poniedziałek, 6 lipca 2015

Rozdział 67

Leon
Przez resztę piosenki utrzymywaliśmy kontakt wzrokowy. Jej uśmiech był taki delikatny. Jej blond loki swobodnie opadały na szczupłą twarz. Nawet nie spostrzegłem kiedy zeszła ze sceny.
-Leon!-wykrzyknęła zbiegając ze sceny, nie do końca wiedziałem co zrobić
-Bridgit.-powiedziałem bez entuzjazmu, to było moje szybkie postanowienie. Będę traktował ją na dystans.
-Hej, Leoś. Nie tęskniłeś za mną?-pogładziła mnie po policzku, lecz szybko odepchnąłem jej dłoń. Rękę, która była tak delikatna, zupełnie jak wtedy.
-Względnie.-odpowiedziałem beznamiętnie
-Leon... Wróciłam, znów możemy być razem.-jeszcze rok temu oddałbym wszystko za to jedno zdanie. A co teraz.
-To nie jest takie łatwe.-próbowałem jakoś się wymigać.
-Rozumiem, zraniłam Cię, ale błagam nie skreślaj nas.-(NAS) rozbrzmiało w mojej głowie i w jednej chwili przypomniały mi się wszystkie wspólne chwile
-Dobrze, daj mi czas. Wszystko stało się tak nagle. Bądźmy na razie przyjaciółmi.-zaproponowałem. Czy ja to naprawdę powiedziałem?
-Jak sobie życzysz!-rzuciła mi się na szyje i wyszeptała mi do ucha:
-Kocham Cię.
Ludmiła
Czy on to naprawdę powiedział? Co z Violettą? O NIE! Właśnie tu weszła i ich zobaczyła. RAZEM!
-Lu...-WOW! Zobaczyła mnie po 15 minutach robienia maślanych oczek do Leona.
-Cześć.
-Siostrzyczko! Tak strasznie tęskniłam!-teraz to mnie prawie udusiła. Jak Leon to wytrzymywał?
-Ta, muszę lecieć.-powiedziałam i szybko wyszłam. Czy to był błąd? Może nie powinnam zostawiać ich samych?
Znalazłam Violettę, była roztrzęsiona. Przytuliłam ją, próbując pocieszyć na milion sposobów. Nic nie pomagało.
-Kim ona jest?-załkała
-To Bridgit...-starałam się nie wchodzić w szczegóły. Siedziałyśmy dość długo, praktycznie w ciszy. Nagle ktoś otworzył drzwi.
-Cześć!-zza drzwi pokazał się mój chłopak
-Ludmi! Możemy pogadać?-poprosił
-Diego, nie teraz.... Muszę zostać z Violą.
-Idź. Później Cię znajdę.-zaproponowała Violetta, a ja poszłam pogadać z Diego.
Violetta
Jak on mógł tak szybko się pocieszyć? Może skłamał mówiąc o tej piosence? Bridgit... Nienawidzę jej! Pobiegłam do domu i rzuciłam się na łóżko. Zaczęłam sprawdzać wiadomości.
FRAN: Co u was?
JA: Nawet nie pytaj... Wszystko się rozwala.
FRAN: Opowiadaj.
                                                    JA: historia z Leonem
FRAN: Nadal nie mogę w to uwierzyć, wiesz kim jest dziewczyna z którą się obściskiwał?
                                                      JA: Ma na imię Bridgit.
FRAN: Czekaj, co?
                                  JA: Bridgit.
FRAN: MASAKRA!
                                                                                      JA: Nic o niej nie wiem. Błagam powiedz co o niej wiesz.................................................
FRAN: Bridgit to starsza siostra Ludmiły, a co ważniejsze była Leona. Bardzo się kochali. Mieli po 17 lat kiedy się poznali. Leon był wtedy chłopakiem Lu, ale nie wściekaj się. Nic do siebie nie czuli. Pewnego dnia, Leon przyszedł po Ludmi, ale zamiast niej spotkał Bridgit. Zakochali się w sobie od pierwszego wejrzenia. Kiedy Lu się dowiedziała, od razu z nim zerwała. A Leon i Bridgit mogli oficjalnie być parą. Byli ze sobą pół roku, ale później ona dostała propozycję wystąpienia w musicalu. Musiała wyjechać. Powiedziała Leonowi, że nie chce związku na odległość, więc wykasowała z jego telefonu swój numer, z tego co wiem nie odpowiadała na jego maile. To tyle.
                                                                       JA: Nie mogę w to uwierzyć. Ale Ludmiła i Leon wciąż się przyjaźnią.
FRAN: Lu naprawdę kochała Leona, ale jak brata, lecz Bridgit nigdy nie wybaczyła.

Zamknęłam laptop i się popłakałam, znów. Usłyszałam, że ktoś wchodzi po schodach. Następnie ktoś otworzył drzwi. Podniosłam wzrok, to była dziewczyna Ramalla-Esmeralda.
-Violetto, przyniosłam Ci kolację.-powiedziała stawiając tacę z jedzeniem na moim biurku.
-Dzięki.-starałam się aby moja odpowiedź była neutralna, ale głos mi się załamywał.
-Co się dzieje? Jeśli nie chcesz to nie mów.-zaproponowała, poczułam, że mogę jej zaufać.
-Nie mam siły znów tego opowiadać...-urwałam
-Oczywiście, rozumiem.-wstała i chciała wychodzić
-Nie o to chodzi, po prostu weź laptop i przeczytaj kilka wiadomości. Naprawdę nie chcę znów tego opowiadać.-po moich słowach Esmeralda zaczęła czytać. Jej oczy znacznie się rozszerzały po każdym przeczytanym zdaniu. Kiedy skończyła, podeszła do mnie i przytuliła mnie.
-To okropne, ale minie Ci.
-A jeśli nie? Jeśli będę go kochała już do końca, tak jak Ramallo kochał Ciebie?-nie mogłam zapanować nad łzami.
-Będzie dobrze.-raczej nie wiedziała co powiedzieć. Może to dziwne, ale przy niej poczułam jakbym miała znów mamę, albo Angie.
-Angie...-wyszeptałam.
-Właśnie!-Esmeralda nagle poderwała się na równe nogi.
-Stało się coś?
-Tak, ale raczej pozytywnego.-odparła z uśmiechem
-Powiesz mi?
-Dzwonił dziś Pablo... Znalazł Angie!
-To fantastycznie!-krzyknęłam. Przez chwilę rozmawiałyśmy. Nawet zrobiło mi się trochę lepiej.
-Ktoś idzie!-powiedziałam, a drzwi się otworzyły. Moje zdziwienie nie znało granic.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mieszam, tak wiem. Mam małe opóźnienie, jednak wy także nie napisaliście 10 komentarzy, jednak postanowiłam dodać choć krótki rozdzialik. Chciałabym go zadedykować osobie która chyba opuściła mnie na pewien czas, ale wróciła i ogromnie jej za to dziękuję. Olivia Blanco, ten rozdział jest zadedykowany właśnie Tobie.
Pozdrawiam, Zuza Ł


niedziela, 28 czerwca 2015

Rozdział 66-czytaj całość!

