bije dla mnie.-on się zmienił, kocham go. Po chwili zobaczyłam...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I następny rozdział, sama nie mam pojęcia co mi padło na głowę, że tak szybko dodaję rozdział, no ale cóż. Proszę o komentarze na tym blogu---> http://be-what-you-may-be.blogspot.com/
Do następnego, pozdrawiam Zuza Ł

środa, 13 sierpnia 2014

Rozdział 56

Violetta
Długo nie czekając zniechęcona perspektywą rozmowy z Jade odebrałam telefon.
-Halo?-zapytałam lekko znudzonym głosem
-Violettko, kochaniutka....-chyba zapomniała co chciała powiedzieć
-Taak.-czego ona chce?
-No więc... O.. Sama zapomniałam co chciałam powiedzieć... O!O! Już wiem!-znowu urwała
-Co wiesz?-jaka ona jest tępa
-Nigdzie nie ma twojego taty. Zostawił mi tylko kartkę....-przerwała, usłyszałam szelest jakby chciała mi przeczytać słowa notki od taty
-I co napisał na tej kartce?-mój głos ją pospieszał
-,,Jade, nie szukaj mnie. Będę gdzieś, gdzie nikt mnie nie znajdzie. Szukając szczęścia. Z miłością mojego życia" To tyle. Nie rozumiem, on mnie kocha tak bardzo, że... Jedziemy do Europy!-zapiszczała do telefonu
-Ok.-nie wiedziałam co więcej powiedzieć, więc się rozłączyłam, a następnie przekazałam wszystkim najnowsze wiadomości.
-German porwał Angie.-podsumował Ramallo, kiedy wszystko już powiedziałam
-Nie wyciągajmy pochopnych wniosków.-zaproponowała Helena (przyjaciółka Angie)
-To jest oczywiste! Mamy tu auto Germana, Angie zniknęła. Jeszcze czoś wam wytłumaczyć?-Ramallo ma rację, ojciec już od dawna się zarzekał, że kocha Angie.
-Co robimy?-zapytał Leon
-Chciałabym pojechać odwiedzić Antonia.-powiedziała cicho babcia
-Jasne. My poszukamy Angie.-oznajmił Ramallo zwracając się też do Leona, którego odpowiedzią było skinienie głowy
-Jadę z wami!-oświadczyła Helena, i oddalili się zostawiając mnie sam na sam z roztrzęsioną babcią
-To ja zamówię taksówkę.-zaproponowałam, po chwili byłyśmy już w drodze do szpitala. Kiedy dotarliśmy na miejsce, zestresowani uczniowie czekali pod salą gdzie leżał dyrektor. Babcia złapała jakiegoś lekarza, który zadał standardowe pytania. Nie, nie była ona rodziną Antonia, więc nie mogła go odwiedzić. Nagle jak anioł pojawił się kolega Ludmiły dzięki któremu babcia dostała się do sali swojego przyjaciela. Chciałam zadzwonić do Leona, ale mój telefon był rozładowany.
-Lu!-zwróciłam się do przyjaciółki
-Co jest?
-Pożycz telefon.-dodzwoniłam się do Leona, nic nie znaleźli nowego. Chciałam powiedzieć wszystko babci. Podeszłam do drzwi i usłyszałam coś, co zmroziło mi krew w żyłach. ,,Antonio, nie zostawiaj mnie samej. Wiesz jak bardzo Cię kocham i zawsze kochałam. Całe życie. A teraz chcesz, żebym została tu sama. Teraz kiedy nasza córka gdzieś zniknęła?" wyszlochała. Że co proszę? Angie-córką Antonia? A moja mama? Co z dziadkiem? Nie mogłam uwierzyć w to co przed chwilą usłyszałam. Wybiegłam szybko ze szpitala, nie zwracałam uwagi na gapiących się na mnie ludzi. Usiadłam na krawężniku i zaczęłam płakać jak głupia. Chyba długo rozmyślałam, gdy do moich uszu dobiegł ukochany głos:
-Co się dzieje kochanie?-jedno imię-LEON
-Wszystko mi się rozwala.-zapłakałam mu prosto w tors
-Spokojnie, tylko spokojnie...-powiedział mocniej mnie przytulając, oraz głaszcząc po głowie
-Jak mam być spokojna?-moje łzy kompletnie zmoczyły jego koszulę

