sobota, 30 sierpnia 2014

Rozdział 58, albo ostatni

Jeśli chcesz następny rozdział, przeczytaj WSZYSTKO

Ludmiła
Nie wierzę. Szybko wstałam z ławki i pobiegłam przed siebie, Diego udał się za mną. Zatrzymałam się przy pobliskim drzewie. Nadal nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Nie... To musiało mi się przewidzieć.
-O co chodzi?-zapytał nagle Diego
-Ciiiii.-uciszyłam go błyskawicznie, po czym odpowiedziałam cicho:
-O to chodzi.-wskazałam lekko ręką na Marco i Anę, a właśnie w tej samej chwili chłopak Fran został pocałowany przez swoją byłą. Diego się zmieszał, czyżby coś wiedział? Już chciałam iść w stronę obserwowanej dwójki, kiedy zostałam złapana w pasie.
-Zostań.-poprosił
-Nie.-zaprotestowałam i chciałam się wyrwać, ale miał więcej siły i usadził mnie sobie na kolanach
-Nie mieszaj się. Proszę.-powiedział ciepło, gładząc moje(oczywiście idealnie uczesane)włosy
-To chłopak mojej przyjaciółki!-zdenerwowałam się
-Właśnie. Twojej przyjaciółki, a nie twój.-nie rozumiałam dlaczego tak spokojnie o tym mówi
-Nie będę się wtykać pod jednym warunkiem.-zaproponowałam, a on w odpowiedzi pytająco uniósł brew
-Tylko zrobię zdjęcie. Jeśli Francesca się dowie, będę miała dowód.-to było głupie, no ale cóż
-Niech Ci już będzie.-powiedział lekko zrezygnowany, a ja popędziłam uwiecznić to jakże ,,cudowne" wydarzenie. Na moje szczęście, ta panna znów się do niego przyssała. Kiedy skończyłam, powędrowałam dumnie w stronę mojego chłopaka.

-Już?-zapytał
-Już.-odpowiedziałam
-Jesteś niemożliwa.-stwierdził
-Wiem, i za to mnie kochasz.-oznajmiłam szeroko się uśmiechając
-Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo. Dasz się zaprosić na kawę?-zaproponował
-Z chęcią.-musiałam się wreszcie oderwać od tych wszystkich zmartwień

Violetta
Leon jest naprawdę kochany, ale cały czas byłam jakaś taka inna. Można powiedzieć, że poddenerwowana. Kiedy Fran zadzwoniła proponując piżama party, zgodziłam się bez wahania. To mi na pewno poprawi humor. Więc pożegnałam się z moim chłopakiem, szybko wpadłam do domu, gdzie się spakowałam oraz przepytałam Ramallo czy są jakieś nowe wiadomości o Angie. Kiedy odpowiedział, że nie wiadomo nic nowego, udałam się do mojej przyjaciółki. Cami i Naty już były. Czekałyśmy tylko na Ludmiłę.
-Myślicie, że Diego ją naprawdę kocha?-zapytała nagle Camilla
-Nie mam pojęcia, nie siedzimy w jego sercu.-zażartowała Fran
-Ale musimy przyznać, że się zmienił.-dodała Natalia
-I to bardzo, a Ludmi jest przy nim taka szczęśliwa.-uznałam
-Na szczęście, jakoś się to wszystko poukładało.-powiedziała Naty, a wtedy wpadła Ludmiła, przepraszając za spóźnienie
-Jeszcze raz szalenie was przepraszam, zasiedziałam się z Diego. To co się układa? Włosy?-zapytała moja blond włosa przyjaciółka
-Nie, że nasze losy są okej.-dziewczyna Maxiego szybko ją poprawiła
-Zakochani czasu nie liczą.-uśmiechnęła się ruda
-Nie bądź taka dowcipna, bo pragnę przypomnieć, że ostatnio to od CIEBIE usłyszałam, że nie masz nawet czasu ze mną porozmawiać, bo lecisz na randkę z Andresem.-przypomniała włoszka, a Camilla tylko się zarumieniła
-Mam pytanie.-zaczęła niepewnie Ludmiła
-Dajesz.-zachęciła ją do dalszej wypowiedzi Natalia
-Jak wybaczyć zdradę?-zapytała
-To trudny temat.-zaczęła Fran
-Głównie skierowany do Camilli.-powiedziałam, ale od razu tego pożałowałam, ruda tylko się uśmiechnęła jakby w przebaczeniu
-Ja nie umiałam tego zrobić.-wyznała
-Ja też bym nie potrafiła.-zadeklarowała włoszka
-A ja na szczęście nie mam takiego problemu.-uznała uśmiechając się szeroko Naty, zadzwonił mój telefon.
-Dziewczyny lecę.-powiedziałam gdy tylko skończyłam rozmowę, spojrzały na mnie pytająco
-Leon miał wypadek.-rzuciłam i wyszłam
Leon
Obudziłem się, nawet nie wiedząc gdzie jestem, ani co się stało. Zaraz. Wcale się nie obudziłem, bo nie mogłem otworzyć oczu. Czułem, że głowa strasznie mi ciąży, po chwili usłyszałem dobrze mi znany głos. 
-Leon. Tak bardzo Cię kocham, nie zostawiaj mnie tu.-to była ONA
-Tak bardzo bym chciała, żebyś się teraz obudził i mnie przytulił.-wzięła mnie za rękę 
-Proszę, jeszcze raz Cię proszę nie zostawiaj mnie. Moje życie nie ma sensu bez ciebie.
-Leon.-jej aksamitny głos wypowiedział moje imię, po czym poczułem, że złożyła delikatny pocałunek na moim policzku. Poczułem także, że płakała, bo kilka jej łez spłynęło i na mnie. Teraz już wiedziałem, że mogę odejść spokojnie...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Jest dość duża szansa, że jest to ostatni rozdział. Szczerze mówiąc, jeśli mam przestać pisać, to cieszę się, że chociaż odejdę z takim rozdziałem. Jest to jeden z niewielu rozdziałów, który mi osobiście się bardzo, ale to bardzo podoba.
 Kiedy już myślałam, że się ciut poprawiłam literacko, komentarze spadły. Kiedyś było do 30 komentarzy pod jednym postem, teraz nie ma ich nawet 10. Wniosek-słaba ze mnie pisarka.
Komukolwiek jeszcze zależy? Komuś się to podoba? Mam po co pisać? A może was męczy to opowiadanie? Ostatnio chyba nawet nikt nie czytał co zamieszczam pod rozdziałami. Mówię wam szczerze, daliście mi znak, że się nie nadaję do bycia blogerką. 
To już chyba koniec, mam jeszcze jedną prośbę. Powiedzcie mi czy do pisania bloga o modzie też się nie nadaję i skomentujcie http://be-what-you-may-be.blogspot.com/.
Może po raz ostatni,pozdrawiam was Zuza Ł