Violetta
-O co mi chodzi? Ty się jeszcze śmiesz pytać o co mi chodzi?-zaczęłam krzyczeć, ale nadal łzy leciały po moich policzkach. Próbowałam jakoś je powstrzymać, lecz to było silniejsze ode mnie.
-Tak, powiedz mi dlaczego płaczesz.-powiedział tak zwyczajnie. Właśnie, zwyczajnie i chyba to zdenerwowało mnie jeszcze bardziej.
-JAK MOŻESZ?-nic nie powiedział, tylko patrzył na mnie zdziwiony, dopiero po chwili zaczął:
-Wytłumaczysz mi wreszcie o co chodzi?-jeszcze śmie się głupio pytać?
-O to, że mnie zdradzasz!-krzyknęłam tak głośno, że chyba usłyszały to wszystkie osoby w studiu.
-Że co, proszę?-zapytał zdezorientowany
-Nie kłam, słyszałam, jak mówiłeś o NIEJ Andresowi.-wyraźnie podkreśliłam przedostatnie słowo, przyjaciel Leona dostał ataku śmiechu, tylko na niego popatrzyłam i kontynuowałam:
-Widzisz? Andres śmieje się, że dopiero teraz to odkryłam. Dlaczego mi to zrobiłeś?
-Daj mi to wytłumaczyć.-poprosił
-Ale co ty chcesz tu tłumaczyć? Z nami koniec.
-NIE ZDRADZAM CIĘ!-jak on mógł kłamać mi w żywe oczy
-Więc kim jest ta ONA?-zażądałam wyjaśnień
-To piosenka, którą dla Ciebie napisałem, miałem Ci ją zaprezentować za tydzień, bo dokładnie wtedy będzie rok jak się znamy.-o matko! Zrobiło mi się tak strasznie głupio!
-Leon... Ja Cię przepraszam... Naprawdę Cię przepraszam.-nie wiedziałam co powiedzieć
-Okay.-wyczułam chłód w jego głosie. Chciałam go pocałować, ale mnie odepchnął.
-Leon?
-Tak jak powiedziałaś, z nami koniec.
-Ale, ja Cię bardzo przepraszam.
-I co z tego? Już raz mi nie wierzyłaś. Pamiętasz? Mam tego dość. Nie mogę być z kimś, kto mi nie wierzy i ciągle zarzuca zdradę. Z nami koniec.-starałam się nie rozpłakać. Więc tylko rzuciłam:
-Dobrze.-głos mi się załamywał, więc wyszłam. Znów biegłam przed siebie, kiedy dotarłam do sali, z której wyruszyłam, zaczęłam płakać. Wszyscy tam zgromadzeni zebrali się wokół mnie. Ludmiła odezwała się pierwsza:
-Co się stało?-jej głos był zupełnie normalny, taki jak zawsze. Nie słychać w nim było ani trochę załamania czy smutku.
Postanowiłam opowiedzieć im całą sytuację, gdy skończyłam, zauważyłam na ich twarzach zmieszanie. Jakby nie wiedziały co zrobić. Po chwili tzw. "zawieszenia" Lu bez słowa do mnie podeszła i przytuliła mnie.
-Będzie dobrze.-wyszeptała, dziewczyny podeszły do nas także nas przytulając. W sumie to nawet nie wiem kiedy Diego się "ulotnił", zostawiając nas same.
Ludmiła
I jak ja mam jej to teraz powiedzieć? Mówiąc prawdę zranię ją jeszcze bardziej. Mówiąc pół-prawdę także ją skrzywdzę. Muszę jak najszybciej pogadać z Leonem. Powinien wiedzieć, że Bridgit przyjeżdża.
-Dziewczyny muszę coś załatwić, zaraz wrócę.-nie czekałam na ich reakcje, po prostu wyszłam. Przemierzałam studio szukając Verdasa. Usłyszałam Andresa, uznałam, że Leon powinien być tam gdzie jego przyjaciel. Bez pukania weszłam do klasy.
-Andres, zostaw nas samych.... Proszę.
-Cześć Lu! U mnie okay, miło, że pytasz!-zakpił, lecz wściekłam się
-WYJDŹ!-zażądałam
-Spoko, nie denerwuj się!-rzucił na odchodnym
-Co się stało?-zapytał od razu Leon
-Musimy pogadać.-stwierdziłam, podchodząc bliżej niego. Następnie usiadłam. Nie zwracał na mnie uwagi, więc wyrwałam mu zeszyt, który trzymał w rękach.
-Jeśli chodzi o Violettę, to nie mam zamiaru o niej gadać.-powiedział szorstko
-Nie chodzi o nią, a może... Właściwie też trochę o nią...-plątałam się w zeznaniach
-To jest sprawa między mną i nią, więc bądź tak miła i się nie wcinaj.-zaproponował sarkastycznie
-Nie o to chodzi...
-Więc?
-Bridgit przyjeżdża...
-Co?
-To co słyszałeś. Przykro mi.-nie wiedziałam co mu powiedzieć
-Mówiłaś, że nie masz z nią kontaktu!-wściekł się
-Bo nie miałam!
-Dwa lata się nie odzywała i nagle postanowiła tak zwyczajnie wrócić na stare śmieci?-krzyknął żywo gestykulując
-Boli mnie to tak samo jak i Ciebie.-zaczęłam płakać, a on mnie przytulił
-Damy radę. Kiedy tu będzie?-spojrzałam na zegarek
-W zasadzie już powinna tu być.-westchnęłam
-Słyszysz to?-zapytał nagle
-Ten głos...
-To ona!-zawołał i zaczął iść w miejsce z którego dobiegał dźwięk, stwierdziłam, że pójdę za nim.
Leon
Czy to możliwe? DWA LATA! Jej głos jest taki sam... Piękny, melodyjny, niepowtarzalny... Wróciła! Czy to jest jakiś znak? Jeszcze rano byłem szczęśliwy z Violą. A teraz? Wszystko się zmieniło. Wróciła ONA.
Wszedłem do sali i wryło mnie w podłogę. Była jeszcze piękniejsza niż dwa lata temu. Ale jej głos... On wcale się nie zmienił. Spojrzała na mnie. Jej oczy też były takie jak przed laty. Patrzyłem na nią. Na dziewczynę, którą tak bardzo kochałem. Na dziewczynę, która zniszczyła mi życie.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
WRÓCIŁAM! A wraz ze mną rozdział, który cholernie mi się podoba! Napisałam już następny, ale nie mam pojęcia czy go opublikuję.
Są wakacje i mam na nie postanowienie. Obiecuję, że jeśli pod rozdziałem będzie minimum 10 komentarzy, dodam nexta za tydzień. Wszystko zależy od was.
Wszyscy, którzy komentujecie i czytacie jesteście wspaniali. To wy nadajecie sens temu blogu. Są jednak 2 wyjątkowe dziewczyny, którym chcę zadedykować ten rozdział. Asia i Zuzia B są ze mną najdłużej i to właśnie dla nich jest ten rozdział.
Postanowiłam także przez całe wakacje dawać dedykacje pod rozdziałami. Jeśli wam zależy, komentujcie, a może to właśnie wam coś zadedykuję. (Co do Anonimów, podpisujcie się imieniem bądź ksywą, bo też zasługujecie na dedykację)
Jeśli macie jakieś pytania, zadawajcie! Postaram się na nie odpowiedzieć
Pozdrawiam, Zuza Ł

niedziela, 17 maja 2015

Miniaturka Leonetta: Moja była i twój ex będą mieli przepiękny ślub

Mam 20 lat. Jestem spełniona zawodowo. Uwielbiam moją pracę. To właśnie muzyka daje mi szczęście. Gdy śpiewam, nic innego się nie liczy. Cieszę się z każdego koncertu i nowo wydanej płyty. Kochom moją pracę. A rodzina? Moja mama nie żyje od wielu lat, a tata zawsze mnie wspiera, choć na początku nie było łatwo, to pokonaliśmy wszystkie przeciwności losu. Moje przyjaciółki pomagają mi, są cudowne. Zupełnie jakby były moimi siostrami. Czego chcieć więcej?

Właściwie niczego mi nie brakuje, niczego poza miłością. Mój chłopak, a właściwie już ex-chłopak nie odzywał się do mnie od wieków. Zerwał ze mną, gdyż poświęcałam się pracy, więc teraz mam tylko ją, tatę i przyjaciółki.

Jestem Violetta Castillo
 
Tak właśnie skończył się jeden z wielu wpisów w moim pamiętniku. Kiedy go zamknęłam, pojawiły się moje wspaniałe przyjaciółki, które były już spóźnione. Powitałyśmy się serdecznymi uściskami, a następnie Camilla zaproponowała kawę. Po dotarciu do kawiarni oraz złożeniu zamówienia, zaczęłyśmy rozmowę. Jednak Fran nagle spoważniała.

-Coś się stało?-zapytałam zauważywszy jej pobladłą twarz.

-Tak, znaczy nie, to znaczy....-zawiesiła się

-Możesz nam o wszystkim powiedzieć, spokojnie.-Cami starała się ją uspokoić.

-Muszę wam coś powiedzieć, ale błagam Violu obiecaj, że się na mnie śmiertelnie nie wściekniesz.-poprosiła, a ja się zgodziłam. W końcu jak mogłabym się na nią gniewać?

-Więc?-starałam się, aby mój głos był przyjazny i zachęcił ją do zwierzeń

-Ja się z kimś spotykam.-wyjąkała prawie bezdźwięcznie

-TO FANTASTYCZNIE!-wykrzyknęłam razem z Camillą, a wszyscy dookoła się na nas dziwnie spojrzeli.

-Z kim?

-Od kiedy?

-Dlaczego nic nie wiemy?-zaczęłyśmy ją zasypywać milionem pytań.