-Opowiesz co się stało?-zapytał spokojnie, a ja nadal byłam otulona jego silnymi ramionami, kiedy trochę się ogarnęłam, opowiedziałam co usłyszałam.
-Podsłuchiwałaś?-zapytał z uśmiechem Leon gdy skończyłam
-Nie!-zaprzeczyłam od razu
-Nie?-jego to chyba bawiło
-NIE! Usłyszałam to przez przypadek.-wytłumaczyłam się
-Przez przypadek powiadasz?-delikatnie uniósł brew
-Tak.-potwierdziłam, a on tylko się lekko uśmiechnął
-Ja już nic nie wiem.. Moja babcia... Ona..-mówiłam bez ładu i składu
-Ona chce z tobą porozmawiać.-o wilku mowa
-To ja was zostawię.-zaproponował Leon, oddalając się
-Nie...-zaprotestowałam, ale już go nie było
-Nie mam ochoty z tobą rozmawiać.-oświadczyłam chłodno
-Violetto, proszę...
-Nie chcę z tobą rozmawiać. Rozumiesz?-to było perfidne, ale jak nie rozumiała kiedy byłam grzeczna, to już nie moja wina
-Nie znasz całej historii. Nie osądzaj mnie.-tego już za wiele
-Nie znam skomplikowanej historii? Co jest trudnego w tym, że zdradzałaś dziadka?!?!?!-wykrzyczałam jej prosto w twarz i odeszłam
-Tak szybko?-zapytał Leon gdy tylko się pojawiłam na szpitalnym korytarzu
-Nie chce mi się o tym gadać.
-Ok.
-Możesz mnie stąd zabrać?-zapytałam pośpiesznie
-Gdzie tylko chcesz.-oznajmił
-Do Angie, albo do domu, chociaż nie... Może...-przerwał mi
-Może do mnie?-zaproponował
-Bardzo chętnie.-odpowiedziałam z uśmiechem, a Leon podał mi kask. Po kilku minutach byliśmy już w jego mieszkaniu. Oglądałam je bardzo dokładnie. Aż w końcu natknęłam się na bardzo ciekawy przedmiot.
-LEON!-zawołałam, a on szybko przybiegł do łazienki
-Co to jest?-wycedziłam pokazując burgundową szminkę
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dobrze kochani moi. Niby nie było pod ostatnim 15 komentarzy, ale miałam dobry humor.(oczywiście dzięki wam)Przepraszam, że trochę krótki. Dziękuję za ocenę mojego modowego bloga. Dzięki tym opinią mam więcej chęci do pisania. Zapraszam do komentowania moich obydwóch blogów. LINK {jest do modowego bloga} (jak będzie na blogu modowym 5 komentarzy, a na tym mniej niż 15 to dodam taj nexta)
Pozdrawiam Zuza Ł