czwartek, 14 sierpnia 2014

Rozdział 57

Violetta
-Wytłumacz mi co to jest?-wycedziłam po raz kolejny machając Leonowi przed oczami znalezioną szminką
-To jest pomadka.-oznajmił z uśmiechem
-DO KOGO NALEŻY?-wrzasnęłam zdenerwowana
-Słuchaj kochanie, jesteś najważniejszą kobietą w moim życiu. Tak?-nic nie odpowiedziałam, ale zrobiło mi się tak jakoś ciepło, Leoś kontynuował:
-Jesteś najważniejszą kobietą, ale nie jedyną. Mam jeszcze matkę.-oznajmił jak gdyby nigdy nic
-Matkę?-zapytałam zdziwiona
-Tak, wiesz to taka kobieta, która mnie urodziła.-uśmiechnął się
-Wiem, ale dlaczego zostawiła tu swoją szminkę?-zapytałam podejrzliwie
-Ponieważ mieszka w innym mieście i gdy przyjeżdża do Buenos Aires w celach biznesowych odwiedza mnie. Jeśli nadal mi nie wierzysz, chodź.-powiedział i wziął mnie za rękę. Byłam osłupiała gdy zobaczyłam w szafie kilka marynarek, spódnic i eleganckich spodni. W innym rogu wisiały idealnie odprasowane koszule, a na dnie stały trzy pary pięknych, lakierowanych szpilek.
-To pokój mojej mamy.-oświadczył Leon, pokazując ręką po pomieszczeniu
-Yyy...Ja...Bardzo....-nie miałam pojęcia co powiedzieć
-Przepraszasz?-z uśmiechem podpowiedział Leon
-Tak.-było mi głupio
-Nic nie szkodzi, fajnie, że jesteś o mnie zazdrosna.-oznajmił radośnie
-Ja zazdrosna?-w odpowiedzi tylko pokiwał głową
-O ciebie?-teraz tylko na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech
-Chyba śnisz.-chciałam się obrócić, ale mój chłopak miał więcej siły i skierował mnie w swoją stronę. Popatrzyłam głęboko w jego oczy, a następnie złożył na moich ustach delikatny pocałunek. Jakby motyl musnął skrzydłami moje usta.
-Czasem warto pomarzyć, bo jest mała szansa, że marzenia się spełnią.-wyszeptał mi do ucha
Ludmiła
Jestem załamana, moje życie się rujnuje, i do tego Antonio jest jeszcze w szpitalu. Nie mam pojęcia co robić. Kilka łez poleciało po moich policzkach, a Diego... Matko jaki on kochany. Nic nie mówiąc przytulił mnie do swojej piersi. Następnie otarł moje łzy, mówiąc:
-Nie smuć się. Kocham Cię.-niestety stać mnie wtedy było tylko na krzywy uśmiech
-Porozmawiajmy.-no nie! pojawił się nie kto inny jak F e d e r i c o.
-Nie mamy o czym.-ucięłam krótko
-A jednak uważam inaczej. Jedna rozmowa i dam Ci spokój.-brzmi dobrze, popatrzyłam pytająco na Diego, a on tylko lekko się uśmiechnął i powiedział:
-Idź.-powiedział to z wymuszonym spokojem, po chwili byliśmy już w parku niedaleko szpitala.
-Czego chcesz?-zaczęłam ozięble
-Porozmawiać.
-To mów co chcesz.-nadal byłam niegrzeczna
-Kocham Cię.
-Przestań!!!-nakazałam, potem bardzo długo mówił jak mnie kocha i że jestem dla niego ważna, że chce do mnie wrócić, a za każdym razem, gdy pytałam o tę drugą laskę, odpowiadał, iż ona się nie liczy. Rozmawialiśmy (jeśli można to rozmową nazwać) bardzo długo.
-Dosyć tego!-powiedziałam, a on wtedy zrobił całkowicie niespodziewany ruch. A mianowicie pocałował mnie, nie mogłam się wyrwać. Nagle poczułam jak po moich policzkach znów ciekną łzy. Niestety, gdy już się od niego uwolniłam zobaczyła nadchodzącego Diega. Pobiegłam w jego stronę, ale powiedział, że chce zostać sam. Poszłam zobaczyć czy nie dowiedzieli się nic nowego na temat stanu zdrowia naszego dyrektora. Kiedy usłyszałam, że nie ma żadnych wiadomości, uznałam, że się przejdę. Cały czas nie mogłam przestać myśleć o tym dziwnym uczuciu kiedy Fede mnie całował. Cały czas myślałam o tej drugiej dziewczynie, czy ją też tak całuje jak mnie? Jak bardzo jest dla niego ważna? Kiedy tak się przechadzałam usłyszałam gitarę i głos Diega.

Dime el ritmo ponte a bailar 
Ven conmigo déjate besar 
Yo sé te va a gustar, 
mi estilo te va a conquistar 
Mis pies te mueve al compás,
se que no lo puedes evitar
No intentes luchar , 
Mi estilo te va a Conquistar 
Y es que yo soy así 
Mi vida es alocada 
Sin red y voy a mil 
Mi ley es doble o nada 
Y es que yo soy así
Con solo una mirada 
Vas a quedar de mi 
Por siempre enamorada


-Hej!-powitałam go, nie miałam pojęcia czy będzie chciał ze mną porozmawiać
-Cześć!-nawet nie wyczułam niechęci
-Możemy porozmawiać?-zapytałam już pewniejszym głosem
-Jasne. O co chodzi?-zapytał całkiem normalnie, jakby wszystko było ok
-Bardzo Cię przepraszam, ja..-przerwał, czyli chyba się nie gniewa, może zostaniemy choć przyjaciółmi
-Chciałaś przeprosić?-zapytał, a ja pokiwałam głową
-Rozumiem, to on Cię pocałował. Zresztą chyba chciałaś się wyrwać, ale mocno Cię trzymał.-jaki on kochany
-Bardzo Cię przepraszam.-powiedziałam, orazm chciałam go przytulić, ale mnie lekko odepchnął. Był zły. To zrozumiałe, byłam głupia. A już po chwili zrobił coś niemożliwego. Pocałował mnie. To był dużo lepszy pocałunek niż ten z Federico.
-To znaczy, że mi wybaczasz?-spytałam zestresowana
-Oczywiście.-powiedział
-Dzięki. Mogę mieć pytanie?
-Jasne.
-Dlaczego grałeś właśnie tutaj?
-To oczywiste. Tu poraz pierwszy rozmawialiśmy jak nie wrogowie. I powiem Ci, że myślałem o nas.
-Podzielność uwagi.-zaśmiałam się
-Ta, ty też możesz mi coś powiedzieć?
-Jasne.
-Federico jest nadal dla Ciebie ważny?
-Tak, choćbym bardzo chciała, moje serce podzielone jest między was dwóch. Przepraszam.
-Nic nie szkodzi, cieszę się, że choć połówka twojego serca bije dla mnie.-on się zmienił, kocham go. Po chwili zobaczyłam...
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I następny rozdział, sama nie mam pojęcia co mi padło na głowę, że tak szybko dodaję rozdział, no ale cóż. Proszę o komentarze na tym blogu---> http://be-what-you-may-be.blogspot.com/
Do następnego, pozdrawiam Zuza Ł