-Uspokójcie się, zaraz wam wszystko opowiem.-zaproponowała Włoszka

-Ze szczegółami.-zażądała Ruda

-To zaczynaj! A my słuchamy Cię lepiej niż radia.-wszystkie się zaśmiałyśmy

-To trwa od niedawna, ale nareszcie się zakochałam! Myślałam już, że po Leonie to niemożliwe, ale jednak udało mi się!-mówiła, a z każdym jej słowem, uśmiechała się coraz bardziej

-Zdradź nam jego imię.-poprosiła Cami

-To mega trudne, więc jest to...-nie dokończyła, bo przy moim krześle pojawiły się dwie nastolatki

-Violetta Castillo!-zapiszczały, a następnie mówiły dalej:

-Możemy prosić o autograf?-pokornie spełniłam ich prośbę, a po napisaniu autografów i zdjęciach z fankami wróciłam do rozmowy z przyjaciółkami.

-Wybaczcie dziewczyny. Na czym to skończyłyśmy?-było mi trochę głupio

-Fran, powiedz w końcu kim jest ten twój królewicz.-ponaglała ją Camilla

-Diego to mój chłopak.-oznajmiła na jednym wdechu Włoszka

-Że co?-znów mówiłam razem z Rudą

-Błagam, nie wściekaj się....-Nie, nie mogę. Jest moją przyjaciółką, a on moim byłym chłopakiem... Nie mogę się obrazić. Ale ja go chyba nadal kocham

-Nie jestem zła. Cieszę się waszym szczęściem.-stwierdziłam z wymuszonym uśmiechem. Reszta spotkania przebiegła w miłej atmosferze, rozmawiałyśmy o wszystkim i o niczym, a następnie każda z nas udała się w swoją stronę.

Przez pewien czas miałam masę pracy. 5 koncertów, dokończenie piosenek na nową płytę i milion innych spraw, dlatego nie spotykałam się z dziewczynami. Oczywiście codziennie do siebie dzwoniłyśmy, albo pisałyśmy. Pewnego dnia, gdy wróciłam do domu totalnie wykończona, zastałam w skrzynce na listy zaproszenie. Nie było to byle jakie zaproszenie, gdyż informowało o ślubie mojej przyjaciółki i mojego ex chłopaka.

Postanowiłam, że trochę zwolnię. W końcu każdemu należy się odpoczynek. Zaproponowałam Fran pomoc przy organizacji jej "Wielkiego Dnia". Jako Druhna Honorowa miałam masę pracy, ale Diego (nasze stosunki stały się czysto przyjacielskie, mimo, że nadal żywiłam do niego inne uczucie) obiecał, że jego drużba mi pomoże. Moje zdziwienie było niewyobrażalne, gdy okazało się, iż drużbą mojego ex jest były mojej przyjaciółki.

-To jakiś żart?-zapytałam lekko zniesmaczona gdy przed moimi oczami ukazał się nie kto inny jak Leon Verdas

-Mógłbym spytać o to samo.-odparł z iście szelmowskim uśmiechem

-Zabierajmy się do pracy.-chciałam jak najszybciej ukrucić tą wymianę zdań, zarzuciłam Leona robotą i sama także wpadłam w wir przygotowań. Postanowiliśmy nie wchodzić sobie w drogę, sumiennie wykonując swoje zadania, jednak pewnego razu wszystko się zmieniło.

Dzień przed ceremonią zaślubin dekorowałam kościół kwiatami, uznałam, że białe orchidee będą idealne na tą okazję. Oczywiście chciałam by wszystko wyszło perfekcyjnie, więc weszłam na drabinę poprawiając girlandy zwisające z sufitu kościoła. Zachwiałam się na drabinie i spadałam w dół, jednak zamiast na zimną posadzkę świątyni, wpadłam prosto w ramiona Leona.

-Może lepiej nie właź więcej na drabinę, bo następnym razem Cię nie uratuję, gdyż mam zamiar wybrać się do domu i wyspać.-uznał ironicznie. Fakt, było już późno, a on cały czas majstrował przy nagłośnieniu

-Obejdzie się.-odwarknęłam

-Zwykłe dziękuję starczy.-stwierdził z krzywym uśmiechem, ja tylko spiorunowałam go wzrokiem.

-Choć już do domu, jest późno, a zrobiłaś wszystko idealnie. Moja była i twój ex będą mieli przepiękny ślub.-zażartował, a ja się rozpłakałam.

-Hej, nie płacz. Co się stało?-przytulił mnie do siebie. Zapomniałam dodać, że cały czas trzymał mnie w ramionach.

-Ja go chyba nadal kocham...-płakałam, a głos mi się załamywał. Moje łzy zdążyły zmoczyć jego koszulę.

-Chętnie o tym posłucham, ale byłabyś tak miła i zlazła już ze mnie? Może chodźmy coś zjeść, umieram z głodu.-obydwoje nie jedliśmy nic od 10 godzin. Przyjęłam jego propozycję i pojechaliśmy do mnie do domu. Była 23:00! Razem ugotowaliśmy kolację, otworzyliśmy wino. Nawet się nie spostrzegłam kiedy Leon stał mi się bardzo bliski.

-To opowiadaj o tej twojej miłości.-zaczął nagle

-Ja chyba nadal go kocham. Tęsknie za tym jak mnie przytulał gdy wykończona wracałam do domu, i jego ciepłym słowem gdy nie mogłam dokończyć piosenki. Tęsknie za jego wsparciem przed każdym koncertem.-znów się rozpłakałam, a Leon podszedł do mnie i mocno przytulił

-Nie płacz Castillo. Muszę Cię zmartwić, ale to nie jest miłość.-co on gada? Podniosłam na niego moje czerwone od płaczu oczy. Patrzyłam na niego pytająco, a on mówił dalej:

-To nie miłość, doskwiera Ci samotność.-uznał ścierając łzę, która płynęła po moim policzku

-Nigdy tak na to nie patrzyłam, a co z Tobą i Fran?-spytałam ciekawa

-Hmm... Myślę, że ją kocham.-przerwał na chwilę, lecz widząc moje zdziwienie kontynuował:

-Kocham ją najmocniej na świecie... Jak siostrę, nasz związek to nie była prawdziwa miłość. Zwykła chęć stabilizacji i przyzwyczajenie. I właśnie dlatego jesteśmy przyjaciółmi i bardzo cieszy mnie fakt, że znalazła sobie prawdziwą miłość.-nic nie mówiłam

-Czas na mnie, dzięki za świetną kolację. Do zobaczenia jutro.-powiedział wstając, uczyniłam to samo i odprowadziłam go do drzwi. Ubrał swoją skórzaną kurtkę, po czym obrócił się, delikatnie mnie pocałował i wyszedł. Tak po prostu wyszedł, zostawiając mnie zdezorientowaną w drzwiach własnego domu. Stałam tak jeszcze chwilę, po czym poszłam wziąć długą kąpiel i zasnęłam.

Następnego dnia z samego rana ubrałam się, zabrałam wszystkie rzeczy i ruszyłam do mieszkania Fran by pomóc jej się przygotować. Camilla już była. Wszystko poszło nam sprawnie. Makijaż, włosy. Godzinę przed ceremonią byłyśmy gotowe, przyjechała limuzyna, a ja w pośpiechu zgarnęłam jeszcze kopertówkę ze stołu. Wszystko było idealne. Przed kościołem czekał na mnie Verdas. Nie wiedziałma jak się zachować, jednak on tylko szepnął mi do ucha:

-Jeśli naprawdę go kochasz, odwołaj ten ślub. Zrozumieją.-i znikł mi gdzieś w tłumie gości. Po chwili wszyscy byli już na swoich miejscach i wszystko się zaczęło. W moich uszach dudniły słowa Leona. NIE! Pomyślałam, on ma rację, to nie miłość tylko tęsknota za bliskością.

Kiedy zakochani powiedzieli sobie sakramentalne "TAK", popatrzyliśmy na siebie z Verdasem porozumiewawczo. Wszyscy przenieśliśmy się świętować ten dzień na weselu, które było wspaniałe. Chyba każdy z zaproszonych gości świetnie się bawił. Ja także, tańczyłam (nawet z Panem Młodym) i czułam się wspaniale. Miałam wrażenie, że Leon spogląda na mnie co jakiś czas, siedząc przy stole. Tańczył raczej mało, jeden taniec z Fran, jeden z Cami i jeden ze mną. Wygłosił piękną mowę, co także uczynił Andres, Luca i kuzynka Diega. Niestety wszystko co dobre kiedyś się kończy, tak było również w wypadku wspaniałego wesela. Wyszłam jako jedna z ostatnich, kiedy szłam po schodach zgubiłam mój but. Chyba nawet bym tego nie zauważyła, gdyby nie to, że zbiegł za mną Verdas mówiąc:

-Życie to nie bajka, a gdy zgubisz but o północy oznacza, że jesteś pijana, a nie, iż jesteś księżniczką.-zażartował, podając mi mój but. Tylko się uśmiechnęłam, a on znów się obrócił pocałował mnie i odszedł. Uznałam, że chyba naprawdę jestem pijana, a to wszystko to figle mojej wyobraźćni. Zamówiłam taksówkę i wróciłam do domu.