czwartek, 7 sierpnia 2014

Rozdział 55

Violetta
Właśnie sobie przypomniałam, że już za dwa dni jest ślub Angie. Chyba wyglądałam na zmartwioną, bo Leon od razu spytał czy nic mi nie jest.
-Jest ok, tylko zapomniałam o piosence.-powiedziałam bez emocji
-Jakiej piosence?-nie miał pojęcia o co mi chodzi
-Na ślub Angie. Miałam napisać coś specjalnego, ale kompletnie zapomniałam. To już za dwa dni.-wytłumaczyłam
-To napiszmy ją razem.-zaproponował, a ja bez na to przystałam, co prawda na początku mówiłam, że nie damy rady, bo mamy za mało czasu. Leon jednak mnie uspokoił i po kilku godzinach mieliśmy idealną piosenkę o tytule ,,Podemos".  Obiecał mi, że zaśpiewamy ją razem. Wieczorem w domu panowała nie miła atmosfera. Olga wypaplała, że ślub Angie już niedługo i się zaczęło piekło. Ojciec był wściekły, bo nie został zaproszony. Jade biegała po domu jak wariatka, krzycząc: ,,German, spokojnie. A może pojedziemy w podróż do Europy?" Jedynie Ramallo zachowywał się normalnie. Miałam ich dosyć, więc poszłam wcześniej spać. Rano szybko wymknęłam się z domu. W studiu znowu była awantura. Oczywiście Diego kontra Federico.
-Zrozum raz na zawsze! Ona kocha MNIE!-ostatnio Fede ciągle to powtarzał
-Nie. To ty zrozum, że ją zraniłeś.-Diego już prawie by mu wycedził w twarz, ale Ludmiła lekko go chwyciła i się opamiętał.
-Proszę, zostaw go. Zrób to dla mnie.-powiedziała cicho Ludmi, a Diego potulnie się oddalił
-MAM CIĘ DOŚĆ! NISZCZYSZ MI ŻYCIE! ROZUMIESZ?-wykrzyczała Ludmiła, i nie czekając na odzew ze strony swojego byłego chłopaka, ruszyła w stronę studia.
-Cześć.-powitała mnie Naty
-Hej, powiedz mi czy te jadki się kiedyś skończą.
-Mówisz o Fede i Diego? Myślę, że raczej jeszcze długo potrwają. Federico nie może zrozumieć, jak bardzo zranił Ludmiłę.-stwierdziła
-A Diego?-zapytałam, może wiedziała więcej niż udało mi się wyciągnąć z Lu
-Nie wiem. Wszyscy uważają go za złego, bo spiskował z Larą i zniszczył związek twój i Leona.-to prawda, w odpowiedzi zaledwie pokiwałam głową, a Natalia kontynuowała:
-Ale mam takie dziwne wrażenie, że on się zmienił. Ludmiła jest przy nim taka inna, a i on zachowuje się inaczej niż zwykł to robić.
-Masz rację, ja także to zauważyłam.-skwitowałam krótko
-Muszę lecieć. Maxi na mnie czeka.
-Pa!-powiedziałam, a jej już nie było, więc udałam się do studia. Dzień był całkiem przeciętny, ale następny zapowiadał się perfekcyjnie.
Następnego dnia
Obudziłam się wcześniej, szybko zjadłam śniadanie, wzięłam sukienkę i popędziłam do domu mojej cioci. Angie już czekała wraz z babcią i swoją koleżanką. Jej suknia była śliczna, oczywiście widziałam ją już wcześniej, ponieważ pomagałam przy jej zakupie. Kiedy każda ze zgromadzonych pań zdążyła się już zachwycić cudownym strojem panny młodej zaczęłyśmy się wszystkie czesać i malować. Każda z nas wyglądała cudownie, ale oczywiście moja ciocia wyglądała zabójczo. Podjechała po nas limuzyna, która zabrała wszystkich do kościoła.
-Violetta!-Leon mnie zawołał i pobiegłam w jego stronę, wyglądał ślicznie. Miał dopasowany czarny garnitur, błękitną koszulę i wąski, czarny krawat.
-Hej.-powiedziałam i na powitanie pocałowałam go w policzek
-Ślicznie wyglądasz.-chyba się zarumieniłam
-Dzięki.-nie dał mi powiedzieć nic więcej
-Słuchaj, czy to nie jest przypadkiem samochód twojego taty?-powiedział wskazując na na czarne auto, było identyczne jak ma mój ojciec
-Pewnie Ramallo wziął samochód ojca, bo jego często się psuje.-to było bardzo racionalne wytłumaczenie
-Jesteś pewna? Wiesz, że jeśli twój tat...-teraz ja mu przerwałam
-Wiem. Jak ojciec się tu zjawi, to będzie masakra.-podsumowałam krótko
-Może zadzwoń i spytaj.-zaproponował Leon
-Jasne.-już po chwili zauważyłam Ramallo, który wychodzi z kościoła z komórką w ręku. Pomachałam, i automatycznie pojawił się koło nas.
-Co się stało?-zapytał od razu
-Twoje auto stoi w serwisie?-zadałam pytanie na jednym wdechu
-Tak, już od czterech dni. A dlaczego pytasz?-zdziwił się
-Czym przyjechałeś?-nie zwracałam uwagi na to co mówił
-Taksówką. Dlaczego was to tak interesuje?
-To jesteśmy w niezłym bagnie.-powiedziałam i schowałam się w objęciach Leona
-Ktoś mi wytłumaczy o co wam do licha chodzi?-teraz Ramallo był zdenerwowany
-To jest auto ojca Violi?-stwierdził Leon pytająco
-Tak, i?-zniecierpliwił się nasz rozmówca
-To jest samochód GERMANA, a jesteśmy na ślubie ANGIE.-powiedział pomału mój chłopak, a Ramallo chyba zrozumiał, bo przeklął siarczyście.
-My go z Leonem poszukamy, a ty poinformuj Angie.-zwrócił się do mnie Ramallo, zgodziłam się i gdy się obróciłam zadzwonił mój telefon. To była Ludmiła.
-Halo.-odebrałam pośpiesznie
-Vilu, jest problem. Mega problem.-mówiła chyba przez łzy
-A konkretniej.-nic nie odpowiedziała, w tle usłyszałam męski głos: ,,Pani Ferro? Zapraszam"
-LUDMI! CO SIĘ DZIEJE?-wykrzyczałam do telefonu
-Antonio dostał zawału!-rozłączyła się, dużo nie myśląc zadzwoniłam do Fran. Dowiedziałam się niewiele więcej. Dostał jakąś wiadomość i to tyle. Dyrektor studia znajduje się teraz w szpitalu. To niemożliwe, na sto procent jest gdzieś w kościele, przecież był zaproszony. Uznałam, że zanim znajdę Angie, poszukam babci. Znalazłam ją, ona zdenerwowana szukała swojego przyjaciela. Powiedziałam jej złe nowiny. W tym momencie pojawiła się przyjaciółka mojej cioci oświadczając z przerażeniem:
-Angie zniknęła! Nigdzie jej nie ma!-zaraz po tym zjawili się Ramallo i Leon
-Nigdzie nie ma Germana.-uznał Ramallo
-To jest najmniejszy problem.-powiedziałam
-Takie pytanie, gdzie stał samochód twojego ojca.-dopytywał Ramallo
-Gdzieś tam.-pokazał mój chłopak
-GDZIE? Tam nic nie ma.-zauważył Ramallo, dokładnie wtedy mój telefon znów zabrzęczał. to była... JADE??????
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Taki króciutki, ale następny będzie na pewno dłuższy. Zasady takie jak zwykle. Jeśli mi pomożecie to next pojawi się za mniej niż tydzień.  Chcecie szybciej next? Co zrobić?
1. Wejść na bloga, do którego jest tu link. L I N K
2. Ocenić w skali 1-6
3. Napisać czy usunąć czy zostawić
4. Napisać, czy będziecie czytać czy nie
*Wszystko to zrobić w komentarzu pod postem
Pozdrawiam Zuza Ł