środa, 13 sierpnia 2014

Rozdział 56

Violetta
Długo nie czekając zniechęcona perspektywą rozmowy z Jade odebrałam telefon.
-Halo?-zapytałam lekko znudzonym głosem
-Violettko, kochaniutka....-chyba zapomniała co chciała powiedzieć
-Taak.-czego ona chce?
-No więc... O.. Sama zapomniałam co chciałam powiedzieć... O!O! Już wiem!-znowu urwała
-Co wiesz?-jaka ona jest tępa
-Nigdzie nie ma twojego taty. Zostawił mi tylko kartkę....-przerwała, usłyszałam szelest jakby chciała mi przeczytać słowa notki od taty
-I co napisał na tej kartce?-mój głos ją pospieszał
-,,Jade, nie szukaj mnie. Będę gdzieś, gdzie nikt mnie nie znajdzie. Szukając szczęścia. Z miłością mojego życia" To tyle. Nie rozumiem, on mnie kocha tak bardzo, że... Jedziemy do Europy!-zapiszczała do telefonu
-Ok.-nie wiedziałam co więcej powiedzieć, więc się rozłączyłam, a następnie przekazałam wszystkim najnowsze wiadomości.
-German porwał Angie.-podsumował Ramallo, kiedy wszystko już powiedziałam
-Nie wyciągajmy pochopnych wniosków.-zaproponowała Helena (przyjaciółka Angie)
-To jest oczywiste! Mamy tu auto Germana, Angie zniknęła. Jeszcze czoś wam wytłumaczyć?-Ramallo ma rację, ojciec już od dawna się zarzekał, że kocha Angie.
-Co robimy?-zapytał Leon
-Chciałabym pojechać odwiedzić Antonia.-powiedziała cicho babcia
-Jasne. My poszukamy Angie.-oznajmił Ramallo zwracając się też do Leona, którego odpowiedzią było skinienie głowy
-Jadę z wami!-oświadczyła Helena, i oddalili się zostawiając mnie sam na sam z roztrzęsioną babcią
-To ja zamówię taksówkę.-zaproponowałam, po chwili byłyśmy już w drodze do szpitala. Kiedy dotarliśmy na miejsce, zestresowani uczniowie czekali pod salą gdzie leżał dyrektor. Babcia złapała jakiegoś lekarza, który zadał standardowe pytania. Nie, nie była ona rodziną Antonia, więc nie mogła go odwiedzić. Nagle jak anioł pojawił się kolega Ludmiły dzięki któremu babcia dostała się do sali swojego przyjaciela. Chciałam zadzwonić do Leona, ale mój telefon był rozładowany.
-Lu!-zwróciłam się do przyjaciółki
-Co jest?
-Pożycz telefon.-dodzwoniłam się do Leona, nic nie znaleźli nowego. Chciałam powiedzieć wszystko babci. Podeszłam do drzwi i usłyszałam coś, co zmroziło mi krew w żyłach. ,,Antonio, nie zostawiaj mnie samej. Wiesz jak bardzo Cię kocham i zawsze kochałam. Całe życie. A teraz chcesz, żebym została tu sama. Teraz kiedy nasza córka gdzieś zniknęła?" wyszlochała. Że co proszę? Angie-córką Antonia? A moja mama? Co z dziadkiem? Nie mogłam uwierzyć w to co przed chwilą usłyszałam. Wybiegłam szybko ze szpitala, nie zwracałam uwagi na gapiących się na mnie ludzi. Usiadłam na krawężniku i zaczęłam płakać jak głupia. Chyba długo rozmyślałam, gdy do moich uszu dobiegł ukochany głos:
-Co się dzieje kochanie?-jedno imię-LEON
-Wszystko mi się rozwala.-zapłakałam mu prosto w tors
-Spokojnie, tylko spokojnie...-powiedział mocniej mnie przytulając, oraz głaszcząc po głowie
-Jak mam być spokojna?-moje łzy kompletnie zmoczyły jego koszulę

-Opowiesz co się stało?-zapytał spokojnie, a ja nadal byłam otulona jego silnymi ramionami, kiedy trochę się ogarnęłam, opowiedziałam co usłyszałam.
-Podsłuchiwałaś?-zapytał z uśmiechem Leon gdy skończyłam
-Nie!-zaprzeczyłam od razu
-Nie?-jego to chyba bawiło
-NIE! Usłyszałam to przez przypadek.-wytłumaczyłam się
-Przez przypadek powiadasz?-delikatnie uniósł brew
-Tak.-potwierdziłam, a on tylko się lekko uśmiechnął
-Ja już nic nie wiem.. Moja babcia... Ona..-mówiłam bez ładu i składu
-Ona chce z tobą porozmawiać.-o wilku mowa
-To ja was zostawię.-zaproponował Leon, oddalając się
-Nie...-zaprotestowałam, ale już go nie było
-Nie mam ochoty z tobą rozmawiać.-oświadczyłam chłodno
-Violetto, proszę...
-Nie chcę z tobą rozmawiać. Rozumiesz?-to było perfidne, ale jak nie rozumiała kiedy byłam grzeczna, to już nie moja wina
-Nie znasz całej historii. Nie osądzaj mnie.-tego już za wiele
-Nie znam skomplikowanej historii? Co jest trudnego w tym, że zdradzałaś dziadka?!?!?!-wykrzyczałam jej prosto w twarz i odeszłam
-Tak szybko?-zapytał Leon gdy tylko się pojawiłam na szpitalnym korytarzu
-Nie chce mi się o tym gadać.
-Ok.
-Możesz mnie stąd zabrać?-zapytałam pośpiesznie
-Gdzie tylko chcesz.-oznajmił
-Do Angie, albo do domu, chociaż nie... Może...-przerwał mi
-Może do mnie?-zaproponował
-Bardzo chętnie.-odpowiedziałam z uśmiechem, a Leon podał mi kask. Po kilku minutach byliśmy już w jego mieszkaniu. Oglądałam je bardzo dokładnie. Aż w końcu natknęłam się na bardzo ciekawy przedmiot.
-LEON!-zawołałam, a on szybko przybiegł do łazienki
-Co to jest?-wycedziłam pokazując burgundową szminkę
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dobrze kochani moi. Niby nie było pod ostatnim 15 komentarzy, ale miałam dobry humor.(oczywiście dzięki wam)Przepraszam, że trochę krótki. Dziękuję za ocenę mojego modowego bloga. Dzięki tym opinią mam więcej chęci do pisania. Zapraszam do komentowania moich obydwóch blogów. LINK {jest do modowego bloga} (jak będzie na blogu modowym 5 komentarzy, a na tym mniej niż 15 to dodam taj nexta)
Pozdrawiam Zuza Ł