Moje życie znów wróciło do normy, jednak w moich myślach często gościł Leon. Gdy Francesca zadzwoniła z prośbą, abym zaśpiewała dla jej fundacji (Włoszka prowadziła fundację, wspierającą dzieci chore na raka) zgodziłam się bez zawahania. Pytając o piosenkę, usłyszałam, że to będzie duet, ale dowiem się wszystkiego w swoim czasie.

W dzień występu nadal nic nie wiedziałam, dopiero godzinę przed koncertem poznałam tytuł piosenki. Była to romantyczna ballada.

Wyszłam na scenę, na której stał LEON!!!!! MIałam ochotę się na niego rzucić i wydrapać mu oczy! Co on sobie wyobrażał! Pocałował mnie i tak po prostu odszedł. Bez słowa! DWA RAZY! Jednak zachowałam się profesjonalnie i zrobiłam co do mnie należało. Jako, że historia lubi się powtarzać, ten kretyn znów mnie pocałował i zszedł ze sceny. Udałam się za nim zostawiając zachwyconą publiczność.


-Co ty sobie Verdas do cholery wyobrażasz?-zaczęłam na niego wrzeszczeć, ale on nie odpowiadał

-Najpierw mnie całujesz, a później znikasz! Jesteś...-nie dał mi dokończyć, bo zamknął moje usta gorącym pocałunkiem, i ku mojemu zdziwieniu nie zniknął.

-Kocham Cię.-wyszeptał

-Ja Ciebie też!-powiedziałam zarzucając mu ramiona na szyje

-Wyjdziesz za mnie?-zapytał

-TAK!-krzyknęłam uradowana, a następnie złączyłam nasze usta w następnym pocałunku

Mam 21 lat. Jestem w 100% spełniona. Mam wspaniałą pracę. Cudownego ojca. Świetne przyjaciółki. I oczywiście najlepszego narzeczonego na świecie.

Jestem Violetta Castillo, a za chwilę Verdas.


Skończyła następny wpis w pamiętniku, zamknęłam go i wzięłam wiązankę ślubną. Już czas. Pomyślałam i udałam się przed kościół, w którym za chwilę miałam zostać żoną najcudowniejszego mężczyzny na świecie.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej, wiem, że jestem straszna i w ogóle. Rozdział się pojawi, ale na razie macie OS. Jest on przeznaczony na konkurs u Dove Verdas. Co sądzicie?
Pozdrawiam, Zuza Ł

niedziela, 26 kwietnia 2015

Rozdział 65

Violetta
Ludmiła stała się blada, jak ściana o którą się oparła. Przez dłuższy czas nie wydusiła z siebie nawet słowa. Nic. Po prostu stała wpatrując się w martwy punkt. Na początku żadna z nas nic nie zrobiła, by wyrwać Lu z transu, ale nagle Naty spytała:
-Wytłumaczysz nam o co chodzi?-nie usłyszała odpowiedzi. Ludmiła nadal nie wykrztusiła z siebie ani jednego słowa
-Ludmiła, co się stało? Martwimy się!-ponaglała ją Cami, w końcu nasza przyjaciółka zdecydowała się na krótkie zdanie, które zostało już przez nią wcześniej wypowiedziane, a brzmiało:
-"Kłopoty się zbliżają."-na nic były prośby, błagania i groźby. Nic nam nie powiedziała, nawet Diego nie mógł nic z niej wydusić. Po prostu siedziała w milczeniu, wpatrywała się... Właśnie gdzie? Sama nie wiem. Strasznie mnie to wszystko bolało. Chyba nikt nie wyobraża sobie jak to jest stracić przyjaciółkę, oraz pomału tracić drugą. Tak, tracić. Bo przez 3 godziny nie mogłyśmy nic się od niej dowiedzieć. W pewnym momencie zaczęła płakać, na co jej chłopak zareagował przytuleniem Blondynki.
-Słuchajcie, muszę iść do Leona.-oznajmiłam wstając.
-Dobrze, my zostaniemy z Lu.-stwierdziła Camilla, która jako pierwsza zareagowała
-Jakby Ludmiła chciała wam coś powiedzieć, w ogóle gdyby coś zrobiła...-nie zdążyłam, bo Diego dokończył za mnie:
-Zadzwonimy.-spojrzałam na niego wzrokiem "OBIECUJESZ?" bo po około minucie dodał:
-Obiecuję, idź już.-czy on mnie wygania?
-Leon tęskni.-dodała nagle Naty, którą chyba wyrwaliśmy ze swoich własnych myśli
-I Ty Natalio przeciw mnie?-dodałam teatralnym głosem, obracając się w kierunku drzwi, kiedy wychodziłam z pomieszczenia zauważyłam, że kąciki ust Blondynki lekko się uniosły.
Po chwili przemierzałam już korytarze studia, ale mojego chłopaka nigdzie nie było. Szukałam go chyba wszędzie, ale nigdzie go nie znalazłam. Postanowiłam, że do niego zadzwonię. Nie odbierał, ale zbliżyłam się do sali, której drzwi były lekko uchylone. Miałam wrażenie, że słyszę tam telefon Leona.
-Verdas!-usłyszałam głos Andresa
-Co?-po chwili dało się też wyłapać i głos mojego chłopaka
-Mógłbyś łaskawie zdjąć te słuchawki.-kontynuował najlepszy przyjaciel Leona
-Mów konkretnie o co chodzi.
-Twoja dziewczyna dzwoni geniuszu! Łap.
-Andres! Czy ty czasem myślisz? Nie rzuca się cudzym telefonem!
-Dobra, dobra. Na przyszłość może zapamiętam. I widzisz co zrobiłeś? Przez ciebie Violka przestała dzwonić!
-Oddzwonię do niej później.
-Okay, a teraz mi powiedz jaka ona jest?-Czy ja się przesłyszałam? ONA??? Violetta! Podsłuchiwanie jest karygodne.-mówił wyraźnie głos w mojej głowie. Ale przecież nikt się nie dowie, a ty chcesz wiedzieć kim jest ta O N A-szeptał cichutku drugi. Pokusa była silniejsza i uległam. Bezszelestnie dotarłam pod drzwi i zaczęłam nadsłuchiwać.
-No stary, opowiedz mi o NIEJ w końcu.-nalegał Andres
-Ale co ja mam Ci powiedzieć?
-Cokolwiek.
-Ona, ona jest po prostu genialna, cudowna i fantastyczna.-łzy zaczęły mi napływać do oczu
-Wow, same superlatywy. Violetta się domyśla?
-Nie, i jeśli jej coś powiesz, to gwarantuję, że zrobię Ci coś, jeśli jej powiesz.-jak on tak może?
-Ja? Nigdy! Przecież jesteśmy przyjaciółmi! Ale powiesz jej?
-Jasne, wszystko w swoim czasie.
-W swoim czasie, czyli?
-Za tydzień. Jak myślisz, jaka będzie jej reakcja gdy się dowie?
-Myślę, że będzie zaskoczona!-tego było już za wiele! ON MNIE ZDRAZDA! Ta myśl rozbrzmiewała echem w mojej głowie. Postanowiłam to przerwać. Moje oczy były już czerwone od łez, a po policzkach spływały czarne od rozmazanego tuszu stróżki. Otworzyłam drzwi, weszłam tam, a oni stanęli jak wryci.
-Chciałeś wiedzieć jaka będzie moja reakcja, teraz możesz to zobaczyć szybciej niż za tydzień. ZADOWOLONY?  N I E N A W I D Z Ę  C I Ę! Jak mogłeś?-dlaczego on stał i tylko bezczelnie się na mnie patrzył?
-Nie masz mi już nic do powiedzenia?-zapytałam roztrzęsiona
-O co Ci chodzi?-spytał. Zupełnie jakby nic się nie stało
 
 
 
 
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Krótki, ale co zrobić, kiedy jestem beznadziejną autorką i do tego mam ostatnio mega dużo roboty? Jak ogłosiła wam już moja przyjaciółka, zdawałam egzaminy. Bardzo dla mnie ważne, wybaczcie mi tak długą nieobecność.
Pozdrawiam, Zuza Ł

P.S. ROZDZIAŁ POJAWI SIĘ, JEŚLI DACIE RADĘ ZEBRAĆ 10 KOMENTARZY!

piątek, 20 marca 2015

Rozdział 64

Violetta
-Fran!!!-zawołał jej imię, a ona automatycznie się odwróciła. Jej mina nie wróżyła nic dobrego, jednak nic nie powiedziała, więc on zaczął:
-Fran, proszę wybacz mi... Nie wyjeżdżaj! Zrobię wszystko żebyś była szczęśliwa.-zaczął, lecz ona mu przerwała.
-NIE.-jakby tego nie zauważył, bo dalej mówił:
-BŁAGAM CIĘ! To był błąd. Zrozum! Ona. Nic. Dla. Mnie. Nie. Znaczy.-ludzie już zaczęli się na niech gapić, bo mówili coraz głośniej. Ich ostatnie zdania to był już krzyk.
-Nie, podjęłam już decyzję.-powiedziała, a w jej oczach zaszkliły się łzy
-Proszę.-prawie wyszeptał
-Marco, ja wyjeżdżam. Pogódź się z tym.-poprosiła
-Na jak długo? Poczekam.-zadeklarował
-Nie mam pojęcia, może na tydzień, może dwa, może na miesiąc a może już na zawsze.-wyznała chyba już mocno wzruszona
-A co z nami?-zapytał
-Marco,... Nie ma już żadnych nas. Skreśliłeś nasz związek, całując się z Aną.-po tych słowach chciała już iść, ale podbiegłam do niej
-A ja? Też nic już dla Ciebie nie znaczę?-zapłakałam głośno
-Violu, przecież dobrze wiesz, że jest inaczej. Ja muszę wyjechać. Zrozum.-ona także zapłakała, a ja przytuliłam się do niej. Po chwili każde z nas przytuliło ją na pożegnanie. Odchodziła... Musiałam się z tym pogodzić... Poczułam następną gorzką łzę na moim policzku i przytuliłam się do Leona. Po chwili zobaczyłam, jak do Fran podchodzi Fede i obejmuje ją ramieniem. Z nim także się pożegnaliśmy i patrzyliśmy jak razem idą w stronę samolotu. Przez wielką szybę widzieliśmy jak wchodzą na pokład samolotu, a następnie jak odlatują. Cały czas płakałam, zresztą nie tylko ja. Camilla wraz z Natalią też szlochały. Marco stał osłupiały. Nikt się nie odzywał.
-Moje życie straciło sens.-były chłopak Włoszki przerwał ciszę
-Będzie dobrze.-powiedziała Naty jakby pytająco
-Musi być.-stwierdził Maxi, wróciliśmy do studia. Każde z nas rozeszło się w swoją stronę na inne zajęcia, a ja zaczęłam szukać Ludmiły. Kiedy stanęłam przed jedną z sal, usłyszałam jej głos. Podeszłam bliżej i usłyszałam, że Diego z nią był. Usłyszałam fragment rozmowy:
-Ludmi, spokojnie. Nie płacz.-ona go nie słuchała, nadal łkała
-Cii.. Będzie dobrze.-znów te okropne słowa, wiesz, że nie dasz sobie rady, a wszyscy na siłę chcą Ci wmówić, że będzie inaczej
-Diego, ja... Ja Cię przepraszam.-mówiła przez łzy
-Nie masz za co mnie przepraszać. Rozumiem.-jego głos wydawał mi się dobry, spokojny
-Naprawdę mnie to boli.-wciąż płakała
-Dobrze, tylko już nie płacz.-troszczył się o nią
-W jednej chwili straciłam przyjaciółkę i kogoś, kogo kocham.-załkała głośno
-Próbuję Cię zrozumieć.-głos mu zadrżał
-Ale Ciebie też kocham, wiesz?
-Wiem. Ja Ciebie także bardzo kocham.-pocałował ją w czubek głowy, a ja zapukałam, po odpowiedzi, że mam wejść spytałam:
-Lu, wszystko okay?-Diego zerwał się na równe nogi i wychodząc rzucił:
-To ja was zostawię, żebyście sobie spokojnie porozmawiały.-i już go nie było
-Hej, co jest?-podeszłam do niej i bez wahania ją przytuliłam, uspokoiła się
-Mów co Ci leży na sercu.-poprosiłam, a moja przyjaciółka od razu mi zaczęła wszystko wyjaśniać. Dzieliłyśmy nasze smutki, i trochę nam ulżyło.
-Cześć, mogę?-drzwi się uchyliły, a naszym oczom ukazała się Camii
-Jasne, siadaj.-odpowiedziała Ludmiła, wskazując miejsce koło siebie. Camilla zauważyła nasze zamglone oczy i powiedziała:
-Nam wszystkim jest trudno, ale musimy żyć dalej. Przynajmniej próbować normalnie funkcjonować.-jej głos był ciepły i dodał mi otuchy, zresztą nawet kąciki ust Ludmiły lekko się uniosły.
Po pewnej chwili wpadłyśmy na pomysł ciekawej piosenki. Już sama nie wiem czy to z tęsknoty, ale tekst był o przyjaźni. Spróbowałyśmy zaśpiewać. Po zaledwie kilku nutach na naszych twarzach pojawiły się uśmiechy.
No se imaginan de qué cosas hablamos
Estando en nuestro sitio especial
(CONVERSAR)
De moda, chicos, música y vacaciones
Sueños que se vuelven,
canciones jugando
Secretos entre melodías y
Con mis amigas siempre imaginar
Un mundo mágico ideal

 
 -A może zagramy to z zespołem?-zaproponowała nagle Ludmiła
-A tak właściwie to jakie są zespoły?-zapytałam
-Ludmiła, Ty, Naty i ja.-głos Cami zadrżał
-I Fran.-dodałam szeptem, tak, aby nikt nie usłyszał
-Dobrze, czyli to nasza piosenka?-chciałam się upewnić
-Myślę, że jeśli spodoba się reszcie, to tak.-uznała Lu
-Ale musimy jeszcze nad nią trochę popracować.-dodała Camilla, nagle za dzwonił telefon Ludmiły. To było dość dziwnie, zawsze z uśmiechem a teraz jakby się trochę przestraszyła się.
-Taak?-głos jej zadrżał. Po skończonej rozmowie, roztrzęsiona oznajmiła:
-Kłopoty się zbliżają.

***

Hej, nie mam pojęcia co Zuza by tu teraz napisała. Zacznę od przedstawienia się. Jestem jej kuzynką, a zarazem najlepszą przyjaciółką. Wzięłam jej laptop, i uznałam, że dodam wam to co ona już napisała. Zuza ostatnio ma bardzo mało czasu bo ciągle się uczy do egzaminów. Zostało jej 32 dni. Poza rozdziałem 64, jest jeszcze 65. Myślę, że jeśli zauważy nowe komentarze które podobno pojawiają się na jej emailu, to może wróci do was po egzaminach. Jeśli wam naprawdę zależy, to próbujcie. Co do jej modowego bloga to chyba ze względu na mało czasu i czytających zawiesiła go. Teraz cały wolny czas poświęca przyjaciołom i niedawno założonemu instagramowi.




wtorek, 3 marca 2015

Bardzo mi przykro

Otóż ostatnio przeglądałam bloga i uznałam, że straciłam bardzo, ale to bardzo dużą ilość czytelniczek. Może moje pomysły są po prostu beznadziejne? A może nigdy nie umiałam pisać i tylko łudziłam się, iż jest inaczej? Już nie wiem. Chciałam się dla was postarać i zadeklarowałam, iż rozdziały będą się pojawiały regularnie co 10 dni, ale wy chyba tego już nie chcecie.  Tak jak w tytule, jest mi bardzo przykro. Przez kilka ostatnich dni ciągle zastanawiam się nad sensem tego bloga. Powiem całkowicie szczerze, on już chyba nie ma sensu. Prawda? Nie mieści mi się w głowie, to, że ostatni rozdział miał 150 wyświetleń i tylko 4 komentarze. Bardzo tęsknie za czasem, kiedy pod postem było minimum 15 komentarzy. Chyba po prostu nie nadaję się do pisania bloga.
Nie chciałabym się żegnać w taki sposób, ale chyba będę zmuszona to zrobić.
Ostatnio mam tonę nauki, a skoro czytelniczek jest tak mało, to chyba rezygnuję z dalszego pisania.
Mam już napisany kawałek następnego rozdziału, więc może go opublikuję.
Odchodzę.
Jest mi smutno. Bardzo dużo pracy włożyłam w to opowiadanie, ale trudno. Czasem trzeba odpuścić.
Podacie mi linki do swoich blogów? Skoro kończę pisać, to zacznę czytać.
Jeśli dotrwaliście do końca, to możecie teraz śmiało pisać co szczerze myślicie o mnie i tym blogu.