czwartek, 7 sierpnia 2014

Rozdział 55

Violetta
Właśnie sobie przypomniałam, że już za dwa dni jest ślub Angie. Chyba wyglądałam na zmartwioną, bo Leon od razu spytał czy nic mi nie jest.
-Jest ok, tylko zapomniałam o piosence.-powiedziałam bez emocji
-Jakiej piosence?-nie miał pojęcia o co mi chodzi
-Na ślub Angie. Miałam napisać coś specjalnego, ale kompletnie zapomniałam. To już za dwa dni.-wytłumaczyłam
-To napiszmy ją razem.-zaproponował, a ja bez na to przystałam, co prawda na początku mówiłam, że nie damy rady, bo mamy za mało czasu. Leon jednak mnie uspokoił i po kilku godzinach mieliśmy idealną piosenkę o tytule ,,Podemos".  Obiecał mi, że zaśpiewamy ją razem. Wieczorem w domu panowała nie miła atmosfera. Olga wypaplała, że ślub Angie już niedługo i się zaczęło piekło. Ojciec był wściekły, bo nie został zaproszony. Jade biegała po domu jak wariatka, krzycząc: ,,German, spokojnie. A może pojedziemy w podróż do Europy?" Jedynie Ramallo zachowywał się normalnie. Miałam ich dosyć, więc poszłam wcześniej spać. Rano szybko wymknęłam się z domu. W studiu znowu była awantura. Oczywiście Diego kontra Federico.
-Zrozum raz na zawsze! Ona kocha MNIE!-ostatnio Fede ciągle to powtarzał
-Nie. To ty zrozum, że ją zraniłeś.-Diego już prawie by mu wycedził w twarz, ale Ludmiła lekko go chwyciła i się opamiętał.
-Proszę, zostaw go. Zrób to dla mnie.-powiedziała cicho Ludmi, a Diego potulnie się oddalił
-MAM CIĘ DOŚĆ! NISZCZYSZ MI ŻYCIE! ROZUMIESZ?-wykrzyczała Ludmiła, i nie czekając na odzew ze strony swojego byłego chłopaka, ruszyła w stronę studia.
-Cześć.-powitała mnie Naty
-Hej, powiedz mi czy te jadki się kiedyś skończą.
-Mówisz o Fede i Diego? Myślę, że raczej jeszcze długo potrwają. Federico nie może zrozumieć, jak bardzo zranił Ludmiłę.-stwierdziła
-A Diego?-zapytałam, może wiedziała więcej niż udało mi się wyciągnąć z Lu
-Nie wiem. Wszyscy uważają go za złego, bo spiskował z Larą i zniszczył związek twój i Leona.-to prawda, w odpowiedzi zaledwie pokiwałam głową, a Natalia kontynuowała:
-Ale mam takie dziwne wrażenie, że on się zmienił. Ludmiła jest przy nim taka inna, a i on zachowuje się inaczej niż zwykł to robić.
-Masz rację, ja także to zauważyłam.-skwitowałam krótko
-Muszę lecieć. Maxi na mnie czeka.
-Pa!-powiedziałam, a jej już nie było, więc udałam się do studia. Dzień był całkiem przeciętny, ale następny zapowiadał się perfekcyjnie.
Następnego dnia
Obudziłam się wcześniej, szybko zjadłam śniadanie, wzięłam sukienkę i popędziłam do domu mojej cioci. Angie już czekała wraz z babcią i swoją koleżanką. Jej suknia była śliczna, oczywiście widziałam ją już wcześniej, ponieważ pomagałam przy jej zakupie. Kiedy każda ze zgromadzonych pań zdążyła się już zachwycić cudownym strojem panny młodej zaczęłyśmy się wszystkie czesać i malować. Każda z nas wyglądała cudownie, ale oczywiście moja ciocia wyglądała zabójczo. Podjechała po nas limuzyna, która zabrała wszystkich do kościoła.
-Violetta!-Leon mnie zawołał i pobiegłam w jego stronę, wyglądał ślicznie. Miał dopasowany czarny garnitur, błękitną koszulę i wąski, czarny krawat.
-Hej.-powiedziałam i na powitanie pocałowałam go w policzek
-Ślicznie wyglądasz.-chyba się zarumieniłam
-Dzięki.-nie dał mi powiedzieć nic więcej
-Słuchaj, czy to nie jest przypadkiem samochód twojego taty?-powiedział wskazując na na czarne auto, było identyczne jak ma mój ojciec
-Pewnie Ramallo wziął samochód ojca, bo jego często się psuje.-to było bardzo racionalne wytłumaczenie
-Jesteś pewna? Wiesz, że jeśli twój tat...-teraz ja mu przerwałam
-Wiem. Jak ojciec się tu zjawi, to będzie masakra.-podsumowałam krótko
-Może zadzwoń i spytaj.-zaproponował Leon
-Jasne.-już po chwili zauważyłam Ramallo, który wychodzi z kościoła z komórką w ręku. Pomachałam, i automatycznie pojawił się koło nas.
-Co się stało?-zapytał od razu
-Twoje auto stoi w serwisie?-zadałam pytanie na jednym wdechu
-Tak, już od czterech dni. A dlaczego pytasz?-zdziwił się
-Czym przyjechałeś?-nie zwracałam uwagi na to co mówił
-Taksówką. Dlaczego was to tak interesuje?
-To jesteśmy w niezłym bagnie.-powiedziałam i schowałam się w objęciach Leona
-Ktoś mi wytłumaczy o co wam do licha chodzi?-teraz Ramallo był zdenerwowany
-To jest auto ojca Violi?-stwierdził Leon pytająco
-Tak, i?-zniecierpliwił się nasz rozmówca
-To jest samochód GERMANA, a jesteśmy na ślubie ANGIE.-powiedział pomału mój chłopak, a Ramallo chyba zrozumiał, bo przeklął siarczyście.
-My go z Leonem poszukamy, a ty poinformuj Angie.-zwrócił się do mnie Ramallo, zgodziłam się i gdy się obróciłam zadzwonił mój telefon. To była Ludmiła.
-Halo.-odebrałam pośpiesznie
-Vilu, jest problem. Mega problem.-mówiła chyba przez łzy
-A konkretniej.-nic nie odpowiedziała, w tle usłyszałam męski głos: ,,Pani Ferro? Zapraszam"
-LUDMI! CO SIĘ DZIEJE?-wykrzyczałam do telefonu
-Antonio dostał zawału!-rozłączyła się, dużo nie myśląc zadzwoniłam do Fran. Dowiedziałam się niewiele więcej. Dostał jakąś wiadomość i to tyle. Dyrektor studia znajduje się teraz w szpitalu. To niemożliwe, na sto procent jest gdzieś w kościele, przecież był zaproszony. Uznałam, że zanim znajdę Angie, poszukam babci. Znalazłam ją, ona zdenerwowana szukała swojego przyjaciela. Powiedziałam jej złe nowiny. W tym momencie pojawiła się przyjaciółka mojej cioci oświadczając z przerażeniem:
-Angie zniknęła! Nigdzie jej nie ma!-zaraz po tym zjawili się Ramallo i Leon
-Nigdzie nie ma Germana.-uznał Ramallo
-To jest najmniejszy problem.-powiedziałam
-Takie pytanie, gdzie stał samochód twojego ojca.-dopytywał Ramallo
-Gdzieś tam.-pokazał mój chłopak
-GDZIE? Tam nic nie ma.-zauważył Ramallo, dokładnie wtedy mój telefon znów zabrzęczał. to była... JADE??????
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Taki króciutki, ale następny będzie na pewno dłuższy. Zasady takie jak zwykle. Jeśli mi pomożecie to next pojawi się za mniej niż tydzień.  Chcecie szybciej next? Co zrobić?
1. Wejść na bloga, do którego jest tu link. L I N K
2. Ocenić w skali 1-6
3. Napisać czy usunąć czy zostawić
4. Napisać, czy będziecie czytać czy nie
*Wszystko to zrobić w komentarzu pod postem
Pozdrawiam Zuza Ł