TRZYMAJCIE SIĘ!

Pozdrawiam, Zuza Ł
P.S Dodam jeszcze na koniec rozdział nr 64

wtorek, 24 lutego 2015

Rozdział 63+nowe zasady

Violetta
I wtedy zjawili się Leon i Marco.
-Wszystko okay?-zapytał Marco, widząc łzy na mojej twarzy. Nic nie odpowiedziałam, tylko podałam mu list, który odczytał nagłos:
Droga Vilu, 
Bardzo mi przykro, ale wyjeżdżam. Nie powiem Ci gdzie, bo od razu zaczniesz mnie szukać. Nie zmienię decyzji. Odezwę się dopiero, gdy uporządkuję swoje życie.
Kocham, Fran.
Już pod koniec jego głos zadrżał. Kiedy skończył, głęboko odetchnął i usiadł na podłodze. Nadal nie mogłam się opanować i płakałam. Moja najlepsza przyjaciółka nie chce mi zaufać! Co ja jej zrobiłam, że nawet nie zasługuję na wiadomość gdzie wyjeżdża??? To takie niesprawiedliwe.
-Nie płacz, zaraz spróbujemy się dowiedzieć co z nią.-powiedział Leon, obejmując mnie ramieniem
-Ale ona mi nie ufa! Rozumiesz? NIE UFA MI! Moja najlepsza przyjaciółka!-otarł łzy z moich policzków i zaczepił przechodzącą Ludmiłę:
-Lu!-nie odpowiedziała, miała słuchawki na uszach a w ręce niosła nuty, które zawzięcie przeglądała
-LUDMIŁA!-ponowił wołanie, ale ona szła dalej. Po sekundzie Marco chwycił ją za ramię, a ona się przestraszyła. Kiedy się obróciła, w mgnieniu oka zdjęła słuchawki, a po chwili była koło mnie pytając:
-Violu, co się stało?-chłopacy krótko streścili jej o co chodzi oraz podali kartkę papieru zostawioną przez Włoszkę. Moja blondwłosa przyjaciółka nie mogła uwierzyć własnym oczom i uszom. Podobnie jak ja załamała się.
-Ale jak to?-wyjąkała zdziwiona
-Nie wiem....-odparłam prawie szeptem, w tej samej chwili obydwie zaczęłyśmy płakać
-Hej, co z wami? Dziewczyny? Dlaczego płaczecie?-nagle zjawiła się Cami, jej także została opowiedziana cała historia i ona także popadła w rozpacz.
-Słuchajcie, nie możemy tak stać i się nad sobą użalać. Trzeba coś zrobić, wiem, że to trudna sytuacja dla nas wszystkich, ale nie powinniśmy stać bezczynnie.-stwierdził Leon
-Racja.-zgodził się blady jak ściana Marco
-Co robimy?-zapytała Ludmi
-Skoro Fran wyjeżdża, to powinna, przynajmniej teoretycznie powinna poinformować o tym dyrektora.-wszyscy przytaknęli
-Tylko, że Antonio leży w szpitalu, a Pablo jest w Madrycie.-zauważyła Cami
-A wy co wszyscy tacy przygnębieni?-dołączył do nas chłopak Rudej
-Mamy problem, Andres.-poinformował go mój chłopak
-Czyli.... Zostaje nam.... Gregorio?-spytałam z nadzieją, że się mylę
-Niestety.-potwierdził Marco
-To co? Idziemy?-spytał Andres, a my przytaknęliśmy
Kiedy znaleźliśmy się pod gabinetem pełniącego obowiązki dyrektora, zapukaliśmy.
-WEJŚĆ!-usłyszeliśmy aksamitny głoski naszego ukochanego profesorka. Gregorio siedział przy biurku, a jego nogi znajdowały się na blacie.
-Co was do mnie sprowadza?-spytał, a jego głos był przepełniony jadem, Ludmiła jako jedna z niewielu uczennic, które tolerował, wyjaśniła mu sytuację.
-Jest mi niezmiernie przykro,...-urwał, a na jego twarzy ukazał się kpiący uśmieszek. Po chwili kontynuował:
-Ale nie mogę udzielać wam informacji na temat innych uczniów, jeśli jak sama zauważyłaś Francesca nie chce by ktokolwiek wiedział, gdzie się aktualnie znajduje.-chyba każdy z nas się wściekł, a Andres dziwnie odchrząknął, co lekko brzmiało jak: PA-LANT! Odeszliśmy bez jakiejkolwiek informacji na temat mojej najlepszej przyjaciółki. Weszliśmy do jednej z pustych sal, a gdy każdy zajął jakieś miejsce, Lu zabrała głos:
-Słuchajcie, on na 100% coś wie!
-Racja, po jego minie było widać, że jest bardzo szczęśliwy, ponieważ nie udzieli nam żadnej informacji.-zgodził się Leon
-Musimy coś zrobić!-wtrącił się Marco
-Ale co?-spytała Camila
-Chyba mam pomysł.-uznała nagle Blondynka, a wszystkie oczy się w nią wpatrywały
-Co się tak na mnie patrzycie?-zapytała speszona
-Podobno masz jakiś genialny pomysł, więc oświeć nas.-zaproponował Leon
-MAM! Słuchajcie: Musimy dostać się do jego gabinetu i znaleźć papiery dotyczące Fran! Z pewnością znajdziemy jakąś informację o jej wyjeździe.-wszyscy słuchali z niedowierzeniem i zapadła cisza
-A jak chcesz się wkraść niezauważona do gabinetu Gregoria geniuszu?-Andres przerwał chwilę zadumy
-I tu potrzebuję czyjeś pomocy.-zauważyła Lu
-Mianowicie?-pytał zaciekawiony Leon, lekko unosząc brew
-Nie przyjdę na lekcję.-pokiwaliśmy głową na znak, że rozumiemy, więc mówiła dalej:
-Nasz kochany profesorek zawsze zostawia klucze na półce koło sprzętu. Dlatego któreś z was rzuci mi te klucze. Ja wkradnę się i poszukam papierów dotyczących Fran. Co wy na to?-jednak nie dostała żadnej odpowiedzi, po jakimś czasie dokładnie opracowaliśmy każdy punkt planu.
Kiedy już wszystko było dopięte na ostatni guzik, wszyscy poza Ludmiłą i mną udali się na lekcję tańca. Razem z Lu zakradłyśmy się pod salę, a gdy nasi przyjaciele odwrócili uwagę Gregoria, Andres szybko rzucił nam klucz. Gdy tylko Ludmi go złapała, pobiegłyśmy do gabinetu. Przeszukałyśmy wiele teczek, ale dopiero gdy już prawie się poddałam, moja blondwłosa przyjaciółka znalazła odpowiednią.
-JEST!-pisnęła, podskakując w tym samym momencie
-Cii!-uciszyłam ją, dokładając palec do ust
-Dobrze, już dobrze. Patrz.-szepnęła wskazując na kartę z nazwiskiem Fran, dokładnie przeczytałyśmy dokument, a gdy odkładałyśmy teczkę do szuflady, wypadła mi jeszcze jedna karta.
-"Federico"-odczytała Ludmiła, po czym zaczęła lustrować wzrokiem, trzymany kawałek papieru
-Nie wierzę.-wyszeptała po chwili
-Chodź już!-wyszarpnęłam jej dokument, a następnie odłożyłam go na miejsce. Opuściłyśmy gabinet dyrektorski. Podrzuciłyśmy klucz Camii, która odłożyła go na miejsce. Poczekałyśmy na koniec lekcji i wszyscy spotkaliśmy się w parkuj koło studia.
-DOWIEDZIAŁYŚCIE SIĘ CZEGOŚ???-zapytał z nadzieją Marco
-Tak.-zaczęła Blondynka
-Czego???-nalegał Marco
-Fran... Ona wyjeżdża.-dobrze, że Lu umiała coś z siebie wyrzucić
-ALE DOKĄD?-Marco nie odpuszczał
-Do... Do Włoch.-powiedziała prawie szeptem, a ja nie wytrzymałam
-Ale to nie wszystko.-dodałam
-CO JESZCZE????????-Marco był załamany i wściekły w tym samym momencie
-Fede wyjeżdża w tym samym dniu, i.....-Ludmi chyba bała się powiedzieć to na głos
-I co? Nie trzymaj nas w niepewności.-poprosiła Camilla
-I w to samo miejsce.-dokończyłam za nią
-O której wyjeżdża?-zapytał zdruzgotany Marco
-Tego nie wiemy, ale wiemy, że dzisiaj.-odpowiedziała Ludmiła
-Poczekajce chwilkę.-poprosiła Camii, a następnie zaczęła rozmawiać z kimś przez telefon, gdy skończyła powiedziała:
-Jedyny samolot do Mediolanu startuje za półtorej godziny.
-Jesteś pewna?-wtrącił Leon
-Ciotka mówi, że dziś jest to jedyny lot do Włoch.-zakomunikowała
-Jadę na lotnisko!-uznał Marco i poderwał się z miejsca
-Jedziemy z tobą!-krzyknęliśmy chórem
-Ja zostanę...-powiedziała Ludmiła, wiedziałam, że po prostu nie chce się natknąć na Federico. Zebraliśmy się i już po około 25 minutach byliśmy na lotnisku. Dzięki ciotce Camii, bez trudu znaleźliśmy Francescę. Marco od razu do niej pobiegł...
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I jak? Podoba się???? Mam dla was kilka ogłoszeń:
1. Rozdział będzie się pojawiał raz na około 10 dni. PASUJE WAM?
2. Ponieważ postanowiłam usunąć mojego drugiego bloga, będę miała więcej czasu dla tego, więc jeśli macie jakieś pytania, pomysły bądź sugestie, to piszcie.
3. Bardzo wam dziękuję za wszystkie komentarze. Bardzo wiele dla mnie znaczą
Co sądzicie o rozdziale??? Dedykuję go wszystkim, którzy czytają tego bloga i go komentują. Mam nadzieję, że wam się podobał.
Pozdrawiam, Zuza Ł