sobota, 12 lipca 2014

Rozdział 54

Leon
Wszedłem, a Violetta siedziała przywiązana do krzesła, czy Lara zgłupiała do reszty?
-Co ty robisz?-spytałem szarpioąc tę wariatkę
-Tłumaczę jej, że zajęła MOJE miejsce.-odpowiedziała wskazując na Violkę i prubując się uwolnić z mojego uścisku, faktem jest, że dość mocno ją chwyciłem
-Jakie twoje miejsce?-zapytałem, wytrzeszczając oczy
-Gdyby nie ona!-znów wskazała Violettę, a ja poszedłem ją odwiązać, kiedy ta kretynka kontynuowała swój tępy wywód:
-Byłbyś ze mną, ja grałabym główną rolę! Wszystko byłoby lepsze!-ona zwariowała! Jest bardziej świrnięta, niż myślałem!
-Nie bylibyśmy razem! Zrozum, nie kocham Cię! I nigdy nie kochałem! To będzie okropne co teraz powiem, ale poderwałem Cię, bo Broduey wjechał mi na ambicję i się założyliśmy.-popatrzyłem na nią, nie była smutna, lecz zdziwiona
-To znaczy, że mnie nie kochasz?-nareszcie zrozumiała
-Tak.
-I nigdy nie kochałeś?
-Tak.
-Ale.....-nie wiedziała co powiedzieć, chyba pierwszys raz w życiu
-Ale co? Przypomnij sobie, czy kiedykolwiek powiedziałem, że Cię kocham?-to był cios poniżej pasa, ale nie czułem się z tym źle, przecież ta wariatka zatruwała mi i Violettcie życie.
-Nie... Nie. NIE!-odpowiedziała wybiegając, a ja zapytałem cały czas tulącą się do mnie Violkę:
-Wszystko ok?-ale to było tępe pytanie, Verdas jesteś idiotą!
-Taak.-odpowiedziała
-Długo na ciebie krzyczała?
-Tylko kilka minut. Leon?-wypowiedziała moje imię, jak dawno tego nie słyszałem
-Tak?-cały czas trwaliśmy w uścisku
-Byłeś z Larą dla zabawy?-wiedziałem, że to wstęp do następnego pytania, ale szczerze odpowiedziałem
-Tak.
-A... A ze... Ze.. Mną... Też?-co za głupie pytanie, ale bardzo oczywiste
-NIE! Vilu, kocham Cię niezmiennie od czasu gdy na siebie pierwszy raz wpadliśmy. Kocham Cię, ponad wszystko. Kocham Cię, nawet kiedy nie chcesz mnie znać, nie mogę o tobie zapomnieć.-zobaczyłem łzy w jej oczach. Ale ze mnie idiota! Znowu płacze z mojego powodu.
-Nie płacz, przepraszam.-powiedziałem unosząc jej podbródek i zagłębiając się w jej piękne zamglone oczy
-To łzy szczęścia. Bo ja także Cię kocham, ale nie możemy być razem.-to zabolało, ja Leon Verdas, przyznaję się sam przed sobą, że jej słowo zabloało, jakby ktoś wbił mi nóż prosto w serce
-Dlaczego?-zapytałem, a i mi prawie łzy naleciały do oczu
-Bo ja na ciebie nie zasługuję. Nie uwierzyłam Ci, że między tobą, a Larą nic wtedy nie zaszło. A nie kłamałeś. Powinnam była Ci wtedy zaufać.-odparła przez łzy
-Rozumiem, mogę mieć jedną prośbę?-to był podstęp, ale nie miałem nic do stracenia
-Co tylko zechcesz.-udało się
-Zostań moją dziewczyną.-powiedziałem z szerokim uśmiechem
-Jesteś okropny!-zawołała tupiąc nogą jak mała dziewczynka
-Obiecałaś.-przypomniałem, a ona nic nie mówiąc kiwnęła głową z uśmiechem
-Czyli się zgadzasz?-droczyłem się
-Nie mam innego wyjścia.
-Kocham Cię.
-Ja Ciebie bardziej.-to był miód dla mojego serca, udaliśmy się by porozmawiać z przyjaciółmi, a kiedy przyszliśmy wszyscy się całowali. Marcesca, Naxi, Cares. I Diemiła??????????????????

-Wiesz o co tu chodzi?-spytała moja dziewczyna, a ja nic nie odpowiedziałem, lecz także ją pocałowałem
-Dobra, starczy już tych czułości.-powiedział Antonio, który właśnie się pojawił, a gdy wszyscy oderwali się od siebie, mówił dalej:
-Byliście świetni. A szczególnie: Violetta, Leon, Francessca, Marco, Camilla, Andres, Natalia, Maxi, Broduey, i oczywiście Diego i Ludmiła. Teraz chciałbym porozmawiać z Federico.-po tych słowach Fede udał się wraz z Antoniem, a z tego co nam potem powiedział, wynikało, że dyrektorowi przeszkadza jego sytułacja na ostrzu noża z Lu i Diego i jeśli nie zmieni postępowania to wyleci. Fede jest wściekły, a ja nie wiem, czy bronić Ludmiłę, czy jego.
Violetta
Kiedy wszyscy się rozeszli chciałam porozmawiać z Ludmiłą. Więc zaczekałam na nią i poszłyśmy do Resto.
-Bardzo Cię przepraszam za moje zachowanie.-powiedziałam ze skruchą
-Nie masz za co przepraszać, ja też nie powinnam od razu się wściekać.-odparła
-Więc jest ok?-zapytałam niepewnie
-Oczywiście, że ok.-przytuliłyśmy się na zgodę
-Pogodziłaś się z Leonem?-to pytanie było nieuniknione
-Tak.-odpowiedziałam radośnie, myśląc o moim księciu na motorze
-Nawet nie wiesz jak się cieszę!-cała była w skowronkach, wyczułam, że nie tylko mój związek ją tak rozwesela, więc musiałam spytać:
-Co z tobą i Diego?-chyba ciut zbyt bezpośrednio
-Mną i Diego?-powtórzyła po mnie
-Tak, tobą i Diego.-widziałam zmieszanie
-Wiesz...-oj długie to ,,wiesz"
-Co mam wiedzieć?-niechże ona coś w końcu powie
-No my..-nie mogła chyba mi czegoś powiedzieć, więc przerwała
-Co wy? Ludmi, wy się CAŁOWALIŚCIE.-wycedziłam dokładnie ostatnie słowo
-Oj, no.... No wiem.-zakłopotała się
-Więc?-nic z niej nie można wyciągnąć
-Więc, chyba go kocham.-powiedziała na jednym wdechu
-Super, ale...-jak zniszczyć jej szczęście?
-Ale co z Fede?-dokończyła za mnie
-Dokładnie.-przerwałam niezręczną ciszę
-Nie zaprzeczę, że jego także kocham, choć próbowałam to robić, to nie chcę się okłamywać. Tak, Federico jest nadal dla mnie ważny. I tu pojawia się ale. Jak on mnie mógł zdradzić? Diego, on jest taki...-przerwałam jej
-Ufasz mu? On spiskował z Larą-wtrąciła,
-Znam go lepiej niż wy. Pomógł mi, wysłuchał i doradził. Mówił, że się zmienił. Dzięki mnie.-może ona ma rację? Każdy zasługuje na drugą szansę
-Dobrze, ale proszę Cię, nie dawaj Fede nadzieii. Nie chcę, żeby cierpiał jeszcze bardziej. Ok?-spuściła wzrok
-OK.
Następnego dnia
Wszyscy w domu pytali dlaczego jestem taka radosna. Odpowiedź była prosta. LEON. Miał po mnie przyjechać dokładnie za pięć minut. Zebrałam nuty ze stołu, wypiłam szklankę soku i przyjechał. Wybiegłam z domu, nawet się nie żegnając. Zajechaliśmy pod studio, gdzie zobaczyłam tłum ludzi. Okazało się, że to Federico użądził sobie szopkę. Grał dla Ludmiły, a wtedy Diego zabrał się do roboty:
-Co ty sobie wyobrażasz?-zapytał wściekły
-Zostaw mnie!-krzyknął Federico
-To ty nas zostaw!-odgryzł się Diego
-Nas? Problemy ze słownictwem?-zakpił Federico, takiego go nie znałam
-Mnie i moją dziewczynę. Straciłeś ją, bo jesteś głupcem. Ja nie popełnię tego błędu, bo ona jest najwspanialszą osobą na świecie.-powiedział i odszedł wraz z Ludmiłą za rękę, a Leon szepnął mi do ucha:
-Dla mnie to ty jesteś najwspanialszą osobą na świecie.-poczułam się szczęśliwa, ale to szczęście nie trwało długo.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej! Rozdział miał być lepszy, a jest gorszy. Przepraszam. Czy wy czytacie to co zamieszczam pod rozdziałem? Czy lubicie jak mi smutno? Mam do was prośbę, żebyście zerkneli na mojego bloga i pozostawili komentarz, bo zastanawiam się, czy go nie usunąć. LINK znów przepraszam za błędy, ale pisałam z tabletu.
Pozdrawiam Zuza Ł