 

poniedziałek, 16 lutego 2015

Rozdział 62

Violetta
Dni mijały szybko, Esmeralda okazała się przemiłą osobą i wpadała do nas często. Z tego powodu Olga chodziła zła i poirytowana. Fajnie, że Ramallo jest zakochany. Leon czuł się znacznie lepiej, więc wrócił do studia. Wszyscy bardzo za nim tęsknili. Wszyscy? NIE. Nigdy nie będzie idealnie, jedna, jedyna osoba skrzywiła się na jego widok... Mianowicie był to mój ex. Znienawidzony przeze mnie Thomas przystawiał się do mnie cały ten czas, gdy Leona nie było w studio. Na całe szczęście w takich sytuacjach zawsze pomagał mi Diego albo Marco.
-Witaj piękna.-powitał mnie Thomas z krzywym uśmieszkiem na twarzy
-Cześć.-odpowiedziałam szorstko, a gdy chciałam odejść chwycił mnie za nadgarstek. I wtedy zaczęłam krzyczeć:
-Puszczaj mnie!-rozkazałam, ale nie posłuchał, tylko mnie pociągnął w stronę drzwi i wpadł na mojego chłopaka.
-Dokąd się wybierasz z moją dziewczyną?-zapytał z kpiącym uśmiechem
-Z daleka od Ciebie.-odparł, Leon złożył ramiona na klatce piersiowej i spytał:
-Spisałeś już testament?
-Nie.-chyba Thomas nie do końca zrozumiał sens pytania
-To radzę Ci szybciutko to zrobić, bo spotkanie moich pięści z twoją twarzą nie będzie należało do przyjemnych.-mój były stał nie odzywając się, za to Leon świetnie się bawił
-Czyżby zabrakło ci języka w gębie? A może znów będziesz chciał mnie przejechać?-o co mu chodzi, mój ukochany kontynuował:
-Już nie pamiętasz? A może jesteś zdziwiony? Policja powiedziała jaki samochód uczestniczył w wypadku, którego zostałem ofiarą. Niestety nie mają dowodów, że to ty, ale dobrze wiem, że to byłeś właśnie TY!
-Thomas? Czy to prawda?-spytałam przerażona
-TAK! I liczyłem, że pozbędę się ciebie raz na zawsze!!!!!!!!!!-nie mogłam w to uwierzyć jak on mógł
-I widzisz, nie wyszło. A wiesz co mnie uratowało? Miłość Violetty. Miłość na którą nigdy nie zasługiwałeś, ta sama miłość którą straciłeś bezpowrotnie. Chodź kochanie.-po skończonym zdaniu podał mi rękę i zostawiliśmy Thomasa sam na sam ze swoimi myślami.
Kiedy byliśmy już w parku niedaleko szkoły zaczęłam dopytywać Leona o więcej szczegółów, ale on nie chciał o tym rozmawiać, więc zakończyłam temat.
-On jest okropny!-wzdychnęłam i wtuliłam się w mojego chłopaka, który mnie objął. W jego ramionach zawsze czułam się bezpieczna.
-Nie martw się, będzie dobrze.
-Kocham Cię.
-Ja Ciebie bardziej. Wiesz, że musimy wracać?-tym pytaniem przywrócił mnie do rzeczywistości
-Nieee....-zamruczałam cicho
-Niestety. Gregorio nas zabije, jak nie przyjdziemy.-stwierdził
-To nie jest przekonujący argument.-uznałam zrezygnowana, a wtedy Leon mnie pocałował, kiedy się od siebie oderwaliśmy spytał z szelmowskim uśmiechem:
-Czy to Ci wynagrodzi trudy lekcji tańca z naszym kochanym profesorkiem?
-Sama nie wiem...-uznałam kręcąc głową, gdy zauważyłam zdziwienie na jego twarzy dodałam:
-Ale to... Powinno.-po tych słowach wpiłam się w jego cudowne usta.
-Może nie w miejscu publicznym?-usłyszeliśmy głos rozbawionego Andresa
-Masz jakiś problem?-spytał Leon
-Ja? Nigdy.-odparł i teatralnie zatrzepotał rzęsami, a ja wybuchłam śmiechem
-Z czego się śmiejesz Violu?-zdziwił się przyjaciel mojego ukochanego
-Z ciebie.-odpowiedziałam nadal się śmiejąc, a wtedy Andres szybko do mnie podszedł, chwycił w pasie, a następnie zarzucił sobie na plecy i zaniósł w stronę pobliskiej fontanny. Wyrywałam się i uderzałam w niego pięściami, ale nic to nie dało. Kiedy już miałam wylądować w zimnej wodzie, poczułam, że w ostatniej chwili łapie mnie Leon.
-Widzisz, twój książę Cię uratował.Co nie zmienia faktu, że nie można się ze mnie śmiać. Zapamiętasz?-stwierdził Andres, a ja twierdząco pokiwałam głową.
-A ty zapamiętaj, że nie można grozić mojej dziewczynie.-wtrącił się mój wybawiciel
-Ależ oczywiście, możemy już iść bo się spóźnimy?-zaproponował Andres, a następnie udaliśmy się do studia.
Niestety trochę spóźnieni wpadliśmy na lekcję Gregoria.
-No proszę, proszę. Koga ja tu widzę? Czyżby jednak najbardziej zakochana para w studio postanowiła zaszczycić mnie swą obecnością na moich zajęciach?-spytał sarkastycznie nauczyciel. Reszta lekcji nie była dla nas zbyt miła, gdyż Gregorio znajdował błąd w każdym naszym ruchu, a nawet sposobie chodzenia czy oddychania. Po skończonej lekcji, nasz ulubiony profesor wygłosił kazanie i byliśmy wolni. Postanowiłam iść z Leonem do kina. Kiedy wychodziłam ze studia, mój ukochany zawzięcie konwersował z Marco.
-Cześć chłopaki!-powiedziałam na przywitanie, oraz podeszłam do mojego chłopaka by pocałować go w policzek, kiedy zauważyłam ich miny, zapytałam:
-Co się stało?-po długim milczeniu odezwał się Marco:
-Wiesz gdzie jest Fran?-zapytał 
-Nie, zadzwonię do niej.-nie odebrała, próbowałam 4 razy i nic!!!
-Nie odebrała.-stwierdziłam ze smutkiem i przytuliłam się do Leona
-Ode mnie też nie odbiera.-wtrącił wyraźnie smutny Marco.
-Bedzie dobrze. Spróbujmy jej poszukać.-zaproponował mój ukochany
-Świetny pomysł.
-Okay, poczekajcie na mnie. Tylko pójdę po pamiętnik do szafki i zaraz do was wrócę.-zakomunikowałam, a następnie udałam się do studia. Otwierając szafkę, wypadł mi z niej list. Po jego przeczytaniu byłam wstrząśnięta. Spojrzałam ze łzami na zdjęcie z moimi przyjaciółkami i.....
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Bardzo długo się zastanawiałam czy dodać ten rodziła. Jest krótki i słaby, ale chciałabym go zadedykować 2 dziewczyną, które dodają mi wiary w pisanie. Mianowicie Asi oraz Zuzi B. 
Jeśli chcecie następny to musi być 8 komentarzy
Pozdrawiam, Zuza Ł 


środa, 24 grudnia 2014


WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!!!