czwartek, 10 lipca 2014

Rozdział 53

Violetta
Zeszłam więc grzecznie do kuchni, w której stali Leon i Tomas.
-Co wy tu robicie?-spytałam spokojnie
-Przyszedłem, żeby się przywitać.-powiedział Tomas
-Żeby się przywitać, lepiej już by było jakbyś nie wracał z tej swojej Hiszpani.-powiedział Leon, tak, aby nikt nie mógł usłyszeć, ale ja to usłyszałam.
-Świetnie, w takim razie cześć, tam są drzwi.-wskazałam ręką na futrynę, a pierwszy z moich ex wyniósł się pokornie z mojego domu.
-A ty?-warknęłam na Leona
-Proszę.-powiedział podając mi jakieś ubranie
-Po co mi to?-zapytałam
-Ludmiła prosiła, żebyś przymierzyła.-odparł
-Świetnie, więc Violetta pójdzie przymierzyć, a tym czasem, może się czegoś napijesz?-zapytał mój ojciec, cały czas tam stał? O matko, a ja o nim zapomniałam.
-NIE!-wtrąciłam, a po chwili kontynuowałam:
-Leon się niczego nie napije, ponieważ się spieszy do swojej dziewczyny.-po tych słowach obydwaj panowie dziwnie się na mnie spojżeli, a ja udałam się na przymiarkę sukienki. Po krótkiej chwili, zeszłam z kostiumem, oraz oświadczyłam Verdasowi, iż leży na mnie wyśmienicie. Nareszcie wyszedł.
Ludmiła
Nareszcie nadszedł dzień występu! Sama nie wiem, czy się cieszyć czy denerwować. Kiedy tak się denerwowałam i cieszyłam podszedł do mnie Federico.
-Hej, chciałem ci tylko życzyć powodzenia, choć wiem, że i tak pójdzie ci świetnie!-powiedział
-Ja.. Ja nie wiem co mam powiedzieć.... Dziękuję.-wymamrotałam zakłopotana
-Ludmiła, proszę cię, daj mi szansę.-poprosił skruszony
-Hej kochanie, stęskniłaś się?-nagle nie wiadomo skąd pojawił się Diego, i pocałował mnie w policzek
-Hej.-powiedziałam, bardzo odważnie, choć w głębi ducha byłam zdziwiona
-Kochanie???-powiedział na odchodnym Fede, a kiedy już był daleko spytałam:
-Czy ty się dobrze czujesz?-spytałam, a Diego się uśmiechnął
-Tak, a gdy cię widzę, to wręcz cudownie.-odparł z radością
-Co to miało być?
-Widziałem, że nie chcesz z nim dłużej rozmawiać, a nic innego mi nie przyszło do głowy.-mówił to tak spokojnie
-Skąd wiedziałeś?
-Tak po prostu. Podziękowałabyś.-uznał z uśmiechem
-Niby za co?
-Jestem twoim wybawcą.
-Ta rycerzem na białym koniu. Ja wiem, że każdy facet ma w sobie coś z rycerza, szkoda, że najczęściej jest to zakuty łeb. Coś jeszcze?-zażartowałam
-Ludmiła! Diego! Na scenę!-krzyknął Pablo, a my pokornie wykonaliśmy nakaz, jeszcze nigdy nie czułam się na estradzie tak dobrze. Zeszłam całkowicie szczęśliwa, ale wtedy pojawił się następny problem.
Violetta
Nie wystąpię. Stresuje się! Leonem i wszystkim. Ale może ktoś mnie zastąpi? Nie wiem, nie chcę być tak blisko Leona.
-Jak to do cholery nie wystąpi?-usłyszałam głos mojej blądwłosej przyjaciółki, a następnie kroki. Wywnioskowałam, że się do mnie zbliża.
-Co ty sobie wyobrażasz? Ile ty masz lat? Pięć?-spytała wściekła
-Nie, od początku wiedziałaś, że nie chcę występować.-powiedziałam z łzami
-Żartujesz sobie?-spytała zażenowana
-Nie! Nie chciałam z Leonem występować! Dobrze o tym wiesz! Zrobiłaś to specialnie!-wykrzyczałam
-Co proszę? Nic nie robiłam specialnie, bądź profesionalistką i wyłaź na tę scenę!-zażądała, a wtedy usłyszałyśmy rozmowe Leona i Diego, i od razu się uciszyłyśmy by jej posłuchać.
L: Co jest?
D: Viola nie chce występować.
L: Jak zrezygnuję to wystąpi?
D: Nie mam pojęcia, ale nie rób tego.
L: Wiesz, że ją kocham i, że dla niej to zrobię.
-Dobra, myślę, że Lara da radę wystąpić.-powiedziała Lu
-Nie. To nie będzie konieczne. Będę profesionalistką i zagram.-odpowiedziałam
-Cudownie, zaraz wychodzicie. 
Jeden, dwa, trzy. I już. Leon, scena i setki ludzi. Piosenka, słowa, których już nie pamiętałam. Nie z jego ust. A kiedy dzieliły nas już milimetry zamknęłam oczy. Pocsałował mnie, jak ja za tym tęskniłam. Nie mogłam się od niego oderwać. A za sceny słyszałam Ludmiłę:
-Oderwijcie się od siebie.-po czym Diego powiedział:
-Spokojnie.-po tych słowach kurtyna opadła, a Leon i ja nadal się całowaliśmy.
-No już starczy!-ponownie odezwała się Ludmiła, ale teraz głośniej, a Leon oderwał się odemnie i zrobił kilka kroków w stronę Fran.
Leon
-Czy to jest to, co ja myślę, że jest?-spytała Fran
-A co myślisz?-zapytałem z uśmiechem
-Nie żartuj. Ty, Violetta. Znowu razem?-pytała podekscytowana
-Na scenie, i owszem.
-A poza sceną?-była już lekko poirytowana
-Nie. Ona nawet nie chciała ze mną porozmawiać. Popatrz.-wskazałem lekko na Ludmiłę i Diego
-Nie pytaj.-powiedziała włoszka
-To znaczy?
-Jak byliście na scenie, znaczy ty i Vilu.-urwała
-Taak.-chciałem wiedzieć więcej
-Federico powiedział coś Ludmi, ona się popłakała. I kto przyszedł?-to pytanie retoryczne? Po chwili kontynuowała:
-Diego. Coś jej powiedział, ta się uśmiechnęła. A i jeszcze się przytulili.-oryginalnie
-To nic dziwnego. Zaprzyjaźnili się pisząc sztukę, ale i tak jakoś nie mam do Diego zaufania. Jest miły, ale jakoś no.... Nie wiem. Może się mylę. A co z Fede?
-Nie mam pojęcia. Idź porozmawiaj z Violą. Albo będzie dobrze, a gorzej być nie może, więc nic nie ryzykujesz.-poprosiła, ale wyczułem w tym rozkaz
-Dobrze.-zgodziłem się, w sumie miała rację. Szukałem jej wszędzie, a idąc zastanawiałem się co jej powiem. Nie mogłem jej znaleźć, ale nagle usłyszałem głos Lary w charakteryzatorni. Nie rozumiałem co dokładnie mówiła, ponieważ szybko nawijała, więc postanowiłem wejś, pogratulować jej występu. Zapukałem, nikt nie odpowiadał, więc postanowiłem wejść. Kiedy byłem już w pomieszczeniu przeraziłem się.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hej moi kochani! Jest rozdział, troszkę krótki, ale się poprawię. Bardzo przepraszam za błędy, ale pisałam na tablecie, bo mam popsuty komputer. Jak wam się podoba? Chcecie następny, to musi być 15 komentarzy:)
A chciałabym was zaprosić na mojego bloga o modzie i nie tylko. TUTAJ MACIE LINK bardzo mi zależy, żebyście zerkneli.
Pozdrawiam Zuza Ł

sobota, 21 czerwca 2014

Miniaturka Leonetta

Violetta Castillo była dwudziestoletnią, bardzo zapracowaną kobietą. Pracowała od rana do nocy, a jej szef (którym był Leon Verdas) dawał jej nieźle w kość. Jej życie osobiste było jeszcze gorsze. Była narzeczoną Diega, od siedmiu miesięcy, lecz wcale nie była szczęśliwa. Kiedy wróciła do domu zastała kartkę:
Poszedłem na bilard z Broduey'em
Już ona znała ten bilard z Broduey'em. Diego się upije i wróci do domu nad ranem. Wcale się nie dziwiła Camilli, że ta odeszła do Andresa, ale sama tak nie potrafiła. Cały czas łudziła się, że Diego się zmieni, i będzie jak na początku. Rzuciła więc klucze na stół, zrobiła sobie kolację i spędziła kolejny wieczór sam na sam z telewizorem. Następnego dnia, Leon wszedł do jej biura, bez pukania.
-Zapukałbyś, to nie obora!-rzuciła zza sterty papierów
-Uważałabyś na to co mówisz, jestem twoim szefem.-odgryzł się
-Wiem, ciągle mi to przypominasz. Czego chcesz?
-Może trochę milej.-warknął
-Dobrze, więc czego sobie wielmożny szef życzy?-zapytała sarkastycznie
-Przyszedłem oświadczyć, że jutro wylatujemy do Madrytu.
-Do Madrytu?-ucieszyła się
-Na konferencję, a nie wycieczkę.-powiedział oschle
-Dobrze, o której wylatujemy?-zapytała, tłumiąc szczęście
-O 18:00 bądź na lotnisku.
-Dobrze.
-Nie spóźnij się.-rzucił wychodząc
-Świnia.-warknęła pod nosem, kiedy drzwi zatrzasnęły się za nim z hukiem.
-Słyszałem!-krzyknął, kopiąc w drewniane wrota
Kiedy Violetta przyszła do domu, Diego nawet jej nie zauważył. Kiedy wspomniała, że wyjeżdża do Madrytu, nawet nie spytał kiedy, lub na jak długo. Po prostu powiedział ,,OK". To zabolało, poczuła się nieważna. Kiedy się spakowała, poszła spać. Kolejny dzień minął zwyczajnie, ale ona wyczekiwała niecierpliwie, na godzinę szesnastką (miała dziś wcześniej wyjść), kiedy będzie mogła iść do domu, a następnie na osiemnastą by udać się na lotnisko. Gdy dotarła, Leon już na nią czekał.
-Brawo Castillo, nie spóźniłaś się.-powitał ją drwiąco
-Cześć.-rzuciła od niechcenia
Cały lot się do siebie nie odzywali. Dopiero w hotelu pojawił się problem, który zapoczątkował dyskusję.
-Że przepraszam co to ma być?-spytała wściekła Violetta
-Apartament.-mruknął Leon
-Wspólny???-nie mogła w to uwierzyć
-Tak, musiał być jakiś błąd, ale nie mają innego pokoju.-odparł niechętnie
-I co to ma być?-rozwścieczona do granic możliwości, pokazała wspólne, małżeńskie łóżko
-Łóżko jak mniemam, czy jeśli powiem, że jestem tak samo niezadowolony jak ty, to zamkniesz się choć na pięć minut?
-Dobrze, ale Ty śpisz w łazience.-postawiła ultimatum
-Chyba śnisz. Ty masz swoją połowę łóżka i ja swoją. Jak przekroczysz granicę, to Cię najzwyczajniej zrzucę.-oświadczył
-Niech będzie. Idę do łazienki.-oznajmiła, a po jakieś godzinie, Leon zaczął uderzać w drzwi pomieszczenia
-Wyłaź!-wrzasnął
-Jeszcze chwila.-odpowiedziała spokojnie, po chwili wyszła w bardzo skąpej i dopasowanej koszulce, a Leonowi szczęka opadła
-Co się tak gapisz? Łazienka wolna!-oświadczyła, a kiedy on poszedł się odświeżyć, zadzwonił Diego
-Diego! Jak się cieszę, że dzwonisz!-powitała go radośnie
-Vilu, to nie Diego. To ja, Fran. Wiem, że nie powinnam, ale zobacz maila.-powiedziała i się rozłączyła, a zdziwiona Violetta szybko chwyciła za tablet (Leona). Zamarła. To jej narzeczony, który całuje się na każdym zdjęciu z inną panną. Postanowiła to zakończyć. Znów odebrała Fran.
-Podaj go!-wrzasnęła wściekła
-Cze... Cze.. Cześć Violka.-oznajmił
-Witaj kochanie.-powitała go słodko
-Jak się bawisz?-zapytał
-Słabo, a ty? Dobrze ci się ślini z tymi panienkami?-nadal była spokojna i opanowana
-Ja ci wszystko wytłumaczę!-kiedy to powiedział jakaś kobieta krzyknęła: ,,Diego wracaj do nas" i Francessca ,,Ani mi się waż, masz z nią porozmawiać"
-Tak Diego, wracaj do nich, ale do domu nie masz już po co wracać.-rozłączyła się, a z łazienki wyłonił się Verdas, chciała się popłakać, ale uznała, że nie da po sobie poznać, że jej źle.
-Można wiedzieć, dlaczego ryczysz mi nad tabletem?-spytał szef
-Przepraszam, chciałam tylko sprawdzić pocztę.-była zła, a po jej policzku popłynęła gorzka łza
-A dlaczego się mażesz?-zapytał, lekko rozbawiony
-Nie twój problem.-warknęła i położyła się spać. Rano obudziła się sama w łóżku. Pomyślała, że Leon jest pewnie w łazience, ale kiedy położyła nogę na podłodze, okazało się, że to jego ręka.
-Ał!-obudził się z krzykiem
-Matko... Przepraszam.-przeraziła się
-Na następny raz uważaj, jak łazisz!
-Dlaczego śpisz na podłodze?-spytała zaciekawiona