Obiecuję, że nowy rozdział pojawi się jeszcze przed nowym rokiem:)
Pozdrawiam, Zuza Ł





czwartek, 11 grudnia 2014

Rozdział 61 chyba pożegnalny

Violetta
I wyszła to osoba, jak tylko go zobaczyłam chciałam wydrapać mu oczy. Wszystko nagle stało się beznadziejne.
-Pamiętacie Thomasa?-zapytał uradowany Pablo
-A kto by nie pamiętał takiego idioty....-zamruczałam pod nosem, ale chyba nikt nie usłyszał
-Thomas wraca do naszego studia.-dodał nauczyciel, a ja tylko krzywo się uśmiechnęłam
-A i zapomniałem wam jeszcze o czymś powiedzieć.-super, jeszcze jakaś niespodzianka?
-Macie nowe zadanie, które polega na stworzeniu 3 kapel. 2 będą chłopaków i 1 dziewczyn. Musicie stworzyć i wykonać wspólnie piosenkę.-nawet nie jest tak źle
-To wszystko?-spytała Naty
-Tak, możecie iść.-kiedy wszyscy zaczęli się rozchodzić, zostałam zawołana
-Violetto, możemy porozmawiać?-to był narzeczony Angie
-Ta. Jasne.-uznałam
-Jak się czuje Leon?
-Już lepiej, oczywiście wszystko mu przekażę.-i kiedy już chciałam iść złapał mnie za rękę, więc usiadłam
-Najprawdopodobniej twój tata i Angie są zagranicą.-oznajmił, próbując zamaskować ból, jaki odczuwał w tym momencie
-Skąd wiesz?-wypaliłam bez namysłu
-Policja namierzyła telefon Germana. Gdzieś w okolicach Madrytu.
-Pablo! Wiem!-krzyknęłam i aż podskoczyłam
-A co wiesz?-zapytał zdziwiony
-Ojciec, chyba nie sprzedał jeszcze domu w Madrycie! Czyli jest szansa, że tam właśnie są!-mówiłam rozradowana
-Jesteś pewna?-nie wierzył, a w jego oczach pojawiła się radość
-Tak, zaraz spytam Ramallo.-odpowiedziałam i zaczęłam szukać komórki. Kiedy już wyrzuciłam wszystko z torebki, znalazłam ją na samym dnie. Wybrałam numer.... Zawsze odbiera po 2 sygnałach, a teraz co? POCZTA. Spróbowałam jeszcze raz, teraz jednak skutecznie
-Halo! Violetta?-zabrzmiał jego głos
-Cześć Ramallo! Orientujesz się, czy dom w Madrycie został sprzedany?-spytałam bez zastanowienia
-Nie, i od 2 miesięcy stoi pusty. Wcześniej był wynajęty prze...-nie dałam mu dokończyć
-A masz do niego zapasowe klucze?
-Nie, mam nadal swoje klucze, twoje się gdzieś zapodziały, a Olgi chyba leżą w sejfie. Powie...-znów mu przerwałam
-Wszystko wyjaśnię, ale nie teraz. Jak się czuje Leon?
-Dobrze, jest u nas w domu.
-Co?
-Muszę kończyć.-rozłączył się
-Ramallo ma klucze.-oznajmiłam rozpromieniona
-Czyli czeka mnie wycieczka do Madrytu.-stwierdził z nadzieją w głosie Pablo
-Tak!
-Możesz już iść.-oznajmił
-Okay. Do zobaczenia!-pożegnałam się i wyszłam uradowana z sali, idąc korytarzem usłyszałam, że ktoś mnie woła. Odwróciłam się i ujrzałam Ludmiłę.
-Violu, ja przepraszam...-zaczęła i urwała
-Ale za co?-nie do końca rozumiałam o co jej chodzi
-Wtedy... Chciałam Ci powiedzieć, żeby...yyy... Jakoś Cię uprzedzić, ale sama rozumiesz....
-Jak na razie to nic nie rozumiem.
-Chodzi o Thomasa. Widziałam go już w parku i chciałam Ci powiedzieć, ale nie zdążyłam. Przepraszam.-powiedziała wreszcie komunikatywnie i ze skruchą
-Nic się nie stało, nienawidzę go, ale po prostu będę się trzymać z daleka od niego. I tyle. Ludmi, przepraszam, ale lecę do domu...-aż nie mogłam uwierzyć w to co mogłam dodać:
-I do Leona.
-Leon w twoim domu? Brzmi świetnie, do jutra!-pozdrowiła mnie i każda z nas poszła w swoją stronę.
Kiedy tylko przyszłam do domu usłyszałam głos nadopiekuńczej Olgi.
-Ale zjedz coś, bo tak marnie wyglądasz.
-Dziękuję, ale...-Leoś próbował się wykręcić
-Olga! Uspokój się! Skoro mówi, że nie zje to NIE!-Ramallo wkroczył do akcjii
-Cześć wszystkim!-powitałam ich i przytuliłam mojego chłopaka
-O Violettko, wytłumacz temu swojemu chłopakowi, że on musi jeść!-zaczęła Olga, a Leon tylko na mnie spojrzał
-OLGA!-wrzasnął Ramallo
-Zawsze to ja jestem ta zła! Dobrze, już dobrze!-Olga rzuciła szmatką i obrażona poszła do siebie
-Powiesz mi o co chodzi z domem w Madrycie?-zapytał zaciekawiony Ramallo, a ja zaczęłam opowiadać o Angie i tacie, kiedy skończyłam nie wiadomo skąd przyszła Olga
-Moja kochana Angeles! Nareszcie się znalazła!-wykrzyczała
-To jeszcze nic pewnego.-sprostował ją Ramallo, później udałam się na górę wraz z Leonem, opowiedziałam mu o zadaniu, chyba ze sto razy pytałam jak się czuje.
-Prawie bym zapomniała!-rzuciłam nagle
-Tak?-sugestywnie podniósł brew
-Mam Ci coś ważnego do powiedzenia!
-Ja też!-uznał z szelmowskim uśmiechem
-To zacznij.-zaproponowałam
-Nie, ty dokończ, i wtedy ja opowiem.
-Dobrze.-zgodziłam się i po chwili kontynuowałam:
-Nie zgadniesz kto wraca do naszego studia.-on tylko się uśmiechnął
-Nie spróbujesz zgadnąć?-spytałam lekko zawiedziona
-Jennifer Lopez?-zaśmiał się
-NIE! To wcale nie jest zabawne.-skrzywiłam się jak małe dziecko, któremu nie chcą kupić lizaka
-Więc kto?-zapytał przytulając mnie do siebie
-Thomas.
-Nie.-powiedział, kręcąc z niedowierzaniem głową
-Tak, Leon dlaczego?-spytałam smutna
-Damy sobie radę.-miał dziwny głos
-A co chciałeś mi powiedzieć?-całkowicie o tym zapomniałam
-Już nie ważne.-nie do końca podobała mi się ta odpowiedź, ale ponieważ byłam zmęczona to uznałam ją za satysfakcjonującą i poszłam na duł po coś do picia i stanęłam jak wryta.
-Kim jesteś i co tu robisz?-wykrzyczałam widząc nieznajomą kobietę
-Violetto!-odezwał się do mnie Ramallo i co mnie bardzo zdziwiło objął tajemniczą kobietę ramieniem
-Więc to ty jesteś Violetta? Jestem Esmeralda.-stwierdziła
-Cześć, jestem Violetta.-sama nie wiem po co to powiedziałam, przecież już zauważyła jak mam na imię jakoś nie chciało mi się dopytywać kim jest więc udałam się na górę.



-------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Pojawił się i rozdział. Jest krótki i słaby. Wybaczcie...  Przyznajcie się szczerze, ilu osobom zależy jeszcze na tym opowiadaniu? Jeśli wam zależy, komentujcie i zapraszajcie na tego bloga. OBIECUJĘ,ŻE JEŚLI BĘDZIE 10 KOMENTARZY, TO BĘDZIE NOWY ROZDZIAŁ.
Pozdrawiam, Zuza Ł