-Rozpychałaś się w nocy tak, że nie mogłem spać.
-Przecież miałeś mnie zepchnąć z łóżka.-zauważyła rozbawiona
-I na następny raz tak właśnie zrobię.-powiedział
-A dlaczego tego nie zrobiłeś?-droczyła się z nim
-Idź już do łazienki, bo za dwie godziny wychodzimy.-nakazał, a ona wykonała rozkaz. Gdy wyszła gotowa z łazienki udała się na śniadanie. Później wraz z Leonem byli na nudnej konferencji, i wrócili do hotelu. Violetta odbyła rozmowę z przyjaciółką, która wytłumaczyła, że gdy przyszła zgarnąć Marco z baru, to był tam i Diego. Oraz, że nie mogła wytrzymać dłużej kłamstw narzeczonego Violetty. Niestety następnego dnia, musieli już wracać. W samolocie znów się do siebie nie odzywali, a gdy wspólną taksówką pod dom Violi, Leon zaproponował jej pomoc z wniesieniem walizki.
-No proszę, widzę, że ty także nie traciłaś czasu.-powiedział siedzący na schodach Diego, gdy zobaczył Leona
-Co?-Verdas był zdziwiony
-Nic, czego chcesz?-zapytała Violetta
-Moją gitarę.-odpowiedział Diego
-Dasz sobie radę?-zapytał Leon Violettę
-Tak, dziękuję za pomoc.-odparła, a on poszedł na dół do taksówki, kiedy schodził, zauważył, że z 3 piętra wyleciała lampa. Zapłacił i wziął swój bagaż, i ponownie udał się do mieszkania Violetty. Drzwi do mieszkania były otwarte, a ze środka dochodziły krzyki. Kiedy wszedł do mieszkania, Diego właśnie chciał uderzyć narzeczoną, lecz Verdas nie dopuścił do tego. Diego dostał w twarz i uciekł.
-Nie musiałeś.-powiedziała Violetta
-Musiałem.-odpowiedział i zamknął mieszkanie
-Co to właściwie było?-zdziwił się, a ona opowiedziała mu całą historię. Długo rozmawiali i pili wino (spustoszyli 3 butelki). Po pewnym czasie Leon ją pocałował.
-Co to miało być?-zapytała
-Wybacz, nie powinienem.
-A czy ja mówię, że mi się nie podobało?-spytała, oddając pocałunek, który zrobił się bardziej namiętny, aż w końcu wylądowali w sypialni. Rano Leon obudził się w pustym łóżku, a kiedy przeszedł się po mieszkaniu, zauważył, że pakowała się w pośpiechu. Na stole w kuchni była kartka:
Zamknij mieszkanie i daj klucze Fran. Nie szukaj mnie. 
Violetta
Minęło pięć lat, on wciąż o niej myślał. Każdego dnia. Zawsze. Był na siebie wściekły, że pozwolił jej odejść już na samym początku. Że o nią nie walczył, gdy zaręczyła się z Diego. Kiedy samotnie przechadzał się po parku, o jego nogę obiła się pięcioletnia dziewczynka. Nachylił się do niej. 
-Zgubiłaś się?-zapytał z uśmiechem 
-Tata!-powiedziała z uśmiechem
-Nie jestem twoim tatą, ale mogę ci pomóc szukać mamy.-zaproponował 
-Julia!-usłyszał znajomy głos 
-Ciocia!-dziewczynka zerwała się i pobiegła w stronę znajomej kobiety 
-Gdzieś ty była? Mama będzie na mnie zła.-powiedziała kobieta 
-Fran?-zapytał niepewnie 
-Leon!-ucieszyła się
-Kim ona jest?-spytał, pokazując na dziewczynkę 
-To jest Julia.-oznajmiła 
-To twoje dziecko?-spytał 
-Nie, przecież mówiła do mnie ciociu.-zauważyła z uśmiechem 
-Więc czyje?-nie dawał za wygraną 
-Yyyy... No... Violetty.-powiedział jednym tchem 
-Violetty? Violetty Castillo?-zapytał niedowierzając 
-Tak.-odpowiedziała włoszka 
-MAMA!-Julia wrzasnęła i pobiegła do kobiety, którą Leon tak dobrze znał, za którą tak bardzo tęsknił 
-Była grzeczna?-spytała Violetta 
-Oczywiście.-odpowiedziała Fran
-Muszę już iść.-dodała pośpiesznie 
-Mama! To kolega cioci.-powiedziała Julia ciągnąc Violettę za sukienkę, a ona dopiero teraz zobaczyła Leona, bała się tego spotkania 
-Zapomniała, że obiecałam mojej chrześniaczce lody.-wróciła się Fran i zabrała dziewczynkę 
-Kiedy zamierzałaś mi powiedzieć?-spytał Leon gdy zostali sami 
-O czym?
-Że mamy dziecko.-rozgoryczył się, a ona nie odpowiedziała 
-Nic nie powiesz?-krzyczał 
-A co mam ci powiedzieć?-zapytała ze łzami 
-Zacznij od tego dlaczego uciekłaś. 
-Miałam zostać i zniszczyć ci życie??? Może kazałbyś mi usunąć? 
-Nie! 
-Kocham Julię, rozumiesz?-zapytała
-Ja jej nawet nie znam.-był nadal zły 
-I nie poznasz.-chciała odejść, ale on chwycił ją za nadgarstek 
-Mam do tego prawo!
-Niby dlaczego? Ja ją wychowywałam. SAMA.-podkreśliła 
-Bo uciekłaś.
-Bo Cię kochałam.-powiedziała z wyrzutem 
-Kocham Cię, zostaniesz moją żoną?-zapytał 
-Co?-zdziwiła się
-Violetto Castillo, czy skończysz me cierpienie oraz uczynisz mnie najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi i zostaniesz moją żoną?-spytał klękając
-TAK.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
I jak wam się podoba? Mi nawet bardzo. Rozdział może być nawet jutro, jeśli będzie 15 komentarzy. 
Zuza Ł